25 bramek padło w sobotnich spotkaniach 20. kolejki ligi francuskiej. Prowadzące w tabeli Lille pewnie pokonało na Stade du Ray miejscowe OGC Nice i nie oddało pierwszego miejsca, które należy do „Les Dogues” od 5 grudnia.
Różnica poziomów na Stade de Gerland…
Od pierwszego gwizdka Olympique Lyon narzucił swój styl gry, bezradne Lorient w całym spotkaniu oddało jeden celny strzał, co było efektem wspaniałej gry defensywy gospodarzy. OL dominowało w każdym calu, a do udekorowania swojej wyśmienitej gry brakowało jedynie bramki, co było zasługą znakomitej dyspozycji bramkarza gości. W 40. minucie kapitalnym strzałem z narożnika boiska popisał się Gomis i wyprowadził gospodarzy na zasłużone prowadzenie. Po zmianie stron goście nic nie zmienili w swojej grze. Przewaga Olympique Lyon powiększała się z minuty na minutę. Kilka chwil po gwizdku rozpoczynającym drugą połowę kibice zgromadzeni na Stade de Gerland ujrzeli fantastyczną bramkę Kima Kallstroma. Reprezentant Szwecji z okolic 20. metra popisał się precyzyjnym strzałem z woleja, a Fabien Audard mógł jedynie odprowadzić piłkę wzrokiem. Kiedy kibice gospodarzy nie zdążyli zająć swoich miejsc po fetowaniu trafienia na 2:0, o swoim istnieniu przypomniał Bafetimbi Gomis. Francuz pochodzenia senegalskiego wykorzystał zamieszanie w polu karnym i strzałem głową pokonał bezradnego golkipera gości. Prawdę mówiąc, „Les Gones” powinni wygrać ten mecz pięć, może sześć do zera, ale fatalna skuteczność pozwoliła tylko na trzybramkową przewagę.
Zawodnik meczu: Bafetimbi Gomis
Olympique Lyon 3:0 FC Lorient
Paris Saint-Germain nie zwalnia tempa
Po emocjonującym i szybkim spotkaniu PSG pokonało słabsze FC Sochaux 2:1. Po raz kolejny znakomitą formę zaprezentował Brazylijczyk Nene. Od samego początku obie drużyny narzuciły bardzo szybkie tempo, które utrzymywało się przez całą pierwszą część gry. Pierwsze minuty, jak i cała połowa należały do gospodarzy. Kilkanaście razy piłkę ze stałych fragmentów dorzucał wspomniany wyżej Nene, ale ani razu podopieczni Kombouarego nie potrafili skierować futbolówki do siatki. W 14. minucie na Parc des Princes potwierdzenie znalazł powszechnie używany mit mówiący o tym, że niewykorzystane sytuacje się mszczą. Do bramki strzeżonej przez A. Edela piłkę wpakował Modibo Maiga i Sochaux niespodziewanie prowadziło w Paryżu. Gospodarze, którzy zdecydowanie nie zasługiwali na widniejące na tablicy 0:1, rzucili się do natychmiastowego odrabiania strat. Dwie minuty po bramce gości trybuny paryskiego obiektu oszalały, po tym jak piłkę dorzucał Nene, Camara nie udanie główkował, a w polu karnym znalazł się Mamadou Sakho, który uderzył nie do obrony i zdobył kontaktowego gola dla PSG. Dominacja Paris Saint-Germain powiększała się. Bezradni goście ratowali się bardzo agresywną grą. Zbulwersowani gospodarze swoją wściekłość wyładowali w 26. minucie, kiedy to Ludovic Giuly pewnie wykorzystał wspaniałe podanie Nene i wyprowadził PSG na prowadzenie. Podłamane FC Sochaux do końca meczu nie potrafiło się otrząsnąć. Gospodarze zaś kilkakrotnie marnowali strzeleckie okazje. Ostatecznie podopieczni Kombouarego rozegrali dobre spotkanie i pewnie pokonali gości z Sochaux.










