Kolejny zespół z Ekstraklasy za burtą. Polonia Warszawa przedłuża swoje szanse na wygranie Pucharu Polski, zaś Korona Kielce dostaje zimny prysznic, bo mimo takich wzmocnień wyrzuca ich pierwszoligowiec.
Obaj trenerzy przed meczem podkreślali wagę tego spotkania, choć z nieco innej perspektywy. Dla Polonii Warszawa jest to jedna z nielicznych okazji do sprawdzenia się z rywalami najwyższej klasy rozgrywkowej. Natomiast dla Korony, biorąc pod uwagę jej nowego właściciela oraz dokonane wydatki na wzmocnienie i budowę silnego zespołu, porażka na tak wczesnym etapie Pucharu byłaby niejako policzkiem dla ambitnych planów Łukasza Maciejczyka.
Polonia Warszawa – Korona Kielce: wyrównana pierwsza połowa
Początkowe minuty spotkania były dość wyrównane. W 8. minucie z 20. metrów na strzał z woleja zdecydował się Michael Ameyaw, ale jego próba poszybowała ponad bramkę. W 11. minucie odpowiedziała Polonia dośrodkowaniem, ale strzał głową Dave’a Gnasse okazał się niecelny. Koroniarze oddali swój pierwszy celny strzał lekko po kwadransie. Martin Remacle oddał strzał przy słupku, z którym Ravas miał lekkie problemy, dlatego sparował poza linię bramkową na rożny.
Kolejne minuty to napór Koroniarzy. Polonia Warszawa miała olbrzymie problemy z wyjściem poza własną połowę. Świetną sytuację mieli w 20. minucie. Marcel Pięczek świetnie zgrał klatką do Ameyawa, ale mocne uderzenie tego drugiego obronił Ravas. Korona zyskała wtedy parę rożnych z rzędu, ale większe konkrety za tym nie poszły.
Samobój Pięczka otworzył spotkanie
Polonia wytrwała ten kilkuminutowy napór i sama zaczęła się odgryzać. Wyszło jej to z lepszym skutkiem. W 27. minucie po krótkim rozegraniu rożnego poszła wrzutka na głowę Kacpra Kostorza. Kapitalną paradą popisał się tutaj Rafał Mamla, jednak piłka spadła pod nogi Daniego Vegi.
Hiszpan oddałby niecelny strzał, jednak Marcel Pięczek zanotował feralną w skutkach interwencję i zamiast piłkę wybić, wpakował ją do własnej siatki. Korona musiała ruszyć do odrabiania strat i po chwili tak uczyniła. Stworzyli sobie dwie znakomite sytuacje, ale ktoś tu sobie nie ustawił celownika.
Mariusz Stępiński zmarnował dwie setki
Mariusz Stępiński ma za sobą epizody w reprezentacji Polski oraz kilku zagranicznych ligach. Jego przyjście do Korony wiązało się ze sporym entuzjazmem. Ale to, co zrobił w pucharowym meczu z Polonią, woła o pomstę do nieba. Najpierw nie wykorzystał zgrania Ameyawa na czwarty metr. Na obronę powiemy: miał na plecach obrońcę.
Ale z drugiej sytuacji się nie wybroni. Napastnik gości otrzymał piłkę na 8. metrze, przed nim właściwie pusta bramka. Nikogo wokół. No to Mariusz myślał, myślał, i myślał, aż uderzył. Dużo za późno, bo z interwencją na linii bramkowej zdążył Jakub Budnicki. To musi być gol Mariusz. Tu nie było co filozofować, w takich sytuacjach ładujesz do bramki i cieszysz się z gola.
Polonia Warszawa – Korona Kielce: mocny start drugiej połowy
Korona przeprowadziła na początku drugiej połowy dwie zmiany – Ameyawa i nieskutecznego Stępińskiego zastąpili Fassbender oraz Daniel Bąk. Jeśli trener Kolendowicz miał jakiś plan, aby szybko wyrównać, to w 48. minucie mógł go podrzeć do kosza. Znów zawiodła zbiórka drugiej piłki w szeregach gospodarzy.
Rafał Mamla ponownie broni trudny strzał, ale Dani Vega będący w pobliżu zgarnia piłkę. Hiszpan zgrywa ją do niepilnowanego na piątym metrze Kacpra Kostorza. Będący w ostatnich tygodniach w gazie napastnik załadował pod poprzeczkę i podwyższył prowadzenie pierwszoligowca.
Na obronę trenera Kolendowicza trzeba przyznać, że wpuszczenie Bąka przyniosło efekt w 51. minucie. Wiktor Długosz z rzutu rożnego posłał cudowną piłkę na głowę Daniela Bąka, który nie dał szans Ravasowi.
To nie był koniec znakomitych szans w meczu. Druga połowa stała na naprawdę wysokim poziomie. Kolejny strzał z dystansu, Rafał Mamla tym razem nie popisał się tak dobrą interwencją jak wcześniej i przed szansą stanął Dani Vega, jednak nieczysto trafił piłkę, którą zdążył jeszcze wybić Rafał Mamla.
W odpowiedzi Michael Fassbender z Korony zmusił do instynktownej obrony golkipera Polonii. Ten wypluł piłkę przed siebie na piąty metr. Jak Martin Remacle tego nie trafił, też nie wiemy. Na trybunach też było gorąco. W pewnym momencie kibice przyjezdni ruszyli pod płot do konwersacji słownej z ekipą ultrasów Polonii, ale do poważniejszej konfrontacji na szczęście nie doszło.
Korona napierała, ale bez skutku
W 64. minucie szczęścia spróbował Dave Gnasse. Chwilę później zrobiło się zamieszanie w polu karnym Polonii, ale finalnie zespół Czarnych Koszul oddalił zagrożenie. W 68. minucie gospodarze otrzymali rzut wolny, ale strzał Długosza poleciał obok słupka.
Napór Koroniarzy rósł z każdą minutą, ale brakowało wykończenia, zwłaszcza że Polonia była mądrze zorganizowana i starała się nie dopuścić gości do super okazji. W 74. minucie Camilo Mena oddał groźny strzał, który trafił w słupek. W 87. minucie prawą stroną ruszył Fassbender, podał prostopadle wzdłuż pola karnego, ale po obronie Ravasa zagrożenie oddalił obrońca Polonii. Próbował też Dawid Błanik, ale z marnym skutkiem.
Ostatnie słowo mogło należeć jednak do Dumy Stolicy. Do kontry ruszyli Krystian Tabara i Ernest Terpiłowski. Najpierw strzelił Ernest, potem Krystian – za każdym razem górą okazał się Mamla. To było bardzo dobre spotkanie na odpowiednim poziomie. Ostatecznie więcej goli nie padło i to Polonia Warszawa dalej ma szanse na wygranie Pucharu Polski, a dla Korony to solidna mokra szmata w twarz.
Polonia Warszawa ciągle może marzyć
Polonia Warszawa podtrzymuje trwającą od kilku tygodni dobrą passę i wyrzuca za burtę rozgrywek ekstraklasowicza. Co prawda gdybyśmy mieli przewidywać, to zdecydowanie większą wagę ten zespół przyłoży do rozgrywek pierwszoligowych. W końcu nadrzędnym celem jest powrót do ekstraklasy. No ale przecież nikt by nie pogardził, jakby Czarne Koszule doszły do ćwierćfinału a może nawet i ciut dalej. Krajowe puchary rządzą się swoimi prawami.
Przeczytaj także:










