Górnik Zabrze miał takie samo zadanie jak przed dwoma tygodniami, ponieważ wicemistrz Polski pragnął odrobić jednobramkową stratę po pierwszej części rywalizacji o IV rundę eliminacji do Ligi Europy. Piłkarze Michala Gašparika napędzani kibicami chcieli odwrócić losy tego dwumeczu. Słowacki trener ze swoimi podopiecznymi doprowadził do emocjonalnego szaleństwa zabrzańską „Torcidę”, ale uśmiechów finalnie nie ma.
Na nich czekaliśmy
Górnik Zabrze wyszedł na rewanżowy mecz przeciwko Ferencvárosi TC w zestawieniu ofensywnym z graczami, na których czekaliśmy. Peter Federico i Maksym Khlan otrzymali zaufanie od pierwszych minut od swojego szkoleniowca i to oni rozkręcali boczne strefy boiska. Paulo Bernardo i Kacper Urbański tworzyli duet środkowych pomocników, którzy mieli wraz z bocznymi stoperami współpracować i grać w trójkącie. Maximilian Dietz asekurował środkowych obrońców i rozdzielał piłki na skrzydłach do swoich partnerów. Zabranie wyglądali od samego początku na zespół poukładany, który wie, jak chce przejść do dalszej fazy kwalifikacji.
Konsekwencja i pewność siebie
Górnik Zabrze pracował od pierwszego gwizdka Andrei Colombo na otwarcie wyniku na Arenie Zabrze. Zawodnicy słowackiego trenera ruszyli pewnie i konsekwentnie na bramkę Denesa Dibusza. Już w 2. minucie wstaliśmy z krzesełek po strzale Erika Prekopa. Wtedy ujrzeliśmy wkład portugalskiego nabytku do ekipy 14-krotnych wicemistrzów Polski, ponieważ to Paulo Bernardo kierował ruchami swoich kolegów z drużyny. Futbolówka dotarła do Erika Janży, który obsłużył swojego partnera.
Zabrzanie byli wybiegani i czekali na swój moment. Gospodarze kontrolowali przebieg tej rywalizacji i odnosiliśmy jedno wrażenie. Goście zaplanowali głównie grę w obronie jakby przyjechali w tę delegację z próbą utrzymania czystego konta. Piłkarze Ferencvárosi TC znajdowali się na połowie oponenta sporadycznie, lecz stworzyli jedną dobrą okazję dla Bamidele Yusufa. Gracz z numerem 11 nie radził sobie w defensywie i nie pokonał Philippa Schulzego, uderzając w boczną siatkę.
Piłkarze Michala Gašparika szukali długich podań w kierunku dobrze działających skrzydeł. Gdy brakowało dokładności, gracze Balázsa Borbélego czuli oddech na plecach „Trójkolorowych”. Tak narodziła się szansa dla Erika Prekopa po podaniu od ukraińskiego skrzydłowego, lecz bramkarz nie dał się zaskoczyć uderzeniem po bliższym słupku.












