W hitowym spotkaniu 34. kolejki Ligue 1 na Stade de Gerland w Lyonie gospodarze pokonali Olympique Marsylia 3:2. Bramki dla „Les Gones” zdobyli Lisandro Lopez, Cesar Delgado i Cris zaś wśród marsylczyków na listę strzelców wpisali się Lucho Gonzalez i Loic Remy.
Mecz rozpoczął się od dobrej sytuacji dla gospodarzy. Już w 3. minucie Cesar Delgado, który zastępował pauzującego z powodu czerwonej kartki Michela Bartosa, uderzał groźnie zza pola karnego. Bardzo dobrze zachował się jednak między słupkami Steve Mandanda, przenosząc piłkę nad poprzeczką. Po 10 minutach przewagi Lyonu do głosu zaczęli dochodzić podopieczni Didiera Deschampsa, którym udało się nawet znaleźć drogę do siatki, lecz bramka Loica Remy’ego nie została uznana, gdyż sędzia, pan Stephane Lannoy, doszukał się wcześniej zagrania ręką innego marsylczyka, niesłusznie.

Rywale odpowiedzieli chwilę później, gdy na jedenastym metrze przed bramką OM znalazł się Miralem Pjanić. Rozgrywający gospodarzy otrzymał podanie od aktywnego Delgado, ale posłał piłkę obok słupka, będąc zupełnie niepilnowanym. Jeden z kluczowych momentów pierwszej połowy nastąpił w 24. minucie. W narożniku „szesnastki” gości Lisandro Lopez sprytnie minął Souleymane’a Diawarę, a następnie padł, będąc powstrzymywanym przez rękę spóźnionego defensora. Argentyńczyk dodał oprócz tego od siebie trochę teatru, lecz arbiter był mocno przekonany o przewinieniu i wskazał na jedenasty metr. Karnego wykorzystał poszkodowany i było 1:0 dla „Les Gones”.
Bramka bardzo ożywiła wicemistrzów Francji, którzy z animuszem ruszyli ku kolejnym zdobyczom. Potem zwyciężyło jednak doświadczenie liończyków, którzy starali się przede wszystkim utrzymać przy futbolówce, w myśl zasady im dłużej posiadamy piłkę, tym krócej ma ją przeciwnik. Marsylii taki wynik zdecydowanie nie odpowiadał, gdyż wczoraj trzy punkty w Lotaryngii zainkasowała ekipa Lille. Znak do ataku po pół godzinie gry dał niezawodny Mathieu Valbuena, gdy postanowił z ponad 30 metrów zaskoczyć Hugo Llorisa. Pierwszy golkiper „Trójkolorowych” jest jednak najpewniejszym punktem OL w całym bieżącym sezonie i również w tym przypadku nie zawiódł, wybijając piłkę na rzut rożny. Inicjatywę na boisku przejęli „Les Phoceens”, pod bramką Llorisa byliśmy świadkami festiwalu rzutów rożnych, z których jednak nie płynęło zbytnie zagrożenie.
Na kilka minut przed przerwą goniący wynik marsylczycy zaprezentowali ładną kombinację przed polem karnym OL zakończoną strzałem Andre Ayewa. Uderzenie niezłe, lecz taki specjalista, jakim jest Lloris, nie mógł się pomylić.
15 minut odpoczynku podziałało mobilizująco na przyjezdnych, którzy z olbrzymim zdecydowaniem atakowali bramkę Lyonu. W ciągu pierwszych 10 minut bliscy zdobycia gola byli Benoit Cheyrou i Taye Taiwo. Najpierw defensywny pomocnik OM nieczysto trafił w dośrodkowaną przez Roda Fanniego piłkę i ta minęła bramkę, a moment później nigeryjski obrońca uderzał z bardzo ostrego kąta i ponownie wykazać się musiał bramkarz reprezentacji Francji. Lekarstwem na nieskuteczność piłkarzy Deschampsa miało być wejście dwóch ofensywnych graczy, Andre-Pierre Gignaca i młodszego z braci Ayew. Jordan nie miał jednak okazji zagrać ze swoim bratem, który wraz z Valbueną musiał opuścić murawę.











