Liverpool bezbramkowo zremisował z Evertonem w derbowym spotkaniu. Więcej okazji do zdobycia bramek mieli gospodarze, ale bez zawieszonego Luisa Suareza zabrakło im skuteczności.
Derby Liverpoolu od pierwszych minut rozgrzewały do czerwoności zgromadzonych na trybunach Anfield Road kibiców. Do pierwszej sytuacji strzeleckiej w 6. minucie doszedł Daniel Sturridge, ale uderzenie byłego piłkarza Chelsea było bardzo słabe i nie spowodowało większego zagrożenia pod bramką gości. Kilka chwil później Anglik znów pojawił się w polu karnym, tym razem zdecydował się na podanie, ale żaden z kolegów nie zorientował się w jego zamiarach i piłkę przejęli rywale.

Z minuty na minutę coraz wyraźniej było widać taktykę „The Reds” na dzisiejsze spotkanie. Polegała ona na zagrywaniu przez Gerrarda dokładnych długich piłek z własnej połowy do urywającego się skrzydłem Sturridge’a. Pomysł Brendana Rodgersa działał perfekcyjnie do momentu, w którym Daniel otrzymywał podanie – później coś jakby się zacinało i obrońcy „The Toffees” wychodzili z tych akcji bez szwanku.
Po dłuższej chwili do głosu zaczęli również dochodzić piłkarze Evertonu. W 24. minucie PIenaar po rzucie rożnym znalazł się z piłką przed bramką, ale jego wykończenie pozostawiało wiele do życzenia. Był to jeden z niewielu niebieskich akcentów w pierwszej połowie. Liverpool nie potrafił jednak wykończyć stwarzanych sobie okazji, co realizator skwitował zbliżeniem na siedzącego na trybunach Luisa Suareza.
W drugiej połowie gospodarze chcieli za wszelką cenę objąć prowadzenie. Bardzo szybko dwie okazje zmarnował Sturridge, raz trafiając piłką w Howarda, a drugi raz posyłając ją w boczną siatkę. Po godzinie gry mógł po raz kolejny znaleźć się w dobrej sytuacji, ale po podaniu od Enrique sędzia odgwizdał pozycję spaloną napastnika Liverpoolu.

Widzący nieudolność swojego zespołu Rodgers postanowił coś zmienić w jego sile ofensywnej i posłał do boju Fabio Boriniego w miejsce Jordana Hendersona. Ta roszada zmieniła rolę Sturridge’a, który miał teraz w większym stopniu odpowiadać za rozgrywanie piłki i kreowanie akcji strzeleckich.
Efekty można było oglądać na 15 minut przed końcem regulaminowego czasu gry, kiedy to Daniel podawał do wbiegającego w pole karne Gerrarda. Gdyby nie skuteczna interwencja Distina asekurującego bramkarza, gospodarze objęliby prowadzenie. W samej końcówce spotkania swoje znakomite okazje miał jeszcze Everton, ale ostatecznie mecz zakończył się bezbramkowym remisem.