Po prawie ośmiu latach przerwy reprezentacja Polski wróciła na Stadion Śląski. Ten obiekt jest kojarzony z wielkimi sukcesami naszej piłki nożnej. To właśnie na nim Polacy potrafili pokonać takie potęgi piłkarskie, jak: ZSRR, Anglia, Holandia czy Portugalia. Na murawie tej areny świętowaliśmy kilka razy awanse na najważniejsze imprezy. A jak wyglądają ogólne statystyki „Biało-czerwonych” i skąd pojawił się przydomek „Kocioł Czarownic”?
Wiele nacji ma wielkie areny, które są znane na całym świecie. Stadiony budzące respekt przeciwnika przed pierwszym gwizdkiem arbitra. Brazylijczycy mają słynną Maracanę. W Anglii wielkim zaszczytem jest zagrać na Wembley. We Francji piłkarze marzą o występie na Stade de France. W Polsce przez ponad 50 lat magicznym obiektem był Stadion Śląski. Miejsce, w którym świetnie czuła się reprezentacja Polski. To tu nasi zawodnicy cieszyli się z wywalczenia przepustek na mundiale czy Euro. Do czasów przyznania Polsce i Ukrainie mistrzostw Europy to na Śląsku stał dom „Biało-czerwonych”.
Najlepszy bramkarz w historii skapitulował
Decyzja o budowie Stadionu Śląskiego zapadła w 1950 roku, a roboty rozpoczęły się rok później. Prace nad nowym obiektem na Górnym Śląsku trwały pięć lat, a już latem 1956 roku Polska zagrała na nim swoje pierwsze spotkanie. Był to mecz towarzyski z NRD rozgrywany 22 lipca w święto państwowe (rocznica objęcia władzy przez komunistów). Pierwszym strzelcem na nowym obiekcie był Jerzy Woźniak. Szkoda, że było to trafienie samobójcze, a my niestety przegraliśmy 0:2.
Prawdziwa magia zaczęła się od drugiego spotkania w Chorzowie. W październiku 1957 roku do Polski przyjechała mocna ekipa ZSRR z legendarnym Lwem Jaszynem w bramce. Było to starcie w ramach eliminacji do mistrzostw świata. Dla Polaków był to bardzo istotny mecz. Został on rozegrany zaledwie rok po „polskim październiku” i na boisku mogliśmy wreszcie odegrać się na „Wielkim Bracie”. Oczywiście naszej reprezentacji nie uznawano za faworyta. Rosjanie wtedy byli mistrzami olimpijskimi, w pierwszym meczu z nami w Moskwie wygrali 3:0, a do tego poza wybitnym golkiperem mieli znakomitych zawodników w polu.
Na Stadionie Śląskim zgromadziło się 100 000 kibiców, którzy wspierali polskich piłkarzy. Doping wyraźnie poniósł naszą reprezentację, a Jaszyn miał bardzo dużo pracy. Bohaterem został Gerard Cieślik, który dwukrotnie pokonał radzieckiego bramkarza. Przeciwnikom udało się odpowiedzieć tylko jednym trafieniem, więc po ostatnim gwizdku sędziego kibice nosili naszych piłkarzy na rękach. Było to pierwsze tak ważne zwycięstwo Polski po wojnie.
„Kocioł Czarownic”
Na następną ważną wygraną nad bardzo mocnym przeciwnikiem na Stadionie Śląskim musieliśmy czekać aż do 1973 roku. Oczywiście w pamięci polskich kibiców w pojedynku z Anglią bardziej utrwalił się zwycięski remis na Wembley, ale pierwszy mecz rozgrywany był w Chorzowie. Do Polski przyjechali byli mistrzowie świata z 1966 roku i ćwierćfinaliści z mundialu 1970. U nas w kraju stawiano angielski futbol za niedościgniony wzór. Dla „Synów Albionu” mecz z Polakami miał być tylko formalnością. Zwłaszcza że nasi przegrali już pierwsze spotkanie eliminacji do mistrzostw świata z Walią 0:2.











