Polska piłka w wydaniu reprezentacyjnym przeżywała swój złoty okres w latach 1972–1982. Co prawda również cztery lata później awansowaliśmy na mundial, aczkolwiek mistrzostwa świata w Hiszpanii, były ostatnim wielkim sukcesem naszej kadry. Przypomnijmy sobie wydarzenia związane z tym turniejem, patrząc głownie przez pryzmat występu reprezentacji Polski.
„Biało-czerwoni” trafili do grupy eliminacyjnej hiszpańskiego mundialu razem z zespołem Malty oraz Niemiecką Republiką Demokratyczną.
Pierwsi mecz podopieczni Ryszarda Kuleszy rozegrali 7 grudnia 1980 roku w jednym z maltańskich miast o nazwie Gżira. Polacy prowadzili z rywalem, prezentującym poziom amatorski, 2:0. Zaś w 77. minucie sędzia przerwał spotkanie z powodu zamieszek na trybunach, wywołanych przez sympatyków miejscowej reprezentacji. Meczu nie dokończono, zaś wynik, który widniał na tablicy w momencie przerwania gry, uznano za ostateczny.
Jednak o wiele ciekawsze od samego meczu (mimo wspomnianych ekscesów) były wydarzenia, które miały miejsce kilka dni wcześniej. Reprezentacja sposobiła się właśnie do podróży lotniczej na obóz we Włoszech, poprzedzający mecz z Maltą. Jednak na zbiórce okazało się, że jeden z piłkarzy jest w stanie lekko wskazującym. Chodziło o Józefa Młynarczyka, który popadł w niełaskę u selekcjonera (Kulesza zdecydował nie zabierać go na mecz). Za kolegą wstawili się jednak zawodnicy odgrywający największą rolę w szatni, a więc Zbigniew Boniek, Władysław Żmuda oraz Stanisław Terlecki. Trener ustąpił tej nieformalnej radzie drużyny i z „wczorajszym” Młynarczykiem na pokładzie, reprezentacja udała się do Włoch.
Dowiedziawszy się o tym wydarzeniu, które jest znane pod nazwą „afery na Okęciu”, władze PZPN postanowiły zawiesić czterech zawodników kadry, którzy odegrali w niej wiodące role. Polska zagrała więc z Maltą bez kluczowych piłkarzy, a niedługo po powrocie do kraju, z posadą pożegnał się również selekcjoner, Ryszard Kulesza. Sytuacja na samym początku eliminacji była więc poważna, po ponad miesięcznym wakacie na stanowisku trenera reprezentacji, zdecydowano się zatrudnić Antoniego Piechniczka, trenera Ruchu Chorzów. Jego zadaniem było przygotowanie drużyny do meczu z NRD, jednak nowy selekcjoner agitował również u mocodawców, by odwiesić kluczowych graczy.
2 maja w Chorzowie Polsce przypadło mierzyć się w kolejnym meczu eliminacyjnym z drużyną zachodnich sąsiadów, NRD. Mecz ułożył się po myśli „Biało-czerwonych”, którzy mimo dalszej absencji kwartetu zawieszonych piłkarzy pokonali rywali 1:0. Bramkę na wagę zwycięstwa zdobył debiutujący Andrzej Buncol. Sytuacja w grupie układała się więc po naszej myśli, aczkolwiek najważniejszy mecz miał się dopiero odbyć. Był nim rewanż z zespołem NRD.
Przygotowując się do tego spotkania Polska zagrała mecze z Irlandią, RFN oraz Portugalią, notując bilans bramkowy 3:4. Jadąc do Lipska nie mogliśmy więc być pewni swego. 10 października odbyła się długo oczekiwana konfrontacja. Polska po bramkach Szarmacha (wraz z Latą i Tomaszewskim powołany w miejsce zawieszonych graczy) oraz dwóch trafieniach Włodzimierza Smolarka, zwyciężyła 3:2. Wygrana oznaczała awans do przyszłorocznych finałów mistrzostw świata w Hiszpanii.
