Piłkarze Glasgow Ranges pokonali w derbowym pojedynku Celtic Glasgow. Jedynego gola spotkanie zdobył Edu.
Futbol to coś znacznie ważniejszego niż życie. Ta sentencja przychodzi na myśl kibicom przed wielkimi wydarzeniami w świecie piłki nożnej, a do takowych na pewno należą Old Firm Derby, czyli pojedynki ekip z Glasgow: Celtiku i „Rangersów”. Waśnie kibiców obu ekip ocierają się o religię czy sposób myślenia, a nie tylko czysto sportowe aspekty, właśnie to czyni te derby jednymi z najciekawszych na świecie. Dzisiejszy pojedynek rozegrany został na stadionie Ibrox, więc to piłkarze „Rangersów” mogli liczyć na większe wsparcie fanów. Przed spotkanie to właśnie gospodarze byli stawiani w roli faworytów, głównie przez fakt, iż w tym sezonie to „The Gers” mają sporą przewagę w tabeli nad często potykającymi się w spotkaniach z przeciętnymi zespołami piłkarzami „The Boys”. Ostatnio jednak Celtic dał radę pokonać Dundee, co mogło stanowić dobry prognostyk przed tym spotkaniem.
Mecz rozpoczął się od szybkiej akcji gości. Już w pierwszej minucie Mark-Antoine Fortune zagrał do Robbiego Keane’a, ale ten strzelił zbyt słabo, by pokonać McGregora. Po dwóch minutach odpowiedział jeden z lepszych zawodników „Rangerów”, Kris Boyd, lecz jego uderzenie minęło słupek bramki strzeżonej przez Artura Boruca.
Po tym mocnym początku gra ewidentnie siadła. Gracze bardziej skupiali się na tym, by nie dopuścić do utraty bramki, niż samemu ją zdobyć, co zaowocowało w 25 minut nudy na stadionie. Przerwało ją dopiero ładne dośrodkowanie Fortuna zakończone ponownie strzałem irlandzkiego napastnika Celtiku. Mimo że akcja była widowiskowa, to większego pożytku nie przyniosła. Mark-Antoine jednak nie odpuszczał, to on bez wątpienia siał największe spustoszenie w szeregach gospodarzy. Tuż przed końcem pierwszej połowy Francuz spróbował kolejnej ofensywnej akcji, ale niezbyt dobrze ją wykończył. Przed gwizdkiem oznajmiającym zejście do szatni czujność Artura Boruca postanowił jeszcze sprawdzić Boyd, ale i jemu nie udało się zmienić rezultatu.
Po wznowienie gry z groźną sytuacją zetknęliśmy się w 56. minucie, gdy podwójny strzał Papaca obronił polski bramkarz, a obrońcy, po wielkim zamieszaniu w polu karnym, ledwie dali radę wyekspediować piłkę poza „szesnastkę”.
W 60. minucie mieliśmy do czynienia z sytuacją, która odmieniła spotkanie. Czerwoną kartkę otrzymał Scott Brown. Po tym zdarzeniu przeważali już tylko gospodarze, raz po raz znajdując się w pobliżu bramki strzeżonej przez Boruca, jednak większość akcji kończyła się szczęśliwie dla zespołu Polaka. Kiedy wszystkim na stadionie wydawało się, że mecz skończy się remisem, Edu zdobył pierwszą – i jak się okazało ostatnią – bramkę spotkania. Był to cios w samo serce dla Celtiku, który praktycznie pogrzebał szansę na zdobycie mistrzostwa.










