Fot. PSG pierwszy raz od sześciu lat strzeliło bramkę w Bordeaux
Zamiast francuskiej publicystyki zapraszamy tym razem do lektury obszernego wywiadu z komentatorem Canal+ i specjalistą piłki znad Sekwany, Rafałem Dębińskim. Tematem numer jeden od dłuższego czasu we Francji są katarskie przemiany w stolicy i właśnie temat Paris Saint-Germain chcielibyśmy przybliżyć w rozmowie z ekspertem.
Co takiego ma w sobie Paryż, że mógł przyciągnąć Katarczyków?
Paryż ma dwie rzeczy: po pierwsze miasto, po drugie markę Paris Saint-Germain, która jest marką szczególną. Poza tym myślę sobie, że Katarczycy, którym zależy na sukcesie, wymyślili też sobie, że szybciej dostać się do Ligi Mistrzów w Paryżu niż w lidze angielskiej, w której City angażuje wiele pieniędzy, a wciąż nie może wygrać ligi. Oprócz tego dobre kontakty gospodarcze z Francją. Za kulisami mogło mieć również znaczenie, że Nicolas Sarkozy jest fanem PSG i też starał się Katarczyków przyciągnąć. No i to się udało, jest wspólny projekt. Zobaczymy, co z tego wyniknie.
Katarczycy marzą o LM (na zdjęciu Nasser El Khelaifi, prezes PSG) (fot. Psg.fr)
Mówi się, że podobny czas wykupienia przez Katarczyków PSG, a także przejmowanie praw telewizyjnych przez Al Jazzerę nie jest przypadkowy. Czy dla Francji istnieje zagrożenie arabskiego monopolu w piłkarskim biznesie?
Ja bym się tego monopolu nie obawiał, bo moim zdaniem francuska piłka cierpi na niedofinansowanie w stosunku do tego, co jest w Anglii czy w Hiszpanii i Włoszech, jeżeli mówimy o największych klubach. Jeśli ten kapitał chce przyjść, to bardzo dobrze. Jest to błogosławieństwo i straszna szansa na rozwój piłki. Tym bardziej że Katarczykom będzie chodziło o to, by przy okazji również promować ligę francuską w świecie arabskim. To mogą być tylko dodatkowe środki. Ja bym się akurat tego nie obawiał. Niektórzy Francuzi się boją tego, że jest ktoś, kto płaci tak koszmarne pieniądze. We Francji pieniądze są tematem tabu i wielu ludzi obraża, że piłkarz może tyle zarabiać. Mnie zupełnie nie, bo jeżeli Brad Pitt może dostawać 20 milionów dolarów za film, to dlaczego piłkarz miałby tyle nie zarabiać. To jest szansa dla francuskiej piłki. Poza tym Katarczycy, jeśli chcą zapłacić piłkarzowi dziesięć milionów euro, to drugie dziesięć muszą zostawić we francuskim fiskusie, więc moim zdaniem Francja jako kraj i jako piłka może tylko na tym skorzystać.
Czy spodziewał się Pan po PSG tak szybkiego sukcesu? W końcu już w pierwszym sezonie ma olbrzymią szansę zdobyć mistrzostwo, a może i coś więcej.
Nie, nie spodziewałem się. Od początku uważałem, że ich sukcesem będzie zajęcie miejsca w pierwszej trójce, czyli możliwość gry w Lidze Mistrzów w kolejnym sezonie, a o mistrzostwo będzie bardzo trudno. Ja nie wierzę w to, że można kupić kilku zawodników, wymienić 2/3 drużyny i że to zadziała. Ale rzeczywiście zadziałało. Myślę, że szczęściem PSG jest też to, że Lyon przechodzi przebudowę, a Marsylia miała fatalny początek sezonu. Gdyby Lyon był taki jak pięć lat temu, PSG nie miałoby takiej przewagi albo nie byłoby w ogóle na pierwszym miejscu. To sprawiło, że PSG nie miało na razie konkurentów. Jest jeszcze trochę kolejek, może się ktoś pojawić. Dziś PSG jest murowanym kandydatem. Ja bym się nie spodziewał, że im to wszystko się tak szybko ułoży.
