Czy wrócą koszmary z jesieni? Wisła Kraków walczy o ligowy byt


Wisła Kraków poniosła w Gliwicach kompromitującą porażkę. Po wznowieniu rozgrywek przykro było patrzeć na piłkarzy "Białej Gwiazdy"

4 czerwca 2020 Czy wrócą koszmary z jesieni? Wisła Kraków walczy o ligowy byt
Krzysztof Porębski / PressFocus

Wisła Kraków to drużyna, która przed przerwą w rozgrywkach była jak dobrze naoliwiona maszyna. Praktycznie nic w niej nie szwankowało. Obrona robiła swoje i nawet jak zdarzyły się drobne błędy, to swoimi akcjami i strzelonymi golami tuszowali je piłkarze z formacji ofensywnych. W Gliwicach na boisko wyszła jednak inna Wisła. Ta z najczarniejszych koszmarów. Z koszmarów, które kibicom pod Wawelem śniły się przecież nie tak dawno. Śniły się dziesięć razy z rzędu w każdy jesienny weekend. Po tym, co zobaczyliśmy na stadionie w Gliwicach, niewiele wskazuje na to, że w najbliższych dniach te sny będą przyjemniejsze. Wisła była smutna, bez pomysłu i wiary. Piłkarze popełniali błędy i kopali piłkę jak nie przystoi nawet amatorom.


Udostępnij na Udostępnij na

Pandemia wirusa spadła na piłkarzy Wisły w momencie, kiedy na ich grę patrzyło się z przyjemnością. Grali ładnie dla oka i co najważniejsze – skutecznie. Punktowali w każdym meczu. Zaczęli od zwycięstwa 1:0 z Pogonią Szczecin. Było to 13 grudnia ubiegłego roku. W każdym kolejny meczu albo wygrywali, albo dzielili się punktami z rywalami. Z dna tabeli wygrzebali się sprawnie i nic nie zapowiadało tego, co stało się w Gliwicach. Dwumiesięczna przerwa to czas, w którym nie było możliwości rozgrywania gier kontrolnych i nikt tak naprawdę nie wiedział, czego może się spodziewać. W meczu z Piastem zabrakło Wiśle wszystkiego. Nie było walki, zaangażowania i przede wszystkim nie było gry w piłkę.

Piłkarze Wisły Kraków i Piasta Gliwice do wznowienia rozgrywek pracowali nad formą w sercu Bieszczad. Ustrzyki Dolne, bo tam w cichej lokalizacji mieści się luksusowy hotel Arłamów. Gdy Piast kończył zgrupowanie, do Ustrzyk przyjechała Wisła. Jedni i drudzy warunki do pracy mieli doskonałe. Cisza, spokój. Obie ekipy wyjeżdżały z tego urokliwego miejsca zadowolone z wykonanej pracy. Obie były pełne nadziei, że to, co udało się wypracować na tym krótkim zgrupowaniu, zaprocentuje już w najbliższym meczu ligowym. Weryfikacja przyszła szybko. Tradycyjnie wszystko zweryfikowało zielone boisko. To w Gliwicach.

Wisła Kraków jak z najgorszego snu

Od początku spotkania Wisła nie przypominała drużyny, której od ośmiu spotkań nikt w lidze pokonać nie umiał. Ledwie rozbrzmiał pierwszy gwizdek sędziego, a Buchalik musiał wyciągać piłkę z siatki. Fatalne błędy wiślaków wykorzystał Jorge Felix. Zaraz potem Piast prowadził już 2:0. Piłkę w katastrofalny sposób do tyłu zagrał Żukow i Buchalik po raz drugi musiał iść po nią do własnej bramki. Piast poczuł krew, a piłkarze Wisły nie wiedzieli, co się dzieje. Błąd gonił błąd. Tak co chwilę. Jak nie Basha, to Żukow, jak nie Żukow, to Janicki. Mylili się wszyscy na potęgę. W piłkarzach Wisły Kraków nie było radości. Bezradni tego dnia byli wszyscy. Na drugą połowę nie wyszedł już Basha, ale jego zmiennik Wojtkowski nie był ani grama lepszy. Jakby się wszyscy uwzięli tego dnia. Wisła człapała po boisku i była bezradna.

