Siódmy sierpnia 2013 roku. BBC Sport publikuje na swojej stronie internetowej krótki tekst, który opiera na opowieściach trenera klubu, o niejakim Dele Allim. Pewnego dnia on będzie kosztował miliony, mówił z pełnym przekonaniem menedżer MK Dons, Karl Robinson. Powinien grać w totolotka albo bingo, bo trafił idealnie. Milton Keynes nie tylko godziwie zarobiło na jego sprzedaży, ale także może się teraz poszczycić tym, że wychowało reprezentanta kraju i być może mistrza Premier League w niedalekiej przyszłości.
Ostatnie miesiące w życiu 19-latka to szybka, dynamiczna, niczym jego gra w środku pomocy, wspinaczka po kolejnych szczeblach kariery. Jeszcze rok temu grał przecież na trzecim poziomie rozgrywkom w Anglii. Po drodze zaliczył debiuty w Tottenhamie, Premier League, europejskich pucharach i reprezentacji. W ostatnim meczu towarzyskim z Niemcami został uznany za najlepszego piłkarza na placu gry.
Może być jeszcze dziesięć razy lepszy niż obecnie
Bryan Robson, Frank Lampard, Steven Gerrard i Paul Gascoigne. Jeżeli jesteś porównywany z graczami tego pokroju, to znaczy, że osiągnąłeś już naprawdę całkiem sporo. A bohater tego tekstu nie ma jeszcze 20 lat i jest w trakcie swojego pierwszego sezonu w najwyższej klasie rozgrywkowej na Wyspach. Jak to się stało, że przed chwilą był ogłoszony piłkarzem meczu Niemcy – Anglia, skoro jeszcze rok temu grał w League One?
– Prawdopodobnie jest najlepszym młodym pomocnikiem, jakiego widziałem od wielu lat. Ostatni chłopak w tym wieku, na takim poziomie to chyba Paul Gascoigne.
Tak go scharakteryzował nie kto inny, jak sam sir Alex Ferguson. James Milner z kolei powiedział, że on może być dziesięć razy lepszy niż obecnie. Wtórował im jego własny menedżer, Mauricio Pochettino: To świetna pochwała od jednego z najlepszych menedżerów w historii piłki nożnej. Czy martwi mnie szum wokół Dele? Nie, sami widzicie, jak przez cały sezon sobie radzi z presją. Jest bardzo dojrzały, opanowany.
No właśnie, dojrzałość. Nie ma nawet 20 lat, a już w licznych opisach, sylwetkach, wywiadach z nim bądź na jego temat pojawia się to słowo. Skąd się u niego wzięła? Wrodzona cecha charakteru? Możliwe, ale nie ma wątpliwości, że duży wpływ na to miało jego dzieciństwo.
Niełatwe początki
Trudne dzieciństwo. Nawet bardzo. Jest synem Kenijczyka i Brytyjki. Rodzice pobrali się tuż przed tym, jak mały Dele się urodził, w kwietniu 1996 roku, by rozwieść się ledwie tydzień później. Ojciec znalazł nową partnerkę, z którą wyjechał do Stanów. Jego matka, Denise, została z nim, a miała pod opieką jeszcze troje dzieci – każde z innego związku. Każde ze związku, który nie przetrwał próby czasu. Żyli w mieszkaniu socjalnym w Milton Keynes, średniej wielkości mieście znajdującym się w połowie drogi między Londynem a Birmingham.