Jeśli PSG wygra ligę, a może i puchar, to czy nie będzie to kolejny znak, iż w dzisiejszym futbolu wystarczy odpowiednia ilość pieniędzy, by szybko osiągnąć sukces?
PSG wymieniło latem większość składu (fot. psg.fr)
Powiem tak, ja lubię, gdy klub jest budowany od podstaw – coś, co w ostatnich latach zrobił najlepiej Lyon. Prezes budował to 20 lat, coś pięknego. Stworzył wielki klub, który zdobył siedem razy z rzędu mistrzostwo Francji, a który teraz chyba po raz dziewiąty z rzędu awansował do fazy grupowej Ligi Mistrzów. To jest coś wielkiego. Natomiast w pewnym momencie jest jakiś sufit, do którego docierają piłkarskie kluby we Francji, i nie są w stanie finansowo przebrnąć, zrobić kolejnego kroku. Na pewno dla Lyonu byłoby to możliwe, gdyby miał nowy stadion. Wciąż nie ma z powodów administracyjnych strajków ludności, która mieszka w okolicach powstającego nowego obiektu. To są te problemy Lyonu. Lille jest takim klubem dobrze zbudowanym, który ma świetny ośrodek treningowy, świetne struktury, a który będzie miał nowy stadion od przyszłego sezonu. Oczywiście, to się chwali.
Cóż, pokazuje to, jaka jest różnica między ligą francuską a angielską. Tam są o wiele większe pieniądze i nawet tak wielki napływ gotówki nie daje od razu efektu, natomiast we Francji może zrobić różnicę. Jest to może przykre, ale dziś sport na najwyższym poziomie uzależniony jest od pieniędzy w ogromnym rozmiarze i tak to już jest. Musimy się z tym pogodzić. Jeśli się to komuś nie podoba, to może nie interesować się sportem zawodowym po prostu.
Pojawiają się, co oczywiste, porównania PSG do Manchesteru City. Czy jest to słuszne, czy też są to zespoły zupełnie inaczej budowane?
Myślę, że jest to podobne. W City też kupują za gigantyczne pieniądze, często też kupują zawodników bardzo perspektywicznych, a nie tylko uznane gwiazdy na zasadzie dzisiaj musimy mieć wynik. Myślimy też o wyniku jutro. Zwracają też uwagę na to, by rozbudowywać strukturę klubu, czyli żeby jak najlepiej pracować z młodzieżą, żeby był jak najlepszy ośrodek treningowy. Rzeczywiście, jest to praca klubu na wszystkich płaszczyznach, tak to powinno wyglądać. W Paryżu jest tak samo. Leonardo mówi, że w Paryżu jest Paryż i marka PSG. Natomiast Paryż tylko dwa razy wygrał mistrzostwo w 40-letniej historii. Paryż, to też są słowa Leonardo, nie ma godnego ośrodka treningowego, jest wiele do poprawienia, jeśli chodzi o pracę z młodzieżą i centrum szkolenia zawodowych piłkarzy. Tu są te podobne rzeczy. Tutaj też będzie się to odbywać na wielu płaszczyznach. Muszą coś zrobić z ośrodkiem treningowym, szkoleniem młodzieży, budowaniem zespołu za wielkie pieniądze.