Pod koniec października Polska zagrała jeszcze mecz towarzyski z aktualnym mistrzem świata, Argentyną. W Buenos Aires wystąpili już trzej zawodnicy, którzy przyznali się do błędu popełnionego na Okęciu (jedynie Stanisław Terlecki uniósł się honorem, co było równoznaczne z końcem jego reprezentacyjnej kariery). Wzmocnieni tymi posiłkami „Biało-czerwoni” pokonali sensacyjnie „Albicelestes” 2:1, zaś bramki strzelali Buncol i Boniek. Polscy piłkarze nabrali dzięki tej wiktorii ogromnej pewności siebie. Po powrocie do kraju rozgromiliśmy jeszcze Maltę w meczu rewanżowym, dzięki czemu zakończyliśmy eliminacje z kompletem punktów i niezłym bilansem bramkowym 12:2. Nawet nieznaczna porażka z Hiszpanią, odniesiona trzy dni po tym meczu (18 listopada) nie zmąciła bojowych nastrojów w reprezentacji. Ta idylla nie trwała niestety długo.
Po raz kolejny i zarazem nie ostatni w historii, polityka wygrała ze sportem. Wraz z wprowadzeniem stanu wojennego 13 grudnia 1981 roku, runął plan Antoniego Piechniczka odnośnie do przygotowań do mistrzostw świata. Żadna reprezentacja nie chciała grać z nami spotkań towarzyskich, pozostały więc niezbyt miarodajne sparingi z polskimi drużynami klubowymi. Nadzieje na dobry występ na mundialu znacznie się zmniejszyły.
Hiszpański mundial miał zdecydowanie odmienną formułę od poprzednich turniejów. Po raz pierwszy liczba drużyn uczestniczących w rozgrywkach wynosiła 24. Rodziło to obawy odnośnie do niższego poziomu mistrzostw. Obawiano się, że nastąpi swoisty przesyt futbolem i kibice nie pojawią się tłumnie na trybunach. Z czasem okazało się, że niepokoje te były na wyrost.
Grupa C
Mistrzostwa świata w Hiszpanii rozpoczęły się 13 czerwca 1982 roku na stadionie Camp Nou w Barcelonie meczem Belgii z Argentyną. Latynosi przegrali z drużyną „Czerwonych Diabłów” 1:0, ale w następnym meczu z Węgrami w pełni zrehabilitowali się, wygrywając 4:1. Kapitalne zawody rozegrał Diego Maradona, autor dwóch trafień. Stawkę uzupełniał Salwador, który wsławił się jedynie utratą dziesięciu goli w meczu z Madziarami. Tych dwóch reprezentacji miało zresztą zabraknąć w dalszej fazie turnieju. Grupa A
Polska została umieszczona w grupie A, w której naszymi konkurentami były drużyny Włoch, Kamerunu i Peru. Meczem inauguracyjnym była konfrontacja „Biało-czerwonych” z drużyną Italii. Antoni Piechniczek wyznaczył na spotkanie w Vigo 14 czerwca następującą jedenastkę: Młynarczyk – Majewski, Żmuda, Janas, Jałocha – Lato, Matysik, Boniek, Buncol – Iwan, Smolarek. Mecz zakończył się remisem, który nie zadowalał żadnej z drużyn. W innym spotkaniu tej grupy padł identyczny wynik między reprezentacjami Peru i Kamerunu. W drugiej turze wreszcie padły gole. Stało się to za sprawą Włochów i Peruwiańczyków, którzy zremisowali w bezpośredniej konfrontacji 1:1. Sytuacja „Squadra Azzura” zaczęła się komplikować. Reprezentacja Polski nie zamierzała jej jednak dodatkowo utrudniać, ponownie remisując bezbramkowo z Kamerunem, co w kraju nad Wisłą przyjęto jako kompromitację.
