Statystyki są dla Legii bardzo, bardzo optymistyczne. Sugerując się nimi, trzeba powiedzieć, że po zwycięstwie 2:0 w Irlandii mistrzowie Polski są już na 99,9% w fazie grupowej Ligi Mistrzów, bo dwubramkowa zaliczka w europejskich pucharach jest zaliczką bardzo dobrą i jej roztrwonienie jest wyczynem porównywalnym do trafienia szóstki w Lotto.
Dużo bardziej ciekawie i obszernie można pisać o zespołach, które po pierwszych meczach u siebie miały dwubramkową stratę, walczyły dzielnie do końca w rewanżach, ale i tak ostatecznie minimalnie ulegały swoim rywalom.
Pechowy Arsenal
W ostatnich latach w tę rolę wcielił się dwukrotnie Arsenal. W obu przypadkach scenariusze wyglądały niemal identycznie. W 2013 roku londyńczycy przegrali na Emirates 1:3 z Bayernem, by w rewanżu wygrać 2:0. Do awansu zabrakło wówczas gola. Podobnie było dwa lata później, kiedy o mały włos, a podopieczni Wengera wyeliminowaliby Monaco, mimo że pierwsze spotkanie, delikatnie mówiąc, im nie wyszło.
Również w 2015 roku Schalke 04 przegrało pierwszy mecz w Niemczech z Realem 2:0 i mało kto stawiał, że w Madrycie gra o awans rozgorzeje na nowo. A jednak. Dobry futbol ze strony Niemców na Santiago Bernabeu spowodował, że do końca „Królewscy” musieli drżeć o byt w Lidze Mistrzów. Zespół z Veltins Arena wygrał koniec końców 4:3 i, podobnie jak w przypadku Arsenalu, do pełni szczęścia zabrakło tylko jednego trafienia. Dodajmy jeszcze w uzupełnieniu, że wtedy debiutancką bramkę w pucharach zdobył Leroy Sane, który latem tego roku za 50 milionów euro trafił do Manchesteru City.
Dundalk jak Ajax?
Weźmy pod lupę tylko samą Ligę Mistrzów. Biorąc pod uwagę okres od jej powstania (oczywiście wtedy startowała pod inną nazwą – Puchar Europy), zobaczymy, że tylko sześciu klubom udało się awansować dalej po porażce w pierwszym meczu u siebie (to ostatnie słowo trzeba zaakcentować, ponieważ zanotowano dużo więcej przypadków odrabiania strat na własnym obiekcie). Co ciekawe, tylko raz stało się to po porażce różnicą dwóch goli.
Biorąc pod uwagę okres od jej powstania, zobaczymy, że tylko sześciu klubom udało się awansować dalej po porażce w pierwszym meczu u siebie. Co ciekawe, tylko raz stało się to po porażce różnicą dwóch goli.
Sztuki tej dokonał Ajax w 1969 roku w rywalizacji z Benficą. To było wówczas spotkanie dwóch szacownych ekip, które miały w swoich składach graczy klasy światowej. W zespole z Lizbony Eusebio, z kolei w Ajaxie nieodżałowany Johan Cruyff.
Pierwsza konfrontacja zakończyła się zwycięstwem Portugalczyków 3:1. W rewanżu taki sam wynik osiągnęli Holendrzy. O tym, kto zagra w półfinale tamtych rozgrywek, zdecydował dodatkowy mecz, który amsterdamczycy wygrali 3:0. Zwycięstwo pozwoliło im zagrać w półfinale z czechosłowackim Spartakiem Trnava, a w finale trafili na AC Milan, z którym przegrali 1:4.










