To pytanie zadaje sobie chyba każdy kibic francuskiego futbolu, bowiem Steve Mandanda to obecnie czołowy golkiper znad Sekwany. Podobno parol na niego zagiął włoski AC Milan.
Skauci „Rossonerich” od jakiegoś już czasu obserwują poczynania bramkarza Olympique Marsylia. Swoimi niezwykłymi występami z początku sezonu piłkarz przyciągnął uwagę możnych i, mimo późniejszej obniżki formy, jego boiskowa postawa nadal jest bacznie analizowana przez wysłanników rozmaitych zespołów.
Zaletą byłego gracza Le Havre jest bez wątpienia zwinność oraz… wiek. Liczy on bowiem dwadzieścia cztery wiosny, więc cała kariera jeszcze przed nim, tym bardziej, że to przecież golkiper, a ci z reguły przez długi czas prezentują wysoki poziom. Mandanda to także pupilek Raymonda Domenecha, selekcjonera reprezentacji Francji, który konsekwentnie stawia na młodziana i to niezależnie od rangi spotkania. Tym samym wygryzł on ze składu równie zdolnego Hugo Llorisa z Lyonu.
Jeśli więc Milan zechce pozyskać 24-latka, z pewnością będzie musiał wyłożyć na stół pokaźną sumę. Jaką? Tego nie wiadomo, bowiem kluby nie zdążyły jeszcze usiąść do rozmów. Jest jednak szansa, że bramkarz zostanie na kolejny sezon w Marsylii. Wszakże w drużynie ze Stade Velodrome zawodnicy dostają godziwe uposażenia, obok wcześniej wspomnianego Lyonu najwyższe we Francji, a jeśli Mandanda zainkasuje podwyżkę, to chyba nie zechce się rozstawać z aktualnym pracodawcą.
Mimo wszystko transfer to nic pewnego, a dalsze losy tego utalentowanego łapacza piłek poznamy zapewne za kilka miesięcy.