Doszło do tego, że po drugiej kolejce rozgrywek grupowych, wszystkie zespoły miały po dwa punkty! Decydująca miała się okazać ostatnia tura spotkań. 22 czerwca na Estadio Riazor w La Corunii Polacy musieli pokonać Peru, by być pewnymi awansu do dalszej fazy mundialu. W pierwszej połowie „Biało-czerwoni” zanotowali jednak – znaną z poprzednich spotkań fatalną – indolencję strzelecką, do przerwy utrzymał się bowiem bezbramkowy remis. Drugie 45 minut było już jednak popisem podopiecznych Antoniego Piechniczka. W 20 minut (między 56. a 76. minutą) Polacy pokonali bramkarza Peru aż pięciokrotnie! Na listę strzelców wpisywali się kolejno: Smolarek, Lato, Boniek, Buncol i Ciołek. Niezależnie od wyniku konfrontacji Włoch z Kamerunem, mogliśmy świętować awans. Gracze z Półwyspu Apenińskiego zanotowali zresztą trzeci, kolejny remis i w niejasnych dla wielu (szczególnie Kameruńczyków) okolicznościach awansowali.
Grupa B
Jeśli jednak wielki zawód przeżyli piłkarze i kibice z serca Czarnego Lądu, to cóż mają powiedzieć Algierczycy, którzy zostali „wykiwani” przez Niemców i Austriaków w meczu, który słusznie uważany jest za jeden z największych przekrętów w historii futbolu. Ale po kolei.
W pierwszym meczu grupowym Algieria sensacyjnie wygrała z RFN 2:1. Niemcy wyraźnie zlekceważyli rywali, którzy dzięki swojej ambicji wywalczyli ten fantastyczny rezultat. W drugim spotkaniu Austria planowo pokonała reprezentację Chile. W konfrontacji z Latynosami, w następnej kolejce zawodnicy RFN zagrali już z pełnym zaangażowaniem, czego najlepszym dowodem jest wynik 4:1. Klasycznego hat-tricka ustrzelił w tym meczu Karl-Heinz Rummenigge, który zresztą wcześniej zdobył gola z Algierią. Drużynie z północnej Afryki przypadło mierzyć się z Austrią i mimo dobrej postawy w pierwszej połowie, druga odsłona spotkania ułożyła się po myśli podopiecznych Georga Schmidta, którzy strzelili dwie bramki.
Ostatnia kolejka rozgrywek grupowych miała rozstrzygnąć, kto awansuje do dalszej fazy mistrzostw. Najpierw Algierczycy pokonali Chile 3:2, zaś następnego dnia, drużyny Niemiec i Austrii, po wnikliwym przestudiowaniu regulaminu uznały, że minimalne zwycięstwo RFN da awans obydwu zespołom. W 10. minucie meczu, Horst Hrubesch zdobył bramkę, zaś potem obydwie jedenastki jedynie pozorowały prawdziwą grę.
Dzielna drużyna Algierii, w wyniku tegoż przekrętu, odpadła z dalszej rywalizacji. Wydarzenie to jest o tyle ważne, że FIFA, aby zapobiec w przyszłości tego typu sytuacjom ustaliła, że decydujące mecze wielkich turniejów będą się odbywały tego samego dnia, o tej samej godzinie. Jak wiemy, było to tylko rozwiązanie częściowe, z którym „poradzili” sobie Hiszpanie i Jugosłowianie (4:3 na ME 2000) oraz Szwedzi i Duńczycy (2:2 na ME 2004). Grupa D
Grupę D zdominowali piłkarze Anglii, którzy dzięki zwycięstwom nad Francją (3:1), Czechosłowacją (2:0) oraz Kuwejtem (1:0) wyprzedzili „Trójkolorowych” w ostatecznej walce o pierwsze miejsce. Francuzi, w barwach których brylował już Michel Platini, prześcignęli naszych południowych sąsiadów dzięki zwycięstwu – w komicznych okolicznościach – nad Kuwejtem (po bramce dla Francji część ekipy rywali wbiegła na boisko domagając się unieważnienia gola, co zresztą uczynił radziecki sędzia Stupar). Czechosłowacy zanotowali w konfrontacji z tym rywalem wstydliwy remis, za sprawą którego musieli wracać do domu.
