Sobota w Premier League upłynęła pod znakiem kolejnego kroku Manchesteru City do zdobycia piątego mistrzostwa Anglii i zwycięstw zespołów walczących o utrzymanie. Choć praktycznie znamy już najważniejsze rozstrzygnięcie, to walka o uniknięcie strefy spadkowej zapowiada się pasjonująco.
Piąte mistrzostwo Anglii dla Manchesteru City to zdecydowanie główne wydarzenie w Premier League od kilku tygodni. W ten weekend „The Citizens” mieli postawić kolejny krok ku podniesieniu trofeum. Ponadto niespodziewanie wygrana Chelsea z Southamptonem ucieszyła nie tylko kibiców „The Blues”…
Przełamanie
Trzy porażki w ciągu niespełna tygodnia sprawiły, że Manchester City przestał być postrzegany jako zespół „nietykalny”. Coraz głośniej zaczęto mówić, iż maszynę Guardioli czeka wizyta u mechanika, bo ostatnio ewidentnie coś się popsuło. Spotkanie z Tottenhamem miało rozwiać obawy o stan rzeczy na Etihad Stadium, a zespół „The Citizens”, pokonując „Spurs”, miał wykonać kolejny krok w kierunku zdobycia mistrzostwa Anglii.
Od początku spotkania można było zauważyć olbrzymią determinację w zespole Manchesteru City, by przełamać ostatnią serię porażek. Już od pierwszych minut spotkania bardzo aktywny był Raheem Sterling. Anglik w 8. minucie próbował strzału z dystansu, lecz próba filigranowego zawodnika okazała się niecelna.
Napór „The Citizens” rósł, czego efektem była bramka Gabriela Jesusa. Bramka szczególna, dlatego że cała akcja, licząc od początku, zawierała tylko trzy podania. Trafienie Brazylijczyka dodało animuszu „The Citizens”. Zaledwie trzy minuty po wyjściu na prowadzenie rozpędzony Raheem Sterling wpadł w pole karne, gdzie został sfaulowany przez golkipera Tottenhamu, Hugo Llorisa. Arbiter Jon Moss wskazał na jedenasty metr. Rzut karny pewnym uderzeniem wykorzystał Ilkay Gündogan.
Tottenham odpowiedział dopiero kilka minut później za sprawą strzału z dystansu Erika Lameli. Uderzenie Argentyńczyka okazało się niecelne, lecz dało sygnał do ataku Tottenhamowi. Na tyle głośny, że zakończony zdobyciem bramki. Tuż przed końcem pierwszej połowy kontaktowego gola dla „Spurs” zdobył po koronkowej akcji Christian Eriksen.
Trafienie Duńczyka nie zmieniło obrazu gry w drugiej połowy. Co prawda Pep Guardiola częściej nerwowo spacerował wzdłuż linii bocznej boiska, lecz inicjatywa należała do „The Citizens”.
Prawdziwa dominacja Manchesteru City zaczęła się jednak pół godziny przed końcowym gwizdkiem. Świetnych sytuacji na podwyższenie rezultatu nie wykorzystali Gabriel Jesus oraz dwóch Raheem Sterling. Jednak do trzech razy sztuka, więc trzecia próba Anglika w drugiej połowie zakończyła się sukcesem.
„The Citizens” do końca spotkania kontrolowali przebieg meczu, a nieudolne próby zagrożenia bramce Edersona ze strony Tottenhamu tylko pomogły podopiecznym Guardioli utrzymać korzystny rezultat.
Zwycięstwo nad „Spurs” znacznie przybliżyło Manchester City do piątego mistrzostwo Anglii w historii klubu. Tytuł dla zespołu Guardioli jest praktycznie już wyłącznie kwestią czasu.











