Everton ma patent na zwycięstwa z czołowymi zespołami. Niedawno przekonał się o tym Manchester City. Dzisiaj podopieczni Davida Moyesa z kwitkiem odprawili londyńską Chelsea.
Spotkanie zaczęło się wyśmienicie dla gospodarzy. Już w piątej minucie Jose Bosingwa fatalnie wyrzucił piłkę z autu, ta została przejęta przez piłkarzy Evertonu. Chwilę nieuwagi defensorów wykorzystał wypożyczony z Tottenhamu Steven Pienaar, który znalazł się sam na sam z Cechem i umieścił piłkę w siatce. W 14. minucie Chelsea miała okazję stworzyć zagrożenie pod bramką rywali, ale strzał Sturridge’a był zdecydowanie zbyt lekki. W 21. minucie Chelsea stanęła przed szansą zdobycia bramki z rzutu wolnego, ale egzekutor uderzył prosto w mur. Kilka chwil później Mata ładnie zagrał do Sturridge’a, jednak Anglikowi ponownie nie udało się zdobyć bramki. W 30. minucie ładnym strzałem z 15 metrów popisał się Frank Lampard, ale uderzył minimalnie obok słupka bramki strzeżonej przez Tima Howarda. Chwilkę później Sturridge próbował przeskoczyć wywracającego się Bainesa, ale przypadkowo zahaczył kolanem o jego głowę. Na szczęście, zawodnikowi Evertonu nic się nie stało i mógł on kontynuować grę.

W 38. minucie ładnym dośrodkowaniem popisał się Michael Essien, sprawiając problemy Howardowi. Na szczęście dla „The Toffees”, Amerykanin szybko zorientował się w sytuacji, gdyż na piłkę czaił się Juan Mata. Chwilę później po przeciwnej stronie boiska po dobrze wykonanym rzucie wolnym zapachniało drugą bramką dla gospodarzy, ale Tim Cahill, który uderzał na bramkę Cecha, znajdował się na spalonym. Tuż przed końcem pierwszej połowy bardzo aktywny zrobił się Fernando Torres – najpierw celnym strzałem głową postraszył bramkarza Evertonu, a potem został powalony przez rywali w polu karnym. Sędzia nie znalazł jednak w tym zagraniu nic niezgodnego z przepisami, co spotkało się z protestami hiszpańskiego napastnika. Arbiter pozostał jednak nieugięty, a chwilę później wysłał piłkarzy na przerwę.
W drugiej połowie Chelsea nie wciąż nie potrafiła stworzyć realnego zagrożenia pod bramką Evertonu. Coraz odważniej poczynali sobie za to gospodarze i druga bramka dla nich wisiała w powietrzu. W 53. minucie Ashley Cole wybił na rzut rożny uderzenie Bainesa. Chwilę później Fernando Torres został osaczony przez obrońców, którzy bez większych problemów odebrali mu piłkę. W 63. minucie Cole miał szansę, aby dobrze dośrodkować, ale posłał piłkę prosto w ręce Howarda. Kilka minut później odważnym wyjściem poza pole karne popisał się Petr Cech, który głową musiał wybijać futbolówkę.
Na 20 minut przed końcem spotkania Andre Villas-Boas chciał zmienić coś w grze swojego zespołu, wprowadzając Florenta Maloudę za Michaela Essiena. Wejście Francuza przyniosło jednak najmniej oczekiwany efekt – od jego straty rozpoczęła się kontra Evertonu, po której Denis Stracqualursi zmusił Petra Cecha do drugiej w tym meczu kapitulacji. W tej akcji kontuzji doznał również Ashley Cole, który nie był w stanie kontynuować gry. W jego miejsce na boisku pojawił się Ryan Bertrand. Jednocześnie Juana Matę zastąpił na murawie Romelu Lukaku. Młody Belg już chwilę później miał okazję do zdobycia swojej pierwszej bramki w barwach „The Blues”, ale bezbłędną interwencją popisał się Tim Howard. W 86. minucie nastolatek po raz kolejny mógł stworzyć zagrożenie pod bramką rywala, ale zapobiegł temu Marouane Fellaini. W doliczonym czasie gry bardzo dobre podanie otrzymał Drenthe, ale ponownie świetne wyjście poza pole karne zanotował Cech. Chwilę później sędzia odgwizdał koniec spotkania.
hahahaha ale bieda wstyd h hahahahahaah
Torres to strzeli kiedys gola?
Everton, Liverpool, miasto Liverpool znów rośnie w
siłe ;)
Ja pier.......
haha zal i z napoli dostaną a my city was
rozstrzelamy z 5 0 a i torresa macie za..ebistego on
hyba tylko w fifie strzela a naprawde chodzi wyrywac
panienki razem z cr7 swinia zelowata