Już dziś wieczorem będziemy świadkami pierwszego w tym sezonie francuskiego Klasyku. Rywalizacja ta nie maja co prawda zbyt długiej historii, ale wywołuje w kraju nad Sekwaną wielkie emocje. Gdy naprzeciwko siebie stają ekipy ze stolicy i „prowincji”, jak niektórzy myślą o południowych rejonach Francji, liczy się tylko zwycięstwo.
Bojowe nastroje przed spotkaniem Olympique Marsylia i Paris Saint-Germain odzwierciedlają już od pewnego czasu wypowiedzi samych piłkarzy. Stephane Mbia, świeży rekonwalescent marsylczyków, bez ogródek przyznaje: – Porażka z Paryżem w Klasyku na własnym terenie jest nie do pomyślenia. Z drugiej zaś strony Javier Pastore, zawodząca gwiazda stołecznych, opisuje napiętą atmosferę, jaka towarzyszy temu wydarzeniu: – Doznaję silnego uczucia, że ludzie nie mogą się doczekać tego meczu. Oni chcą wygranej i powtarzają nam to na ulicy.

Przynajmniej w taki sposób fanatycy z Paryża chcą wpłynąć na swoich pupili. Niestety, nie dane im będzie wstąpić nawet w najmniejszej liczbie na Stade Velodrome, gdyż francuski minister spraw wewnętrznych postanowił, a władze ligowe przychyliły się do tej decyzji, iż w meczach pomiędzy tymi ekipami kibiców drużyn przyjezdnych na stadionie ma nie być.
Zatem w atmosferze całkowitej wrogości podopieczni Antoine’a Kombouarego wyjdą na murawę prowansalskiego stadionu. Ich cel zaś jest na ten wieczór tylko jeden: po raz szósty w historii wyrwać gospodarzom trzy punkty. Ostatni raz udało się to stosunkowo niedawno, bo trzy lata temu. Wtedy po bardzo zaciętym spotkaniu i dwóch golach w końcówce spotkania paryżanie wygrali 4:2. Mimo iż klub ten przeszedł ostatnimi czasy wielką metamorfozę kadrową, to jednak znajdą się piłkarze, którzy jeszcze pamiętają tamto zdarzenie. W obronie zagrali wtedy Sylvain Armand, Ceara i Zoumana Camara, a w ostatnich minutach wsparł ich dzisiejszy kapitan PSG, wtedy jeszcze 18-letni Mamadou Sakho. Można wspomnieć również o Guillaume Hoarau, który ustrzelił owego dnia dublet, ale reprezentant Francji już od dłuższego czasu boryka się z kontuzją i dziś w Marsylii ujrzymy go co najwyżej w loży dla VIP-ów.
Zwycięstwa gości należą w tym przypadku do rzadkości. Z 32 konfrontacji, jakie miały miejsce w południowej Francji, zaledwie pięciokrotnie z tarczą wracali paryżanie, co przy 21 zwycięstwach gospodarzy wygląda marnie. Teraz jednak dla stołecznej piłki rozpoczął się nowy rozdział w historii. Przyjazd Katarczyków, a wraz z nimi niezwykłych, jak na francuskie warunki, pieniędzy, pozwolił całkowicie odmienić tę drużynę. Pojawiło się wiele gwiazd z Javierem Pastore na czele. Argentyńczyk od pierwszej chwili pojawienia się na murawie oczarowywał swoich fanów niekonwencjonalnymi zagraniami, wyborną techniką i łatwością radzenia sobie z presją. Tu również może tkwić jego słabość. Otóż sam piłkarz przyznał, że dopiero rywalizacja o znaczącą stawkę pozwala mu sięgnąć optimum swojej formy. nie owijał w bawełnę Pastore. Gorący kocioł, w którym każdy z zasiadających na trybunach kibiców będzie wobec niego wrogi, zdaje się więc optymalnym miejscem, by zaprezentować nieprzeciętne umiejętności. Czas pokaże…











