W Rotterdamie dziś istniał tylko jeden zespół. Feyenoord pokonał PSV 3:1, a był to najniższy możliwy wymiar kary.
Napakowane młodymi gwiazdami PSV od początku meczu było zdominowane przez gospodarzy, jednak udało im się strzelić bramkę jako pierwszym. Jedna z niewielu kontr przeprowadzonych przez podopiecznych Fabera zakończyła się podaniem do środka, zgraniem Josefzoona i pewnym strzałem Mahera, który w sytuacji sam na sam pokonał Muldera. Kilka minut później kolejna kontra omal nie przyniosła podwyższenia prowadzenia. Strzał Ariasa okazał się niecelny.
Przeważał Feyenoord, ale poziom meczu był naprawdę denny. Gospodarze oddali zaledwie dwa celne strzały w pierwszej połowie. W 43. minucie uderzenie Claise z dystansu bardzo dobrze obronił Zoet. W doliczonym czasie gry pierwszej połowy nie miał już jednak szans. Boëtius kapitalnie uderzył z powietrza i choć bramkarz gości wyciągnął się jak struna, nie miał szans sięgnąć piłki.
W drugiej połowie w końcu obejrzeliśmy futbol na najwyższym poziomie, przynajmniej przez pierwsze 20 minut. Choć w sumie to w piłkę grała tylko jedna drużyna. Gospodarze po przerwie do ataków ruszyli z jeszcze większym animuszem i rozstrzygnęli mecz. Sędzia w przeciągu czterech minut podyktował dwa rzuty karne dla Feyenoordu, a w dodatku przy drugim wyrzucił z boiska za drugą żółtą kartkę Brumę. Pierwszą „jedenastkę” bez cienia zawahania wykorzystał Pelle, ale jego drugi strzał z „wapna” wylądował na słupku.
Swój błąd odpokutował jednak w 65. minucie, kiedy to świetnie nabiegł na dogranie Boëtius z lewej strony i z kilku metrów wpakował piłkę do bramki. Tym samym stało się jasne, że PSV punktów już nie zdobędzie. Przez resztę meczu oglądaliśmy przewagę gospodarzy, którzy już jednak nie dążyli do zdobycia kolejnego gola. Z kolei ich rywale nie mieli kompletnie pomysłu na to, jak przedostać się pod bramkę Muldera. Ostatecznie Feyenoord wygrał 3:1 i tym samym zbliżył się do czołówki tabeli Eredivisie.