Grupa E
W grupie tej znaleźli się gospodarze turnieju, Hiszpanie. Jednak dali się niespodziewanie wyprzedzić przeciętnej Irlandii Północnej. Zawodnicy „Ulsteru” zremisowali mecze z Jugosławią i Hondurasem, by w decydującej batalii z „La Roja” zwyciężyć po bramce Gerry’ego Armstronga. Gospodarze mimo kiepskiej postawy (wspomniana porażka, jak i remis w meczu inauguracyjnym z Hondurasem) mogli być pewni awansu, gdyż pokonali wcześniej Jugosławię, która również aspirowała do awansu, 2:1. Mecz ten również zakrawał na kpinę, bowiem gdy Jugosławia prowadziła, sędzia podyktował rzut karny dla Hiszpanów. Gdy zaś Ufarte spudłował, arbiter zarządził powtórkę, którą wykorzystał Juanito…
Grupa F
W ostatniej grupie znalazły się mocne reprezentacje Brazylii, ZSRR, nie mniej silni Szkoci i outsider z Nowej Zelandii. W pierwszym meczu „Canarinhos” pokonali „Sborną” 2:1, po golach legendarnego pomocnika Socratesa oraz Edera. W odpowiedzi na to, Szkocja rozgromiła Nowozelandczyków 5:2. Brazylii niestraszne były jednak dokonania Wyspiarzy, gdyż w drugiej kolejce rozprawili się z nimi solidnie, wygrywając 4:1 i prezentując przy tym kapitalną, finezyjna i świetną jakościowo grę. ZSRR zwyciężył planowo z Nową Zelandią 3:0.
Ostatnia kolejka miała rozstrzygnąć, kto awansuje oprócz Brazylii. Szkoci musieli pokonać „Sborną”, której natomiast do osiągnięcia celu wystarczał remis. Spotkanie zakończyło się tym drugim rezultatem (2:2), zaś na zakończenie rozgrywek grupowych „Canarinhos” zaaplikowali reprezentacji „Kiwi” cztery bramki.
Ogółem w grupie F padło aż 26 bramek, dla porównania w grupie E – 9, zaś w naszej grupie A – 10.
Kolejną fazą turnieju była tzw. druga tura grupowa. Zespoły podzielono na cztery grupy, po trzy drużyny w każdej. Do półfinału awansować miała tylko ta reprezentacja, która zajmie pierwsze miejsce w swoim zestawieniu.
Dalsza część artykułu zostanie opublikowana w sobotę.Polecam!
Polska piłka w wydaniu reprezentacyjnym przeżywała swój złoty okres w latach 1972–1982. Co prawda również cztery lata później awansowaliśmy na mundial, aczkolwiek mistrzostwa świata w Hiszpanii, były ostatnim wielkim sukcesem naszej kadry. Przypomnijmy sobie wydarzenia związane z tym turniejem, patrząc głownie przez pryzmat występu reprezentacji Polski.
„Biało-czerwoni” trafili do grupy eliminacyjnej hiszpańskiego mundialu razem z zespołem Malty oraz Niemiecką Republiką Demokratyczną.
Pierwsi mecz podopieczni Ryszarda Kuleszy rozegrali 7 grudnia 1980 roku w jednym z maltańskich miast o nazwie Gżira. Polacy prowadzili z rywalem, prezentującym poziom amatorski, 2:0. Zaś w 77. minucie sędzia przerwał spotkanie z powodu zamieszek na trybunach, wywołanych przez sympatyków miejscowej reprezentacji. Meczu nie dokończono, zaś wynik, który widniał na tablicy w momencie przerwania gry, uznano za ostateczny.
Jednak o wiele ciekawsze od samego meczu (mimo wspomnianych ekscesów) były wydarzenia, które miały miejsce kilka dni wcześniej. Reprezentacja sposobiła się właśnie do podróży lotniczej na obóz we Włoszech, poprzedzający mecz z Maltą. Jednak na zbiórce okazało się, że jeden z piłkarzy jest w stanie lekko wskazującym. Chodziło o Józefa Młynarczyka, który popadł w niełaskę u selekcjonera (Kulesza zdecydował nie zabierać go na mecz). Za kolegą wstawili się jednak zawodnicy odgrywający największą rolę w szatni, a więc Zbigniew Boniek, Władysław Żmuda oraz Stanisław Terlecki. Trener ustąpił tej nieformalnej radzie drużyny i z „wczorajszym” Młynarczykiem na pokładzie, reprezentacja udała się do Włoch.