Czy PSG szybciej osiągnie sukces niż MC? (fot. skysports.com)
Ale też dochodzi następna rzecz. City ma już piękny stadion. Co do Parc des Princes jest to stadion, który ma wielką legendę we Francji, ale który już ma 40 lat i przez Leonardo czy dzisiejszych działaczy PSG jest uważany za przestarzały. Wiemy, że będzie remontowany na Euro 2016, ale pojemność stadionu nie zostanie zwiększona, więc to będzie ciągle 50 tysięcy ludzi i jest to pewne ograniczenie. Zastanawiają się teraz nad tym, czy nie zburzyć tego stadionu i wybudować nowy – jest to bardziej projekt Katarczyków niż miasta Paryża – czy może przenieść się na Stade de France – zresztą mecz z Marsylią ma się tam prawdopodobnie odbyć w marcu czy kwietniu. Na pewno PSG przez dwa czy trzy sezony będzie grało na Stade de France, bo będzie remont Parc des Princes. Jest więc pytanie, czy zostać tam na stałe, czy zbudować nowy stadion, czy grać dalej na nowym Parc des Princes. A jeżeli na tym nowym Parc de Princes, to Katarczycy czy działacze chcieliby mieć wpływ na to, jak ten nowy stadion będzie wyglądać, tak żeby jak najwięcej dochodu czerpać z dnia meczowego.
Na razie PSG z tego wielkiego dochodu czerpać nie może. Co więcej na pewno problemem jest to, że murawa na Parc des Princes między listopadem a marcem pozostawia wiele do życzenia, bo odbywają się tam koncerty czy inne wydarzenia jak mecze rugby. Jeżeli ktoś chce mieć wielki klub, to musi wszystko być spełnione. Murawa czy 15 stycznia, czy 15 maja musi być w idealnym stanie, żeby piłkarze mogli grać na tyle dobrze, by zrobić wielkie widowisko.
Gdyby jednak zdecydowali się na zmianę miejsca stadionu, to czy nie zbuntowaliby się przeciwko nim kibice, dla których Parc des Princes jest miejscem świętym?
Jest takie niebezpieczeństwo. Część kibiców powiedziało już, że domem PSG jest Parc des Princes. W najbliższych miesiącach miasto i klub będą o tym sporo rozmawiały, więc zobaczymy, jakie zostaną podjęte decyzje. Klub musi myśleć jednak o tym, by mieć dom, który przynosi duże profity, żeby ten klub mógł funkcjonować. Nie może być tak, że przyjeżdżają Katarczycy i będą tylko zostawiali co rok setki milionów euro. Teraz inwestują w klub, ale fajnie byłoby, gdyby stał się samowystarczalny i zarabiał.
Leonardo (z prawej) tworzy w Paryżu drugi Milan (fot. SkySports.com)
Podobieństwem MC i PSG jest również fakt, że zwolnili mniej znanego trenera, mimo że osiągane wyniki nie argumentowały tego. Czy zwalnianie trenera Antoine’a Kombouare w takim momencie to dobry pomysł?
We Francji zostało to bardzo źle odczytane i odebrane przez opinię publiczną, środowisko piłkarskie i trenerskie. Mnie to się generalnie nie podoba, ja w ogóle jestem wrogiem zmieniania trenerów w trakcie sezonu i akurat Francuzi mają to do siebie, że robią to bardzo rzadko, czego dowodem jest to, że była to dopiero trzecia zmiana trenerska w tym sezonie. W Hiszpanii czy we Włoszech jest to częstsze. Tutaj od początku było wiadomo, że ten klub potrzebuje trenera z wielkim nazwiskiem. Dzisiaj na rynku największym wolnym nazwiskiem był chyba Ancelotti. Kiedy klub został formalnie przejęty, to rozpoczęły się przygotowania do sezonu. Kiedy Leonardo został dyrektorem sportowym klubu był 14 lipca, czyli już trzy tygodnie po rozpoczęciu przygotowań. To co? Przychodzimy i w trakcie przygotowań zmieniamy trenera? Nie bardzo, źle by to wyglądało. Katarczycy podjęli decyzję, że z Antoine’em Kombouare na razie pracują i czekają, co będzie dalej. Ale nie jest tajemnicą, że już w listopadzie Leonardo spotkał się z Ancelottim, bardzo go przekonywał. Była to kwestia czasu, kiedy to zrobią. Jeżeli już mieli to robić, to był to najlepszy moment, bo czekali na koniec pierwszej rundy, by nowy trener miał szansę chwilę trochę potrenować, i teraz pracuje.
