Raków Częstochowa z przytupem rozpoczął swoją drugą przygodę w europejskich pucharach. Wystarczył jeden mecz, aby zdobył 2,5 razy więcej bramek niż w całych zeszłorocznych eliminacjach do Ligi Konferencji Europy. A wtedy było to sześć spotkań. „Medaliki” wbiły pięciopak wiceliderowi kazachskiej ligi, FK Astana, i jadą na wschód z porządną zaliczką.
Gole Iviego Lopeza, Mateusza Wdowiaka, Vladislavsa Gutkovskisa, Wladyslawa Kochergina i Frana Tudora wprawiły w szał radości całą Częstochowę i całą Polskę. I nic dziwnego – drużyna Rakowa ma powody do dumy, bo zagrała mecz bliski perfekcji.
Raków jest poziom wyżej od nas.Srdjan Blagojević, trener FK Astana.
Jak reagować w kryzysowej sytuacji – uczy Raków
Szybkie objęcie prowadzenia wlało w zespół „Czerwono-niebieskich” bardzo dużą dawkę optymizmu. Zresztą od pierwszego gwizdka poczynali sobie dość śmiele. Obraz gry odmieniła lekko druga żółta, a w konsekwencji czerwona kartka dla Deiana Sorescu. Przy grze w osłabieniu zgodnie z przewidywaniami częstochowianie cofnęli się głęboko na swoją połowę, licząc na kontry. I jedna z nich okazała się skuteczna, jeszcze przed przerwą na tablicy widniał wynik 2:0.
Dyscyplina i inteligencja, która panowała od utraty jednego zawodnika, była na niebywałym poziomie. Widać było gołym okiem, że każdy nie biega wyłącznie za siebie. Plan taktyczny na następne 45 minut z kolei uległ zmianie: z ustawienia 3-4-2-1 zrobiło się 5-1-2-1. Marek Papszun mógł mieć obawy przy zdejmowaniu świetnego Racovitana z „żółtkiem” na koncie, ale wiedział, że Raków mimo wszystko łatwo ten środek pola może wygrywać, nawet tylko z jednym defensywnym graczem, a uważać trzeba głównie na dynamicznych skrzydłowych gości.
I tak się działo. Giannis Papanikolaou bez problemu radził sobie z rywalami, napór Astany udało się nieco zepchnąć, co poskutkowało po krótkim czasie czerwonym kartonikiem Kazachów i wyrównaniem sił. Aby zwiększyć na to szansę, w bezpiecznej strefie w pojedynki wchodzili nawet środkowi obrońcy. I po takim jednym przyspieszeniu udało się zrealizować plan. Lepiej wymyślić tego się nie dało. Jak reagować w kryzysowej sytuacji, nauczył nas Raków.