Dowiedziawszy się o tym wydarzeniu, które jest znane pod nazwą „afery na Okęciu”, władze PZPN postanowiły zawiesić czterech zawodników kadry, którzy odegrali w niej wiodące role. Polska zagrała więc z Maltą bez kluczowych piłkarzy, a niedługo po powrocie do kraju, z posadą pożegnał się również selekcjoner, Ryszard Kulesza. Sytuacja na samym początku eliminacji była więc poważna, po ponad miesięcznym wakacie na stanowisku trenera reprezentacji, zdecydowano się zatrudnić Antoniego Piechniczka, trenera Ruchu Chorzów. Jego zadaniem było przygotowanie drużyny do meczu z NRD, jednak nowy selekcjoner agitował również u mocodawców, by odwiesić kluczowych graczy.
2 maja w Chorzowie Polsce przypadło mierzyć się w kolejnym meczu eliminacyjnym z drużyną zachodnich sąsiadów, NRD. Mecz ułożył się po myśli „Biało-czerwonych”, którzy mimo dalszej absencji kwartetu zawieszonych piłkarzy pokonali rywali 1:0. Bramkę na wagę zwycięstwa zdobył debiutujący Andrzej Buncol. Sytuacja w grupie układała się więc po naszej myśli, aczkolwiek najważniejszy mecz miał się dopiero odbyć. Był nim rewanż z zespołem NRD.
Przygotowując się do tego spotkania Polska zagrała mecze z Irlandią, RFN oraz Portugalią, notując bilans bramkowy 3:4. Jadąc do Lipska nie mogliśmy więc być pewni swego. 10 października odbyła się długo oczekiwana konfrontacja. Polska po bramkach Szarmacha (wraz z Latą i Tomaszewskim powołany w miejsce zawieszonych graczy) oraz dwóch trafieniach Włodzimierza Smolarka, zwyciężyła 3:2. Wygrana oznaczała awans do przyszłorocznych finałów mistrzostw świata w Hiszpanii.
Pod koniec października Polska zagrała jeszcze mecz towarzyski z aktualnym mistrzem świata, Argentyną. W Buenos Aires wystąpili już trzej zawodnicy, którzy przyznali się do błędu popełnionego na Okęciu (jedynie Stanisław Terlecki uniósł się honorem, co było równoznaczne z końcem jego reprezentacyjnej kariery). Wzmocnieni tymi posiłkami „Biało-czerwoni” pokonali sensacyjnie „Albicelestes” 2:1, zaś bramki strzelali Buncol i Boniek. Polscy piłkarze nabrali dzięki tej wiktorii ogromnej pewności siebie. Po powrocie do kraju rozgromiliśmy jeszcze Maltę w meczu rewanżowym, dzięki czemu zakończyliśmy eliminacje z kompletem punktów i niezłym bilansem bramkowym 12:2. Nawet nieznaczna porażka z Hiszpanią, odniesiona trzy dni po tym meczu (18 listopada) nie zmąciła bojowych nastrojów w reprezentacji. Ta idylla nie trwała niestety długo.
Po raz kolejny i zarazem nie ostatni w historii, polityka wygrała ze sportem. Wraz z wprowadzeniem stanu wojennego 13 grudnia 1981 roku, runął plan Antoniego Piechniczka odnośnie do przygotowań do mistrzostw świata. Żadna reprezentacja nie chciała grać z nami spotkań towarzyskich, pozostały więc niezbyt miarodajne sparingi z polskimi drużynami klubowymi. Nadzieje na dobry występ na mundialu znacznie się zmniejszyły.
Hiszpański mundial miał zdecydowanie odmienną formułę od poprzednich turniejów. Po raz pierwszy liczba drużyn uczestniczących w rozgrywkach wynosiła 24. Rodziło to obawy odnośnie do niższego poziomu mistrzostw. Obawiano się, że nastąpi swoisty przesyt futbolem i kibice nie pojawią się tłumnie na trybunach. Z czasem okazało się, że niepokoje te były na wyrost.
