Polska piłka w wydaniu reprezentacyjnym przeżywała swój złoty okres w latach 1972–1982. Co prawda również cztery lata później awansowaliśmy na mundial, aczkolwiek mistrzostwa świata w Hiszpanii, były ostatnim wielkim sukcesem naszej kadry. Przypomnijmy sobie wydarzenia związane z tym turniejem, patrząc głownie przez pryzmat występu reprezentacji Polski.
„Biało-czerwoni” trafili do grupy eliminacyjnej hiszpańskiego mundialu razem z zespołem Malty oraz Niemiecką Republiką Demokratyczną.
Pierwsi mecz podopieczni Ryszarda Kuleszy rozegrali 7 grudnia 1980 roku w jednym z maltańskich miast o nazwie Gżira. Polacy prowadzili z rywalem, prezentującym poziom amatorski, 2:0. Zaś w 77. minucie sędzia przerwał spotkanie z powodu zamieszek na trybunach, wywołanych przez sympatyków miejscowej reprezentacji. Meczu nie dokończono, zaś wynik, który widniał na tablicy w momencie przerwania gry, uznano za ostateczny.
Jednak o wiele ciekawsze od samego meczu (mimo wspomnianych ekscesów) były wydarzenia, które miały miejsce kilka dni wcześniej. Reprezentacja sposobiła się właśnie do podróży lotniczej na obóz we Włoszech, poprzedzający mecz z Maltą. Jednak na zbiórce okazało się, że jeden z piłkarzy jest w stanie lekko wskazującym. Chodziło o Józefa Młynarczyka, który popadł w niełaskę u selekcjonera (Kulesza zdecydował nie zabierać go na mecz). Za kolegą wstawili się jednak zawodnicy odgrywający największą rolę w szatni, a więc Zbigniew Boniek, Władysław Żmuda oraz Stanisław Terlecki. Trener ustąpił tej nieformalnej radzie drużyny i z „wczorajszym” Młynarczykiem na pokładzie, reprezentacja udała się do Włoch.
Dowiedziawszy się o tym wydarzeniu, które jest znane pod nazwą „afery na Okęciu”, władze PZPN postanowiły zawiesić czterech zawodników kadry, którzy odegrali w niej wiodące role. Polska zagrała więc z Maltą bez kluczowych piłkarzy, a niedługo po powrocie do kraju, z posadą pożegnał się również selekcjoner, Ryszard Kulesza. Sytuacja na samym początku eliminacji była więc poważna, po ponad miesięcznym wakacie na stanowisku trenera reprezentacji, zdecydowano się zatrudnić Antoniego Piechniczka, trenera Ruchu Chorzów. Jego zadaniem było przygotowanie drużyny do meczu z NRD, jednak nowy selekcjoner agitował również u mocodawców, by odwiesić kluczowych graczy.
2 maja w Chorzowie Polsce przypadło mierzyć się w kolejnym meczu eliminacyjnym z drużyną zachodnich sąsiadów, NRD. Mecz ułożył się po myśli „Biało-czerwonych”, którzy mimo dalszej absencji kwartetu zawieszonych piłkarzy pokonali rywali 1:0. Bramkę na wagę zwycięstwa zdobył debiutujący Andrzej Buncol. Sytuacja w grupie układała się więc po naszej myśli, aczkolwiek najważniejszy mecz miał się dopiero odbyć. Był nim rewanż z zespołem NRD.
Przygotowując się do tego spotkania Polska zagrała mecze z Irlandią, RFN oraz Portugalią, notując bilans bramkowy 3:4. Jadąc do Lipska nie mogliśmy więc być pewni swego. 10 października odbyła się długo oczekiwana konfrontacja. Polska po bramkach Szarmacha (wraz z Latą i Tomaszewskim powołany w miejsce zawieszonych graczy) oraz dwóch trafieniach Włodzimierza Smolarka, zwyciężyła 3:2. Wygrana oznaczała awans do przyszłorocznych finałów mistrzostw świata w Hiszpanii.