Sam Kombouare powiedział, że oczywiście jest wściekły, iż go zwolniono w takim momencie, ale jest w stanie przełknąć tę gorzką pigułkę, bo jest to Ancelotti. Gdyby tak jak sugerowano, miał zastąpić go Makelele, to wtedy nie zaakceptowałby tego. Ancelotti to już inna półka, takiego trenera potrzebują. Myślę, że dziś jest coś takiego, że gdy się pracuje w tych największych klubach z bardzo kapryśnymi gwiazdami, gdy coś powie trener Ancelotti i dokładnie to samo powie trener mniej znany, to Ancelottiego posłuchają, a tego drugiego, który nie ma takiej renomy, nie posłuchają. To jest problem wielkich klubów. Tam są trenerzy, którzy mają tak wielką aurę, że nawet największe gwiazdy chcą ich słuchać.
Sirigu zachwyca swoją wysoką formą (fot. psg.fr)
Teraz wydaje się, że w Paryżu chcą zrobić drugi Milan. Przyszedł Leonardo, teraz Ancelotti, a mówi się już o Maldinim. Może chcą przenieść sukcesy z Mediolanu do stolicy Francji?
To wynika z tego, że został Leonardo, który wiele lat spędził w Mediolanie, to był jego klub. Poza tym świetnie rozumiał się z Maldinim. Co więcej PSG zaczyna grać w systemie jak Milan Ancelottiego, z trzema defensywnymi pomocnikami. Na pewno z Mediolanu [Leonardo – przyp. red.] chce parę rzeczy przyjąć. Jeśli chodzi na przykład o ośrodek treningowy, o całe to Milan Lab, to PSG jest o lata świetlne z tyłu. To warto skopiować.
Które z dotychczasowych wzmocnień wygląda na razie najlepiej?
Jestem bardzo pozytywnie zaskoczony bramkarzem, ponieważ nie znałem go za bardzo. Salvatore Sirigu spisuje się bardzo dobrze. Myślę, że on mnie najbardziej przekonał. Gameiro ma za sobą bardzo dobrą rundę, strzelił dziewięć goli, ale biorąc pod uwagę, ile miał sytuacji podbramkowych, to powinno tych goli być więcej. Jest to pewien problem, że gdy Gameiro grał w Lorient, to tam wszyscy grali na niego, zawodnik od razu po przyjęciu chciał do niego zagrywać. Tu są zaś Nene, Menez, którzy wolą najpierw minąć jednego, drugiego rywala, a potem ewentualnie zagrać do Gameiro. Czasami ta piłka dochodzi do niego za późno i jest jeszcze problem ze zrozumieniem. Myślę, że Menez generalnie gra poprawnie. Jest to zawodnik o niesamowitym potencjale, natomiast zawsze był chimeryczny, raz zagrał dobrze, dwa razy słabo. Teraz jednak spisuje się częściej dobrze niż źle. Bisevać jest takim solidnym wzmocnieniem. A jest jeszcze jeden zawodnik. To jest zawodnik, który po Sirigu zrobił na mnie wrażenie – Sissoko. Po ostatnim tygodniu w jego wykonaniu uważam, że jest to naprawdę świetny piłkarz i doskonały transfer.
Tevez nie chce znaleźć się we Francji (fot. France-le-mag.football.fr)
Jeszcze jedna kwestia. Myślę, że i tak najlepszym piłkarzem ofensywnym PSG jest Nene. Wynika to też z tego, że kiedy zobaczył, iż on już nie będzie tą gwiazdą numer jeden, inni go naciskają i jest konkurencja, to paradoksalnie wpłynęło to na niego bardzo pozytywnie. Mniej marudzi, gra bardziej zespołowo i więcej broni. To jest taka stara prawda piłkarska: jak się pojawia konkurencja, to jest to najlepszy sposób, by zmobilizować piłkarzy do lepszej gry. Oczywiście nie możemy zapomnieć o Pastore, bo jest to najwyższy transfer. Słowo chimeryczny do niego bardzo pasuje. Jest to wciąż taki mały chłopczyk, który uczy się piłki na najwyższym poziomie. Umiejętności ma nieprawdopodobne, nie ma co do tego wątpliwości. To jest też taki chłopiec, który potrzebuje się zaaklimatyzować, czuć, że ma zaufanie trenera, piłkarzy, musi czuć się lubiany. Może za Kombouare tego za bardzo nie czuł, bo Kombouare jest człowiekiem nerwowym, mówiącym zawsze to, co myśli. Może takiej miłości i zrozumienia bardziej potrzebował Pastore, a Ancelotti, mając takie doświadczenie, może bardziej mu to zaoferuje. Jest to na pewno wielki piłkarz, ale miał momenty bardzo dobre i momenty bardzo przeciętne. Ale jest młody, dajmy mu jeszcze trochę czasu.