Grupa C
Mistrzostwa świata w Hiszpanii rozpoczęły się 13 czerwca 1982 roku na stadionie Camp Nou w Barcelonie meczem Belgii z Argentyną. Latynosi przegrali z drużyną „Czerwonych Diabłów” 1:0, ale w następnym meczu z Węgrami w pełni zrehabilitowali się, wygrywając 4:1. Kapitalne zawody rozegrał Diego Maradona, autor dwóch trafień. Stawkę uzupełniał Salwador, który wsławił się jedynie utratą dziesięciu goli w meczu z Madziarami. Tych dwóch reprezentacji miało zresztą zabraknąć w dalszej fazie turnieju. Grupa A
Polska została umieszczona w grupie A, w której naszymi konkurentami były drużyny Włoch, Kamerunu i Peru. Meczem inauguracyjnym była konfrontacja „Biało-czerwonych” z drużyną Italii. Antoni Piechniczek wyznaczył na spotkanie w Vigo 14 czerwca następującą jedenastkę: Młynarczyk – Majewski, Żmuda, Janas, Jałocha – Lato, Matysik, Boniek, Buncol – Iwan, Smolarek. Mecz zakończył się remisem, który nie zadowalał żadnej z drużyn. W innym spotkaniu tej grupy padł identyczny wynik między reprezentacjami Peru i Kamerunu. W drugiej turze wreszcie padły gole. Stało się to za sprawą Włochów i Peruwiańczyków, którzy zremisowali w bezpośredniej konfrontacji 1:1. Sytuacja „Squadra Azzura” zaczęła się komplikować. Reprezentacja Polski nie zamierzała jej jednak dodatkowo utrudniać, ponownie remisując bezbramkowo z Kamerunem, co w kraju nad Wisłą przyjęto jako kompromitację.
Doszło do tego, że po drugiej kolejce rozgrywek grupowych, wszystkie zespoły miały po dwa punkty! Decydująca miała się okazać ostatnia tura spotkań. 22 czerwca na Estadio Riazor w La Corunii Polacy musieli pokonać Peru, by być pewnymi awansu do dalszej fazy mundialu. W pierwszej połowie „Biało-czerwoni” zanotowali jednak – znaną z poprzednich spotkań fatalną – indolencję strzelecką, do przerwy utrzymał się bowiem bezbramkowy remis. Drugie 45 minut było już jednak popisem podopiecznych Antoniego Piechniczka. W 20 minut (między 56. a 76. minutą) Polacy pokonali bramkarza Peru aż pięciokrotnie! Na listę strzelców wpisywali się kolejno: Smolarek, Lato, Boniek, Buncol i Ciołek. Niezależnie od wyniku konfrontacji Włoch z Kamerunem, mogliśmy świętować awans. Gracze z Półwyspu Apenińskiego zanotowali zresztą trzeci, kolejny remis i w niejasnych dla wielu (szczególnie Kameruńczyków) okolicznościach awansowali.
Grupa B
Jeśli jednak wielki zawód przeżyli piłkarze i kibice z serca Czarnego Lądu, to cóż mają powiedzieć Algierczycy, którzy zostali „wykiwani” przez Niemców i Austriaków w meczu, który słusznie uważany jest za jeden z największych przekrętów w historii futbolu. Ale po kolei.
W pierwszym meczu grupowym Algieria sensacyjnie wygrała z RFN 2:1. Niemcy wyraźnie zlekceważyli rywali, którzy dzięki swojej ambicji wywalczyli ten fantastyczny rezultat. W drugim spotkaniu Austria planowo pokonała reprezentację Chile. W konfrontacji z Latynosami, w następnej kolejce zawodnicy RFN zagrali już z pełnym zaangażowaniem, czego najlepszym dowodem jest wynik 4:1. Klasycznego hat-tricka ustrzelił w tym meczu Karl-Heinz Rummenigge, który zresztą wcześniej zdobył gola z Algierią. Drużynie z północnej Afryki przypadło mierzyć się z Austrią i mimo dobrej postawy w pierwszej połowie, druga odsłona spotkania ułożyła się po myśli podopiecznych Georga Schmidta, którzy strzelili dwie bramki.
Ostatnia kolejka rozgrywek grupowych miała rozstrzygnąć, kto awansuje do dalszej fazy mistrzostw. Najpierw Algierczycy pokonali Chile 3:2, zaś następnego dnia, drużyny Niemiec i Austrii, po wnikliwym przestudiowaniu regulaminu uznały, że minimalne zwycięstwo RFN da awans obydwu zespołom. W 10. minucie meczu, Horst Hrubesch zdobył bramkę, zaś potem obydwie jedenastki jedynie pozorowały prawdziwą grę.