 

Tak mówił trener Wisły Artur Skowronek zaraz po meczu w Gliwicach. Trudno też było mu odpowiadać na pytania dziennikarzy o przygotowanie fizyczne jego piłkarzy. Kiedy traci się tak szybko bramki, wiele energii i zapału ulatuje z zawodników. Jest spokojny o ten zespół i wierzy, że będzie dobrze. Jarosław Królewski, jeden z właścicieli Wisły, na swoim koncie opublikował emocjonalny wpis. Wyjaśnił, że Wisła w tym meczu po prostu nie była sobą i że na pewno się podniesie. Pogratulował również Piastowi zasłużonego zwycięstwa. Że zwycięstwo było zasłużone, nie ma nawet co z tym dyskutować. To jasne. Że Wisła się podniesie, zapewne też i tak będzie, ale przesłanek do tego na razie nie ma żadnych. Raz, że Wisłę czekają bardzo trudne mecze, a dwa, że sytuacja kadrowa też zrobiła się niewesoła.

Biednej Wiśle Kraków wiatr w oczy

W meczu z Piastem czerwoną kartkę, po wcześniejszych dwóch żółtych, otrzymał Maciej Sadlok. Była to już dziewiąta żółta karta w sezonie tego piłkarza i z Legią go nie zobaczymy. Nie zobaczymy również Vukana Savicevica, który z Piastem obejrzał ósmą żółtą kartkę w sezonie i również przymusowo będzie odpoczywał w pojedynku  z warszawianami. Trzech innych wiślaków w pojedynku z Legią w najbliższą niedzielę też będzie musiało uważać, żeby nie złapać kartonika, bo grozić to będzie pauzą w meczu przeciwko Rakowowi Częstochowa. Zagrożeni absencją piłkarze to: Vullnet Basha, Łukasz Burliga i David Niepsuj.

 

Gdyby mało było kłopotów, to zawsze można dołożyć jeszcze więcej. Biedny wszystko zniesie, tak przynajmniej przyjęło się w życiu. Wisła znosić więc musi. Na wtorkowym treningu chyba już na dobre posypał się Paweł Brożek. Legendarny napastnik „Białej Gwiazdy” doznał złamania kości promieniowej i musi przejść operację. W tym sezonie nie zobaczymy go już na pewno. Raz Wisła go już pożegnała. Teraz chyba będzie musiał być ten drugi i ostatni raz. Kiedy dodamy, że Paweł Brożek to najskuteczniejszy piłkarz Wisły w tym sezonie (18 meczów, 8 bramek), to rysuje się czarny scenariusz na najbliższe mecze, a kalendarz do łatwych nie należy.

W związku z decyzją klubu o rozwiązaniu drużyny rezerw „Białą Gwiazdę” opuści 13 młodych zawodników. Klub poinformował o tym fakcie za pośrednictwem swojej strony internetowej.”Grupa zawodników, występujących dotychczas na szczeblu Centralnej Ligi Juniorów U-18 oraz IV ligi, nie będzie reprezentować już barw Wisły Kraków. Ich przygoda z ‚Białą Gwiazdą’ nie będzie dłużej kontynuowana ze względu na ukończenie najwyższej kategorii wiekowej na szczeblu młodzieżowym” – informuje komunikat klubu. Z drużyny odejdą: Kamil Bentkowski, Michał Cienkosz, Kacper Gzieło, Arkadiusz Kasia, Antoni Klimek, Michał Kot, Maciej Maćkowiak, Dawid Malik, Dawid Płonka, Adrian Soboń, Aleksander Szmigielski, Daniel Wolak, Kacper Wydra. Wszyscy z nich występowali do tej pory w drużynie juniorów U-18 oraz czwartoligowych rezerwach.

