Piąta kolejka francuskiej najwyższej klasy rozgrywkowej to okazja i jeden z ostatnich dzwonków dla faworytów Ligue 1, by pokazać swoją jakość i nie stracić dystansu już w przedbiegach walki o tytuł. W najbliższy weekend nie ma oczywistych szlagierów, lecz francuskie kluby udowodniły już, iż rywalizacja ligowa jest pełna niespodzianek i zwrotów akcji. Za przykład można powiedzieć, że meczem na szczycie będzie spotkanie Tuluzy z Saint-Etienne, outsiderów zeszłego sezonu.
Już w sobotę wieczór przyjdzie czas dla rewelacji tego sezonu, by pokazać, czy zaprezentowana forma nie była dziełem przypadku. O godzinie 19 aktualny lider Ligue 1, Tuluza, będzie podejmować Saint-Etienne. Gospodarze rozpoczęli w tym roku fantastyczną passę, wygrywając wszystkie dotychczasowe mecze. Oczywiście, nie można zapomnieć, że łaskawy kalendarz dał im za rywali dwóch beniaminków. Jednak zwycięstwo nad Bordeaux, dopiero co zdetronizowanym mistrzem Francji, pokazało, że nie zmarnowali okresu przygotowawczego w tym roku. Naprzeciwko nich stanie drużyna, która w zeszłym sezonie zażarcie biła się o utrzymanie w najwyższej klasie rozgrywkowej. Dziś jednak sytuacja wygląda inaczej. „Zieloni” zajmują piątą pozycję w tabeli i postarają się uszczknąć punkty liderowi, korzystając ze swej dobrej formy. Faworytem wydają się gospodarze. Piłkarze z południa Francji dali do zrozumienia, że Stade de Toulouse to gorący teren.

Kolejna niespodzianka rozpoczętego sezonu, szóste w tabeli Caen, pojedzie do Auxerre sprawdzić formę debiutanta Ligi Mistrzów, a z nią nie jest najlepiej. Dotychczasowe zdobyte trzy punkty w czterech meczach i brak zwycięstwa pokazują, że walka na dwóch frontach będzie wymagającym zadaniem dla polskiego obozu w Ligue 1. Jean Fernandez, trener Auxerre, mówił wprost, że mimo zamkniętego okienka transferowego zamierza poszerzyć kadrę. Co z tego wyniknie? Trudno wierzyć, że w sobotnim meczu wybiegnie na Abbe Deschamps obu Polaków, ale Ireneusz Jeleń ma pewne miejsce w wyjściowej jedenastce. Caen lubi sprawiać niespodzianki w tym sezonie, lecz historia stoi po stronie zespołu z Burgundii. Beniaminek Ligue 1 nie wygrał jeszcze nigdy na tym terenie.
Także o godzinie 19 w Paryżu staną naprzeciwko siebie jakże różne drużyny pod względem ambicji sportowych. Na Parc des Princes PSG podejmie chyba najsłabszą drużynę tego sezonu, Arles-Avignon. Paryżanie niezbyt udanie rozpoczęli sezon, a 13. miejsce zdecydowanie ich nie satysfakcjonuje. W stolicy Francji wciąż marzą o dołączeniu do ścisłej czołówki ligi, by na powrót nastały czasy ich potęgi. Nie chcą kolejnego sezonu, który dosyć szybko wybije im z głowy walkę o czołowe pozycje, pocieszając się jedynie Pucharem Francji. Na ich drodze pojawiła się okazja, by wreszcie wejść na właściwe tory. Drużyna z Awinionu do tej pory nie pokazała niczego nadzwyczajnego w swoich meczach, przegrywając wszystkie. Ich ambicje nie sięgają zbyt wysoko i szykują się na obronę przed spadkiem. Paryżanie nie mogli dostać lepszego przeciwnika na przełamanie. Niestety, będą prawdopodobnie musieli poradzić sobie bez swojego najlepszego napastnika, Guillame Hoarau, który nabawił się kontuzji podczas zgrupowania reprezentacyjnego.