Dzielna drużyna Algierii, w wyniku tegoż przekrętu, odpadła z dalszej rywalizacji. Wydarzenie to jest o tyle ważne, że FIFA, aby zapobiec w przyszłości tego typu sytuacjom ustaliła, że decydujące mecze wielkich turniejów będą się odbywały tego samego dnia, o tej samej godzinie. Jak wiemy, było to tylko rozwiązanie częściowe, z którym „poradzili” sobie Hiszpanie i Jugosłowianie (4:3 na ME 2000) oraz Szwedzi i Duńczycy (2:2 na ME 2004). Grupa D
Grupę D zdominowali piłkarze Anglii, którzy dzięki zwycięstwom nad Francją (3:1), Czechosłowacją (2:0) oraz Kuwejtem (1:0) wyprzedzili „Trójkolorowych” w ostatecznej walce o pierwsze miejsce. Francuzi, w barwach których brylował już Michel Platini, prześcignęli naszych południowych sąsiadów dzięki zwycięstwu – w komicznych okolicznościach – nad Kuwejtem (po bramce dla Francji część ekipy rywali wbiegła na boisko domagając się unieważnienia gola, co zresztą uczynił radziecki sędzia Stupar). Czechosłowacy zanotowali w konfrontacji z tym rywalem wstydliwy remis, za sprawą którego musieli wracać do domu.
Grupa E
W grupie tej znaleźli się gospodarze turnieju, Hiszpanie. Jednak dali się niespodziewanie wyprzedzić przeciętnej Irlandii Północnej. Zawodnicy „Ulsteru” zremisowali mecze z Jugosławią i Hondurasem, by w decydującej batalii z „La Roja” zwyciężyć po bramce Gerry’ego Armstronga. Gospodarze mimo kiepskiej postawy (wspomniana porażka, jak i remis w meczu inauguracyjnym z Hondurasem) mogli być pewni awansu, gdyż pokonali wcześniej Jugosławię, która również aspirowała do awansu, 2:1. Mecz ten również zakrawał na kpinę, bowiem gdy Jugosławia prowadziła, sędzia podyktował rzut karny dla Hiszpanów. Gdy zaś Ufarte spudłował, arbiter zarządził powtórkę, którą wykorzystał Juanito…
Grupa F
W ostatniej grupie znalazły się mocne reprezentacje Brazylii, ZSRR, nie mniej silni Szkoci i outsider z Nowej Zelandii. W pierwszym meczu „Canarinhos” pokonali „Sborną” 2:1, po golach legendarnego pomocnika Socratesa oraz Edera. W odpowiedzi na to, Szkocja rozgromiła Nowozelandczyków 5:2. Brazylii niestraszne były jednak dokonania Wyspiarzy, gdyż w drugiej kolejce rozprawili się z nimi solidnie, wygrywając 4:1 i prezentując przy tym kapitalną, finezyjna i świetną jakościowo grę. ZSRR zwyciężył planowo z Nową Zelandią 3:0.
Ostatnia kolejka miała rozstrzygnąć, kto awansuje oprócz Brazylii. Szkoci musieli pokonać „Sborną”, której natomiast do osiągnięcia celu wystarczał remis. Spotkanie zakończyło się tym drugim rezultatem (2:2), zaś na zakończenie rozgrywek grupowych „Canarinhos” zaaplikowali reprezentacji „Kiwi” cztery bramki.
Ogółem w grupie F padło aż 26 bramek, dla porównania w grupie E – 9, zaś w naszej grupie A – 10.
Kolejną fazą turnieju była tzw. druga tura grupowa. Zespoły podzielono na cztery grupy, po trzy drużyny w każdej. Do półfinału awansować miała tylko ta reprezentacja, która zajmie pierwsze miejsce w swoim zestawieniu.
Dalsza część artykułu zostanie opublikowana w sobotę.Polecam!
Komentarze
Nikt jeszcze nie skomentował tego tekstu. Bądź pierwszy.