Wisła Kraków nadal kibicami stoi

W najbliższa niedzielę do Krakowa przyjedzie Legia. Jeśli piłkarze „Białej Gwiazdy” zagrają podobnie do tego, co pokazali w Gliwicach, to zdobycie punktów z Legią będzie nierealne. Bardziej realna będzie za to powtórka wyniku z pierwszego meczu tych drużyn w Warszawie, kiedy to Legia stłamsiła Wisłę 7:0. 14 czerwca z kolei Wisła uda się w podróż do Gdyni. Walcząca o życie Arka będzie niesamowicie trudna, niebezpieczna, nieprzyjemna i będzie musiała wygrać. Te dwa najbliższe mecze dadzą odpowiedź na kilka pytań. Kwestia przygotowania fizycznego wiślaków stoi obecnie pod dużym znakiem zapytania. Oczywiście w tym momencie odpowiedzi nie zna nikt. Wszystko tradycyjnie zweryfikuje zielona murawa.

Pomimo tej kompromitującej gry w Gliwicach od Wisły nie odwracają się kibice. Oczywiście coś tam burkną pod nosem, rzucą mięsem i wyłączą nawet na chwilę telewizor, ale zawsze wracają. Zawsze są. Z Legią jeszcze nie pomogą z trybun, ale pomagają, jak mogą, finansowo. Na mecz z warszawianami sprzedano już prawie 10 tysięcy wirtualnych biletów. Ciągle trwa emisja akcji, w której suma zebranych pieniążków dobija do 3 milionów złotych. Chętnie wykupywane są też pamiątki oraz gadżety klubowe.

W niedzielę Wisła Kraków musi być inna

Jeśli w meczu Wisły z Legią piłkarze w koszulkach z gwiazdą na piersi nie będą stali choć chwilę obok drużyny, która wcześniej nie przegrywała i zdobywała punkty, to… Jeśli wrócą błędy, które jesienią stały się podbudową fatalnej serii dziesięciu porażek z rzędu, najgorszej w historii klubu, to… Jeśli Gieorgij Żukow i Kamil Wojtkowski dalej będą prezentować rywalom bramki, to… Jeśli Vullnet Basha nadal nie będzie przypominał piłkarza, o którego dopytują greckie kluby, to… Jeśli Rafał Janicki nadal będzie przewracał się o własne nogi, to… Jeśli Michał Buchalik nie opanuje nerwów i zagrywane do niego przez kolegów piłki będzie puszczał pod nogami, to…  Jeśli Kuba Błaszczykowski zostanie bez wsparcia jak w Gliwicach, to… Jeśli do obrony wróci Lukas Klemenz, ale ten z jesienną formą, to… Jeśli tak będzie, to będzie tej Wiśle bardzo trudno. Trudno w tym meczu i w całej reszcie sezonu.

Krzysztof Porębski / PressFocus

Czasem i przegrać przychodzi. I nikt z tym nawet nie dyskutuje. Nie dyskutuje, jeśli widzi walkę, zaangażowanie i determinację. Czyli to wszystko, czego nie było w meczu z Piastem. Wisła Kraków jest w takim momencie swojej historii, że może przegrać z każdym. Z każdym. Ma to być jednak Wisła, która walczy i gryzie murawę od pierwszej do ostatniej minuty meczu. Takiej Wiśle wszyscy podadzą rękę, bo przecież nikt nie wymaga samych zwycięstw. Kibice wymagają jednak ambitnej i nieustępliwej walki. Tyle wystarczy, żeby być godnym podania ręki. W Gliwicach tego nikt nie dostrzegł. Czy ktoś dostrzeże to 7 czerwca w meczu z Legią? Odpowiedź tradycyjnie na tacy wyłoży nam zielone boisko.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze