Ante Simundza uczynił Śląsk znowu wielkim
Po słabym początku rundy wiosennej wydawało się, że kadencja Ante Simundzy w Śląsk Wrocław dobiega końca. Wyniki przez długi czas nie spełniały oczekiwań, a presja wokół klubu stale rosła. W mediach społecznościowych coraz częściej pojawiały się głosy domagające się zmiany trenera, szczególnie po meczu z Miedzią Legnica. Ostatecznie władze Śląska postanowiły jednak zaufać Simundzy i dać mu czas na wyjście z kryzysu. Na efekty nie trzeba było długo czekać, bo już tydzień później Śląsk wygrał i rozpoczął swoją imponującą serię bez porażki.
Kluczowa okazała się również zmiana podejścia samego szkoleniowca. Nowe ustawienie i większe skupienie na organizacji gry defensywnej sprawdziły się bardzo dobrze. Obrońcy Śląska zaczęli prezentować znacznie wyższy poziom niż jeszcze pod koniec 2025 roku, a cały zespół wyglądał zdecydowanie pewniej. System z wahadłami okazał się strzałem w dziesiątkę i przyniósł dużo więcej korzyści niż gra oparta na klasycznych skrzydłowych. Krzysztof Kurowski, Michał Rosiak i Marc Llinares w wielu spotkaniach należeli do najważniejszych zawodników drużyny i wszyscy mają za sobą bardzo udaną rundę.
Ante Simundza rozwiązał największe problemy zespołu i sprawił, że Śląsk stał się drużyną znacznie lepszą, niż był jeszcze kilka miesięcy temu. Zadanie, które przed nim postawiono, z pewnością nie należało do łatwych. Powrót do PKO BP Ekstraklasy już rok po spadku udaje się naprawdę rzadko, a w XXI wieku Śląsk został dopiero szóstym klubem, któremu udała się taka sztuka. Trener Simundza wypracował sobie ogromny szacunek we Wrocławiu, a jego kadencja, choć jeszcze niedawno niepewna, dziś nabiera zupełnie nowego kształtu.

Nieoczywiści, którzy bardzo pomogli
W kontekście Śląska Wrocław najwięcej mówi się przede wszystkim o piłkarzach, którzy dali drużynie najwięcej w tym sezonie. Kapitan Piotr Samiec-Talar najprawdopodobniej zostanie wybrany najlepszym zawodnikiem zespołu i trudno się temu dziwić. Jego liczby oraz wpływ na grę Śląska były ogromne. Awans do PKO BP Ekstraklasy nie jest jednak sukcesem pojedynczych zawodników, a całego zespołu. Dużą rolę odegrali także piłkarze, o których mówi się zdecydowanie mniej, choć bez nich Śląsk mógłby nie osiągnąć swojego celu.
Na szczególne wyróżnienie zasługuje Krzysztof Kurowski, który regularnie zaczął występować dopiero w rundzie wiosennej. Od początku roku utrzymuje bardzo wysoką formę i obecnie stanowi jeden z najważniejszych elementów drużyny. W wielu spotkaniach dawał zespołowi spokój, jakość oraz dużą intensywność, a jego rozwój w ostatnich miesiącach był naprawdę imponujący. Jeszcze kilka miesięcy temu trudno było przewidzieć, że stanie się aż tak istotnym zawodnikiem w układance trenera Ante Simundzy.
Z dobrej strony pokazał się również Luka Marjanac. Po przeciętnej rundzie jesiennej wielu kibiców miało wobec niego spore wątpliwości, jednak wiosną wyraźnie podniósł swój poziom. Bardzo szybko wywalczył miejsce w podstawowym składzie i potrafił dawać drużynie konkretne argumenty w ofensywie. Miewał spotkania wręcz znakomite, jak chociażby mecz z Polonią Warszawa, ale przede wszystkim przez większość rundy prezentował równą i solidną formę.
Największym wygranym tej rundy wydaje się być jednak Yegor Matsenko. Ukrainiec przeżywał w tym sezonie bardzo trudne chwile i w pewnym momencie wydawało się niemal przesądzone, że opuści klub. Ostatecznie został we Wrocławiu, a z czasem wyrósł na bardzo ważny element defensywy Śląska. Z meczu na mecz wyglądał coraz pewniej i dziś trudno wyobrazić sobie tę drużynę bez niego. Wiele wskazuje na to, że Matsenko nadal będzie odgrywał istotną rolę już na poziomie PKO BP Ekstraklasy.
WKS od dawna uchodzi za klub mocno uzależniony od miejskich pieniędzy i wielu kibiców właśnie w tym upatruje przyczyn sportowego regresu z ostatnich lat. Dziś, po wywalczonym awansie, takich głosów słychać zdecydowanie mniej, ponieważ uwagę skupiają przede wszystkim sukces drużyny oraz praca wykonana przez piłkarzy i sztab szkoleniowy. W dłuższej perspektywie Śląsk będzie jednak musiał znaleźć stabilniejszy model rozwoju i stopniowo uniezależniać się od miejskich spółek. Powrót do PKO BP Ekstraklasy może być dla Wrocławia ogromną szansą, ale bez odpowiedniego zarządzania klub ponownie może znaleźć się w sytuacji, która jeszcze rok temu zakończyła się spadkiem.