Niedawno na naszym portalu pojawił się artykuł dotyczący transferu Przemysława Frankowskiego do MLS. Większość uznała, z Jerzym Brzęczkiem na czele, że kierunek, który obrał reprezentant Polski, nie jest dobry dla jego rozwoju. Głównym argumentem za obraną tezą była zmiana strefy czasowej, która mogła wpłynąć niekorzystnie na formę pomocnika na meczach reprezentacji. Mówiono też, że jest to kierunek wyłącznie dla piłkarzy chcących poprawić swój status majątkowy, a nie poziom sportowy. Zawodnik Chicago Fire chce wszystkim udowodnić, że wyjazd za ocean nie musi od razu oznaczać sportowej emerytury.
Były już pomocnik Jagiellonii Białystok otrzymał powołanie na mecze eliminacyjne przeciwko Austrii i Łotwie. Selekcjoner Jerzy Brzęczek mając w pamięci ostatnie zgrupowanie, na którym Frankowski był jednym z wyróżniających się zawodników, postanowił dać szansę 24-letniemu piłkarzowi. O tym, czy wybiegnie w wyjściowej jedenastce w Wiedniu, zadecydują między innymi dwie jednostki treningowe, na których będzie oceniana aktualna forma gracza.
Samo sięgnięcie po zawodnika zza oceanu uświadamia natomiast innym piłkarzom, że wyjazd poza Europę nie zamyka wcale drzwi do reprezentacji. Jeśli grasz regularnie, prezentujesz solidny poziom, otrzymasz powołanie. Przykład Frankowskiego jest nowy, ale niejedyny. Przyjrzyjmy się zatem zawodnikom z Europy, którzy zdecydowali się poprowadzić swoje kariery, opuszczając najstarszy kontynent na świecie.
American Beauty
W Ameryce Północnej występowało wiele gwiazd światowego formatu. W New York Cosmos przewinęli się tacy gracze jak Giorgio Chinaglia, Franz Beckenbauer, Johan Neeskens czy Raul Gonzalez. Grali tam głównie dla sławy i pieniędzy, chociaż Chinaglia zarzekał się, że interesują go przede wszystkim trofea i sukcesy sportowe. Okazję do dzielenia szatni między innymi z Włochem miał Stanisław Terlecki, który po słynnej już „aferze na Okęciu” wyemigrował właśnie do tego zespołu, jednak bez większego powodzenia.
Jeżeli jesteśmy już przy polskich zawodnikach, największą karierę w Stanach Zjednoczonych zrobił Piotr Nowak. W ciągu czterech lat gry dla Chicago Fire zdobył mistrzostwo oraz dwukrotnie krajowy puchar. Serwis amerykański Yahoo umieścił byłego trenera Lechii Gdańsk w rankingu najlepszych piłkarzy w historii MLS na szesnastej lokacie. W „Czerwonej Maszynie” z powodzeniem grali również Jerzy Podbrożny i Roman Kosecki. Nieco gorzej szło Krzysztofowi Królowi czy Tomaszowi Frankowskiemu, którzy w Ameryce nie mogli się przebić i wielkiej kariery nie zrobili.
Lepiej w Columbus Crew poradził sobie Robert Warzycha, który ma najwięcej rozegranych spotkań w MLS spośród Polaków. Swojego szczęścia z różnym skutkiem szukali tacy piłkarze jak Damien Perquis, Andrzej Juskowiak, Wojciech Krakowiak czy Konrad Warzycha. Jednak żaden z wymienionych graczy w trakcie występów w lidze amerykańskiej nie grał już w kadrze narodowej.
Jeżeli spojrzymy na obcokrajowców w MLS w XXI wieku, na pierwszy plan wychodzi David Beckham. Anglik niespodziewanie w 2007 roku dołączył do Los Angeles Galaxy i z przerwami grał tam do 2012 roku. Głównie był to ruch przede wszystkim marketingowy, jednak i sportowo się ten transfer obronił. Razem z zespołem w latach 2010–2012 pomocnik zdobył trzy razy z rzędu mistrzostwo MLS. Podczas gry za oceanem nadal dostawał powołania do reprezentacji, występując w niej do 2009 roku.











