O godzinie 19 we Francji odbyło się sześć spotkań, a przynajmniej powinno. Mecz Brestu z Lens został odwołany z powodu warunków atmosferycznych. W pozostałych spotkaniach Marsylia rozgromiła ambitnie walczących piłkarzy Montpellier, derby Bretanii wygrało Lorient, a na Lazurowym Wybrzeżu rywalizacji nie rozstrzygnięto.
Marsylia jest wielka
Montpellier przyjechało na Stade Velodrome sprawić niespodziankę, pokonując mistrzów Francji na ich terenie, i zarazem obronić pozycję wicelidera, którą wywalczyli przed tygodniem. Od samego początku spotkania widać było, iż goście nie przestraszyli się utytułowanego rywala i grali z nim jak równy z równym, a właściwie to oni prowadzili grę, zaś najgroźniejszą bronią Marsylii były kontrataki. Pod bramką Mandandy najwięcej spustoszenia siał lider strzelców „La Pallade”, Olivier Giroud. Jednak do szczęścia zabrakło albo precyzji (indywidualna akcja napastnika zakończona strzałem z osiemnastu metrów), albo słabszej dyspozycji bramkarza gospodarzy (strzał głową).
O wiele skuteczniejsi okazali się przeciwnicy. Najpierw w 20. minucie zespołową akcję wykończył Lucho Gonzalez. Argentyńczyk popisał się fantastycznym strzałem z półwoleja po zgraniu głową przez Brandao, zastępującego kontuzjowanego Gignaca, zaś samo dogranie w pole karne było dziełem Benoit Cheyrou. Ten sam zawodnik powiększył prowadzenie „Les Phoceens” już osiem minut później. Po długotrwałym oblężeniu bramki Joudrena piłka została wycofana do pomocnika, ten zdecydował się na strzał z większej odległości, a potem pomogli przeciwnicy. Futbolówka w czasie swojego lotu dwukrotnie zmieniła kierunek, odbijając się od piłkarzy Montpellier. Golkiper gości nie miał szans w tej sytuacji. Jeszcze przed końcem pierwszej odsłony wyśmienitą okazję na strzelenie kontaktowego gola miał Hasan Kabze. Turek znalazł się sytuacji sam na sam z Mandandą, gdy piękną prostopadłą piłkę zagrał Dernis, jednak z pojedynku zwycięsko wyszedł bramkarz, choć interweniował na raty.
O pechu w tym meczu mówić może boczny obrońca Marsylii, Cesar Azpilicueta. W jednej z akcji drużyny przeciwnej zablokował on dośrodkowanie nogą, lecz zrobił to tak niefortunnie, że nabawił się kontuzji. Opuścił boisko już w 14. minucie i jeszcze w trakcie meczu został odwieziony do szpitala.
Druga połowa była jedynie dopełnieniem formalności. „La Pallade” próbowali coś jeszcze zmienić w tym trudnym położeniu, lecz podopieczni Deschampsa nie dali im jakichkolwiek szans na uzyskanie korzystnego rezultatu. Najdogodniejszą okazję dla gości zmarnował Younes Belhanda, którego silny strzał wypiąstkował bramkarz Olympique Marsylia. Jeśli kibice przyjezdnych łudzili się jeszcze wtedy, że ich zawodnicy nawiążą jakąkolwiek walkę, to utracili oni resztki nadziei chwilę później, gdy fatalną stratę obrony wykorzystał duet Lucho – Valbuena. W dalszej części meczu Montpellier starało się przeprowadzić składną akcję, lecz bardzo nieporadnie, a marsylczycy zadowoleni z wyniku nie forsowali tempa. Dzieła zniszczenia w 92. minucie dopełnił Loic Remy, który skorzystał z dalekiego wybicia Taye Taiwo. Marsylia gromi i zostaje po raz pierwszy od początku sezonu liderem, choć tylko do spotkania Bordeaux – Lille.










