Nie milkną echa finału Ligi Mistrzów. Starcie Realu Madryt z Juventusem zapowiadalzapowiadało się znakomicie i przeszło ono do historii futbolu. Swoją piękną karierę triumfem w Lidze Mistrzów mógł zwieńczyć Gianluigi Buffon, ale równocześnie w przypadku zwycięstwa Realu mogło dojść do sytuacji bez precedensu. „Królewscy jako pierwsi wygrali Champions League dwa razy z rzędu. W każdym razie finał w Cardiff był meczem wyjątkowym. Mógł skończyć dwie serie – porażek Juventusu w finałach lub niepowodzeń obrońców Pucharu Europy.
Czas zatem przyjrzeć się pięciu powodom, dla których to Real wygrał finał Ligi Mistrzów w Cardiff. Nie było jednak pewne, czy wystarczą one drużynie Zidane’a, by wygrać to trudne spotkanie.
Po pierwsze – szeroka ławka
Szeroka ławka Realu Madryt okazała się niesamowitym atutem Zidane’a w końcówce sezonu. Pozwoliła ona najlepszym piłkarzom zachować siły na najważniejsze spotkania, które decydowały o losach mistrzostwa Hiszpanii i awansu do finału Ligi Mistrzów. Zidane doskonale rotował składem, o czym świadczy to, że Cristiano Ronaldo rozegrał najmniejszą od trzech lat liczbę minut na boisku w lidze hiszpańskiej – 2544. Było to genialnym posunięciem ze strony francuskiego trenera Realu, ponieważ Ronaldo na przełomie kwietnia i maja osiągnął życiową formę, co poskutkowało tym, że Portugalczyk niemal w pojedynkę wyeliminował z Ligi Mistrzów Bayern i Atletico. „Zizou” nie bał się również stawiać na młodych zawodników, jak choćby Asensio czy Nacho, którzy dobrymi występami pomogli „Królewskim” zdobyć pierwszy od pięciu lat tytuł mistrza Hiszpanii.
Bardzo ważna w zespole Realu była również rola rezerwowych, którzy stawali się kluczowi szczególnie w momentach trudnych. Byli oni traktowani na równi z piłkarzami wyjściowej jedenastki, co owocowało doskonałą atmosferą zarówno na boisku, jak i poza nim. Każdy bowiem czuł się ważną częścią układanki Zidane’a i z reguły nie miał powodu do narzekań na swoją sytuację kadrową.
Po drugie – „Zizou”
Zinedine Zidane jest niezwykle istotną postacią w szatni Realu. Zarówno jako piłkarz, jak i obecnie jako trener „Los Blancos”. Jako członek ekipy Realu nie przegrał jeszcze nigdy w finale Ligi Mistrzów, co jest przypadkiem wyjątkowym. W całej swojej karierze piłkarskiej przegrał wprawdzie 2 finały Pucharu Europy – jako piłkarz Juventusu w 1997 roku w pojedynku z Borussią Dortmund i w 1998 roku właśnie przeciwko Realowi, ale mimo to można śmiało stwierdzić, że po przejściu do Realu nauczył się wygrywać ten najważniejszy mecz w klubowej piłce. Francuski trener ma niezwykłe doświadczenie związane z finałami najważniejszych rozgrywek klubowych w Europie. Doskonale wie, jak rozgrywać taki finał pod względem taktycznym i mentalnym.
Francuz osiągnął już wiele jako samodzielny trener. Przywrócił blask ekipie z Madrytu, prowadząc ją do upragnionej „Undecimy” i pierwszego od pięciu lat mistrzostwa ligi. Nasuwać się może jedno pytanie – czy popularny „Zizou” wytrzyma presję, jaka na nim ciąży, i poprowadzi Real do historycznego sukcesu, jakim byłoby obronienie Pucharu Europy jako pierwsza drużyna w historii tych rozgrywek?










