5. kolejka Ligue 1 była niezwykle interesująca. Oprócz ciekawych meczów na szczycie kibice mogli oglądać efektowne widowiska na pozostałych obiektach. Szczególnie ciekawie było na stadionie w Nicei, gdzie tamtejsze OGC pokonało Stade Brest 4:2.
St. Etienne – Sochaux 0:1
Piłkarze St. Etienne nie będą miło wspominać sobotniego wieczoru. Grający na własnym stadionie podopieczni trenera Christophe’a Galtiera już w 10. minucie musieli pogodzić się ze stratą jednego zawodnika, czerwoną kartkę ujrzał bowiem Jonathan Brison. Wydawało się, że jednak uda im się zdobyć jeden punkt, lecz na kwadrans przed końcem Thierry Doubai rozwiał wątpliwości i przesądził losy meczu na korzyść Sochaux.
Evian – Bastia 3:0
W drugim meczu było równie ciekawie, choć już po 30 minutach było jasne, która drużyna zasługuje na trzy punkty. Zaczęło się od trafienia Cedrica Barbosy, które ustawiło spotkanie. Później zespół Bastii musiał się nieco odkryć, co przyniosło kolejne bramki dla Evian. Kolejną cegiełkę postawił Yannick Sanogo w 73. minucie spotkania, a gwóźdź do trumny wbił na 12 minut przed końcem Cedric Barbosa.
Valenciennes – Bordeaux 0:0
Mecz Valenciennes z Bordeaux miał pokazać, czy zespół z południowo-wschodniej Francji jest gotowy do rywalizacji z najsilniejszymi drużynami Ligue 1. Jednak piłkarze Girondins tego dnia nie mieli najlepiej ustawionych celowników. Zawiodły również strzelby gospodarzy, co mogło przynieść tylko jeden efekt – bezbramkowy remis. Ten wynik sprawia, że Bordeaux wciąż jest niepokonane w bieżącym sezonie.
Nice – Stade Brest 4:2
Najatrakcyjniejszym z wieczornych meczów Ligue 1 było spotkanie Nice ze Stade Brest. Pierwsza połowa nie wskazywała na to, że fani będą mieli czym się zachwycać, lecz druga przekroczyła ich najśmielsze oczekiwanie. Futbolowy show rozpoczął w 46. minucie doświadczony Camel Meriem, który wyprowadził zespół gospodarzy na prowadzenie. Pięć minut później było już 2:0 po strzale Pejcinovicia. Kiedy w 67. minucie kolejną bramkę dołożył Eric Bautheac wydawało się, że jest już po wszystkim. Brest zerwało się jednak do ataku, czego efektem był gol Jonathana Ayite z rzutu karnego. W końcówce zrobiło się gorąca, goście szukali sposobu na odnalezienie drogi do bramki, ale to gospodarze mieli więcej szczęścia. Trafienie Valentina Eysserica rozwiało marzenia przyjezdnych na korzystny wynik. Na otarcie łez Paul Bayasse strzelił jeszcze gola na 4:2, lecz to nie poprawiło humoru niepocieszonych kibiców.