Zarówno kibice, jak i nowy trener oczekują jeszcze w tym okienku transferowym kolejnego ofensywnego piłkarza. Czy ma to sens, gdy już o miejsce w składzie walczy w tej formacji tak wielu graczy, a drużyna przeszła na system choinki, w którym liczba ofensywnych piłkarzy się nieco zmniejszyła?
To jest problem takich klubów. Oni muszą mieć po dwóch zawodników na każde miejsce. Transfery dziś są po to, by wygrać mistrzostwo, ale też po to, żeby piłkarz był gotowy walczyć w przyszłym sezonie o coś poważnego w Lidze Mistrzów. Kiedy klub musi walczyć na wielu frontach, to musi mieć 22 równorzędnych zawodników. Gwiazdy muszą pogodzić się z tym, że będą czasem siadały na ławie. Ancelotti mówi, że musi mieć czterech napastników, więc potrzebuje jeszcze jednego. Wiemy, że Pato na razie odpadł, zatrzymał go Berlusconi, ale temat ten może wróci latem. Może latem będzie też temat Kaki, co też mówi Ancelotti. Co do Teveza, to wiadomo, że kluby się dogadały, ale sam Tevez na razie nie chce. Chce iść do Mediolanu, do Interu albo Milanu. Ale myślę, że w Paryżu staną na głowie, by jakiś kolejny piłkarz przyszedł. Niestety, ci, którzy są w takich klubach, muszą się do tego przyzwyczaić. Będzie konkurencja i koniec. Albo się z tym godzę i zostaję w wielkim klubie, albo szukam szczęścia gdzieś indziej.
Czy inne zespoły L1 będą w stanie nadążyć za paryżanami? (fot. psg.fr)
Coraz większą rolę odgrywają w PSG piłkarze spoza Francji. Który francuski piłkarz w obecnym składzie ma szansę mimo wszystko wywalczyć sobie istotne miejsce i funkcjonować wśród coraz większej liczby światowych gwiazd?
Nawet Leonardo wypowiadał się na ten temat. Pytano go, czy wyobraża sobie zespół bez Francuzów. On mówi, że nie ma nic przeciwko temu, bo już się z czymś takim spotkał, ale wie, że we Francji byłby z tym problem i wolałby, żeby takiej sytuacji nie było. Z drugiej zaś strony na rynku francuskim trudniej jest im robić transfery, bo najlepsze kluby, które mają najlepszych piłkarzy, nie będą sprzedawały ich do PSG, ponieważ nie chcą wzmocnić swojego głównego rywala, i to jest normalne. Sam Leonardo mówi, że wolą oddać swojego zawodnika za granicę, a nie do swojego konkurenta. Zobaczymy. Na pewno piłkarze, którzy są przyszłością Paryża, to Sakho, Menez. Jest kilku piłkarzy, którzy mogą myśleć o tym, by grać nawet w tym wielkim Paryżu.
Francja znana jest z bardzo dobrej pracy z młodzieżą, a także korzystania w przyszłości ze swoich wychowanków. Czy PSG w obecnej swojej sytuacji nie zaniedba tego typu działalności?
