25. kolejka jest bardzo emocjonująca. Na Old Trafford Manchester United rozgromił ostatnie w lidze Portsmouth, na KC Stadium Hull pokazało zęby pokonując Manchester City, a na Reebok Stadium kibice nie zobaczyli żadnych bramek.
Dzięki wtorkowemu remisowi Hull z Chelsea, „Czerwone Diabły” zbliżyły się do prowadzących w tabeli londyńczyków na odległość dwóch punktów. Jednak w sobotnim spotkaniu gościli u siebie inny zespół z dołu tabeli – Portsmouth. „Pompeys” są bardzo zdeterminowani by pozostać w Premiership i sporo krwi napsuli ekipom, które się z nimi zmierzyły.

Już od początku spotkania z bardziej utytułowanym zespołem podopieczni Avrama Granta ruszyli do ataku. Jednak dzięki znakomitym interwencjom najpierw Evansa, który wybił piłkę z linii bramkowej i potem Van der Sara nie udało się outsiderowi wyjść na prowadzenie. Jedynie przez 40 minut piłkarze Alexa Fergusona pozwalali Portsmouth na jakąkolwiek grę. Ci po bramce niezawodnego Wayne’a Rooneya wyszli na prowadzenie. W doliczonym czasie gry na strzał pokusił się Nani, piłka odbiła się jeszcze od nogi Anthony’ego Vanden Borre i kompletnie zmyliła interweniującego Davida Jamesa.
Druga połowa również zaczęła się od mocnego uderzenia United, ale w 55. minucie akcję sam na sam zmarnował Dimitar Berbatov. Jednak cztery minuty później było już 3:0 dla United. Po raz kolejny gospodarzy w strzeleniu bramki wyręczył obrońca Portsmouth. Piłka po strzale Michaela Carricka odbiła się jeszcze od Richarda Hughesa i wpadła do siatki. W 62. minucie wreszcie po wielu próbach i świetnych okazjach swoją bramkę zdobył Dimitar Berbatov, który silnym płaskim strzałem nie dał szans Jamesowi. Cztery bramki dla „Czerwonych Diabłów” to było wciąż za mało. W 69. minucie wynik ustalił nie kto inny, jak zawodnik Portsmouth Marc Wilson. Manchester United pewnie pokonał Portsmouth 5:0 z czego piłkarze sir Alexa Fergusona strzelili dwie bramki, a resztę podopieczni Avrama Granta. Dzięki tej wygranej Manchester United chwilowo objął fotel lidera Premiership.
Piłkarze Hull zepsuli ostatnio zawodnikom Chelsea humor, remisując w pojedynku 1:1. Przed nimi mecz z kolejnym trudnym przeciwnikiem, jakim jest Manchester City, który pretenduje do walki o czwarte miejsce. Po raz kolejny „Tygrysy” nie przestraszyły się bardziej utytułowanego rywala i w 31. minucie nieoczekiwanie wyszły na prowadzenie za sprawą Altindore’a. Do przerwy na KC Stadium pachniało sensacją i nikt nie wierzył, że Hull uda się wygrać z „Citizens”. Wszystkim niedowiarkom zamknął usta Kevin Boateng, który podwyższył wynik na 2:0. Od tego momentu do pracy wzięli się podopieczni Roberto Manciniego. Stać ich było na kontaktową bramkę. którą w 59. minucie zdobył Emmanuel Adebayor. Jeszcze raz na KC Stadium „Tygrysy” pokazały pazur i udowodniły, że chcą dalej utrzymać się w Premiership.











