Jeszcze nigdy w historii na mistrzostwach świata rozgrywanych poza Europą nie triumfowała ekipa ze Starego Kontynentu. Czy w tym roku ta fatalna seria zostanie przerwana? Kolejni bohaterowie cyklu „Finaliści mundialu”, Hiszpanie, aktualni mistrzowie Europy, z pewnością spróbują przejść do historii, wygrywając turniej w RPA.
Pechowe porażki
Swój debiut na mistrzostwach świata gracze z Półwyspu Iberyjskiego mieli w 1934 roku. Zespół prowadzony przez Amadeo Garcię już w pierwszym spotkaniu zmierzył się z reprezentacją Brazylii. Dwie bramki strzelone przez José Iraragorriego i jedno trafienie Isidro Langary dało Hiszpanom zwycięstwo 3:1 (dla „Canarinhos” gola zdobył Leonidas). W ćwierćfinale „La Roja” rozegrali dramatyczny dwumecz z Włochami. W pierwszym spotkaniu, rozegranym 31 maja, padł remis 1:1, wskutek czego dzień później odbył się rewanż. Bohaterem Italii stał się strzelec jedynej bramki, Giuseppe Meazza. W 1936 roku Hiszpania pogrążyła się w chaosie wojny domowej i na kolejny występ na mundialu musiała czekać do 1950 roku. Na brazylijskich boiskach dzięki znakomitej postawie duetu napastników: Estanislao Basora – Telmo Zarra, hiszpańscy piłkarze wygrali wszystkie trzy mecze w pierwszej fazie turnieju, pokonując Stany Zjednoczone 3:1, Chile 2:0 i Anglię 1:0. W kolejnej rundzie podopieczni Guillermo Eizaguirre zremisowali 2:2 z Urugwajem, przegrali 1:6 z gospodarzami mistrzostw i ulegli Szwecji 1:3. Dwanaście lat później los znów skojarzył ze sobą ekipy „La Roja” i „Canarinhos”. Ponownie lepsi byli gracze z Ameryki Południowej, którzy wygrali 2:1. Oprócz tego drużyna prowadzona przez Helenio Herrerę wygrała 1:0 z Meksykiem, przegrała 0:1 z Czechosłowacją. Co ciekawe, w 1964 roku niemal ten sam skład „La Roja” był w stanie wywalczyć mistrzostwo Europy. Kolejny mundial również zakończył się szybką klęską Hiszpanów. We wszystkich trzech meczach grupowych, przeciwko Argentynie, RFN i Szwajcarii, na tablicy świetlnej widniał rezultat 2:1, ale tylko ten ostatni rywal musiał uznać wyższość zawodników z kraju korridy.
Po śmierci Franco
Jesienią 1975 roku zmarł generał Francisco Franco, który sprawował dyktatorskie rządy w Hiszpanii przez 36 lat. Zmiany jakie nastąpiły na Półwyspie Iberyjskim, powoli wpłynęły również na piłkę nożną. W 1978 roku podopieczni legendarnego Laszlo Kubali nie wyszli z grupy na mistrzostwach świata, ale już cztery lata później najważniejszy turniej piłkarski na świecie miał się odbyć w ich ojczyźnie. Gospodarze w końcu awansowali do dalszej fazy mistrzostw, w decydującym meczu pokonując Jugosławię 2:1. W drugiej rundzie „La Roja” nie dali rady reprezentantom Niemiec Zachodnich i Anglii. Meksykański czempionat, rozgrywany w 1986 roku, tradycyjnie przyniósł Hiszpanom potyczką z Brazylią, tym razem przegraną 0:1. Młodzi piłkarze bez problemu wyszli jednak z grupy, wygrywając 2:1 z Irlandią Północną i gromiąc 3:0 Algierię. W 1/8 finału los skojarzył ekipę trenera Miguela Munoza z Duńczykami. Hiszpanie rozbili przybyszów z północnej Europy aż 5:1, w czym wydatnie pomógł im zdobywca czterech goli, Emilio Butragueno. Ćwierćfinałowe starcie z Belgią miało dramatyczny przebieg. Po 120 minutach gry wynik brzmiał 1:1 i należało rozegrać konkurs rzutów karnych. W drugiej kolejce pomylił się napastnik Sportingu Gijon, Eloy, a ponieważ inni gracze strzelali bezbłędnie, to Hiszpanie musieli pakować walizki. Następne mistrzostwa świata, które odbyły się na włoskich boiskach, mimo kapitalnej gry Michela, zakończyły się dla „La Roja” w 1/8 finału. Zawodników z południa Europy pogrążyli za sprawą Dragana Stojkovicia Jugosłowianie.