Francuska liga jest wymagająca. Czy za bardzo? (fot. psg.fr)
Nie, Leonardo jest na to bardzo uczulony, że w PSG muszą być wychowankowie. Zresztą jest dwóch młodych chłopaków, jeden się nazywa Bahebeck, a drugi Kebano. Mówiło się, że oni mogą pójść na wypożyczenie. Leonardo powiedział: „Ja nie chcę, żeby oni odchodzili. Niech oni przez te pół roku będą jeszcze z nami. Jest wielki trener Ancelotti, niech oni też na tym skorzystają, żeby zobaczyli, jak wygląda wielki klub, jak się pracuje u wielkiego trenera”. Widać więc, że Leonardo zależy na tym, żeby byli wychowankowie. Oczywiście, muszą być to piłkarze, którzy będą prezentowali taki poziom, który pozwoli grać w jednym z najlepszych klubów europejskich, bo takim ma być Paris Saint-Germain. Ja się nie boję, że oni będą chcieli to zaniedbać. Oni jeszcze bardziej będą na to naciskać, by szkolenie było dobre, co nie oznacza, że ci wychowankowie będą zawsze grali w pierwszym składzie. Będzie to zespół z bardzo wysokiej półki i żeby takich piłkarzy wyszkolić, to trzeba mieć też trochę szczęścia, znaleźć taki talent już wcześniej, który potem tylko się szlifuje.
Jaką przyszłość widzi Pan dla PSG i tego przedsięwzięcia? Czyżby PSG wracało na należne mu miejsce?
Dla mnie jest czymś nieprawdopodobnym, że takie miasto jak Paryż nie ma klubu, który co roku gra w fazie grupowej Ligi Mistrzów. Takich klubów jest kilka w Londynie, są w Rzymie, w Madrycie.
W Berlinie nie ma.
Nie ma, ale powiedzmy, że w stolicy Bawarii jest taki jeden. To, że Paryż jako jedno z najpiękniejszych i największych miast Europy nie miał takiego klubu, jest czymś nieprawdopodobnym. Nie potrafiłem tego zrozumieć. Cieszę się, że PSG wraca na miejsce, na którym powinno być od lat i że tam powstanie klub, który będzie za pięć lat obok takich klubów jak Real Madryt, Barcelona, United, Chelsea, Milan, że będzie to klub z tej półki. Byłoby to dobre i dla Paryża, i dla francuskiej piłki.
Z jednej strony katarski inwestor pomógł uatrakcyjnić francuski futbol, ale czy nie grozi nam kolejna po skończonej kilka lat temu dominacja jednego klubu?
Ja patrzę na to trochę inaczej. Uważam, że zawsze gdy jest taki klub, który zaczyna dominować, to zmusza też te inne kluby do zwiększonych wysiłków. Zobaczmy, co się dzieje w Madrycie. Barcelona tak wystrzeliła, że bardziej też stają na głowie, by zrobić postęp. Real Madryt zrobił ogromny postęp, tylko że ma takiego pecha, że jest jeszcze lepsza Barcelona. Ale Real Madryt gra o wiele lepiej niż dwa, trzy lata temu. To było impulsem, który zmusił ich do jeszcze większej pracy. Mam nadzieję, że we Francji będzie coś takiego.
Oprócz tego wiele klubów francuskich odżyje finansowo i będą się rozwijać, kiedy będą nowe stadiony. Trudno pewnie będzie dotrzymać kroku PSG, ale te nowe stadiony sprawią, ze kluby będą miały o kilkadziesiąt procent większe profity i też będą się świetnie rozwijały. Myślę tu przede wszystkim o Lille, które będzie miało nowy stadion od przyszłego sezonu, o Marsylii, której stadion będzie odnowiony na Euro, o Lyonie, który mam nadzieję, że się tego stadionu doczeka. To są te kluby, które będą miały na to szanse. Co więcej, jest jeszcze taka tendencja, że te wielkie kluby mają te stadiony i żeby stworzyć wielki klub, to muszą być to obszary gęste ludnościowo, czyli wielkie miasta i aglomeracje. Tak będzie we Francji, dlatego uważam, że będzie to Paryż, Lille, Marsylia i Lyon. To są te kluby z największą przyszłością. Tak jak na całym świecie, tam, gdzie jest tych potencjalnych kibiców najwięcej, tam też są te największe kluby.
Można to podsumować tak, że Francja będzie wreszcie rywalizowała o czołowe miejsca w rankingu UEFA, a nie bała się o goniące ją Portugalię i Rosję.
Bardzo bym chciał. Tutaj taka dygresja, problemem Francuzów jest to, że liga jest bardzo wymagająca. Kluby grające w Lidze Mistrzów oczywiście dają z siebie wszystko czasami kosztem ligi, a te, które startują w Lidze Europy, choć cały sezon walczą, żeby się do niej zakwalifikować, i tak na pierwszym miejscu stawiają zawsze ligę. To jest problem, bo kluby francuskie są w stanie powalczyć, żeby wygrać Ligę Europy, ale przeważnie wolą się skupić na lidze, a LE jest przy okazji. Jeżeli się uda, to dobrze, jak nie, to nie.
A tymczasem kluby portugalskie w LE radzą sobie świetnie i do Francuzów się zbliżają. O tym się mówi we Francji. Powinna być taka ogólna debata, żeby kluby, które są w LE, trochę bardziej się w niej poświęciły, bo te punkty UEFA są ważne dla całej francuskiej piłki. Oczywiście, jeżeli będzie więcej tych mocnych klubów, to Francja nie będzie musiała się obawiać o resztę, a potencjał ma zdecydowanie większy od Portugalii. Myślę więc, że Francuzi powinni powalczyć nawet, żeby być w tej pierwszej czwórce.
Może dobrym pomysłem byłoby zmniejszyć ligę lub zlikwidować Puchar Ligi w celu zmniejszenia liczby meczów?
To jest taka dyskusja, która wraca cyklicznie. Projekty likwidacji Pucharu Ligi już były, bo telewizje, które miały transmitować, miały za mało pieniędzy. Teraz nie zostanie zlikwidowany Puchar Ligi, bo Canal+ zaczęło na tym zależeć, jako że traci część praw do ligi francuskiej i Ligi Mistrzów za sprawą tego, że pakiety nabyła też Al Jazeera. Puchar Ligi będzie dalej dowartościowany. Ale możliwy jest też pomysł, by zmniejszyć ligę o dwa zespoły. Ja sam nie mam zdania na ten temat. Ten temat we Francji cyklicznie wraca. Co z tego będzie, to zobaczymy.
Ostatnim razem (przed meczem PSG vs Lille) wskazał Pan jako największych faworytów do tytułu PSG i Lille. Od tamtej pory sytuacja w tabeli się jednak nieco zmieniła. Czy Pana typy również?
Przy PSG obstaję cały czas. Co do Lille? Nie wiem, z zespołu odszedł Moussa Sow…
Przyszedł za to Nolan Roux.
No przyszedł, ale jest to piłkarz bardzo perspektywiczny, piłkarz, który nie będzie strzelał tylu goli. To jest zawodnik, którego wadą jest skuteczność, ale bardzo mi się podobał. Uważam, że jest to świetny transfer, chociaż drogi w porównaniu ze sprzedażą Sowa za – wydaje mi się – trochę małe pieniądze jak na króla strzelców ligi francuskiej, ale to już inna kwestia. Natomiast jest to zespół, który generalnie przez te pół roku grał bardzo dobrze w piłkę, ale jest trochę słabszy i teraz też się trochę osłabi. Problem polega na tym, że ja nie wierzę, iż Montpellier jest w stanie walczyć o mistrzostwo. Marsylia zaczyna wreszcie grać dobrze, ale ma sporą stratę, więc faworytem numer jeden jest PSG. A co do reszty, to sam już teraz nie wiem, jak się to będzie dalej rozwijać.
Cieszy mnie że PSG w końcu pnie się w górę na
piłkarskiej mapie świata… lecz Motpellier HSC
udowadnia, że nawet nie mając ogromnych pieniędzy
można na równi walczyć o mistrzostwo. Wszystko
wskazuje na to, że za rok oba te kluby zagrają w
Lidze Mistrzów.