Śląsk wraca do ekstraklasy. Wrocław znów ma swój klub w elicie


Po trudnej jesieni i falstarcie na wiosnę Śląsk Wrocław zdołał odwrócić losy sezonu i po roku przerwy wrócił do PKO BP Ekstraklasy

18 maja 2026 Śląsk wraca do ekstraklasy. Wrocław znów ma swój klub w elicie

Śląsk Wrocław jeszcze zimą wydawał się być daleko od bezpośredniego awansu do PKO BP Ekstraklasy. Drużyna miała problemy z wynikami, wokół klubu panował chaos organizacyjny, a wielu kibiców zaczynało tracić wiarę w szybki powrót do elity. Wiosną wszystko jednak całkowicie się zmieniło. WKS nie tylko odzyskał formę, ale stał się najlepszą drużyną rundy i po roku przerwy ponownie zameldował się w Ekstraklasie.


Udostępnij na Udostępnij na

Śląsk rozkwitł na wiosnę

Śląsk Wrocław od początku sezonu uchodził za jednego z głównych faworytów do awansu. Klub dysponował dużymi możliwościami finansowymi i sportowymi, które wyraźnie przewyższały potencjał większości zespołów z pierwszej ligi. Mimo to jesień we Wrocławiu trudno uznać za udaną, ponieważ Śląsk zakończył 2025 rok dopiero na 7. miejscu w tabeli. Taki wynik z pewnością nie odpowiadał ambicjom klubu i coraz częściej pojawiały się głosy, że pobyt na zapleczu ekstraklasy może potrwać dłużej, niż początkowo zakładano. Początek rundy wiosennej również nie dawał powodów do optymizmu. Śląsk zdobył zaledwie punkt w dwóch pierwszych meczach. Remis w Chorzowie z Ruchem oraz porażka z Miedzią Legnica tylko pogłębiły wątpliwości wokół walki o awans.

Przełom przyszedł jednak w meczu z Odrą Opole. Wrocławianie wygrali 3:0, a od tamtego momentu ich forma wyraźnie poszła w górę. Od 22 lutego drużyna Ante Šimundžy zanotowała serię 12 spotkań bez porażki, zdobywając w tym czasie aż 30 punktów. Dzięki temu Śląsk szybko wrócił do walki o bezpośredni awans. Pomogli też rywale, którzy regularnie tracili punkty. Pod koniec sezonu jedynie Wieczysta Kraków potrafiła utrzymać tempo narzucone przez Wrocławian. Śląsk wykorzystał swoją szansę i w 33. kolejce pokonał Polonię Bytom 3:1, zapewniając sobie awans do PKO BP Ekstraklasy.

Runda wiosenna w wykonaniu Śląska zrobiła ogromne wrażenie. Zespół nie tylko odrobił straty do czołówki, ale także wywalczył awans jeszcze przed ostatnią serią gier, choć kilka miesięcy wcześniej taki scenariusz wydawał się mało realny. Dużą rolę odegrały zimowe zmiany w klubie, które wywołały we Wrocławiu niemałe poruszenie. Ostatecznie ryzykowne decyzje przyniosły jednak oczekiwany efekt.

Kluczowe zmiany w Śląsku, które dały awans

Zima we Wrocławiu była sroga i nie chodzi tylko o warunki pogodowe. Na początku roku w klubie doszło do dużych zmian na kluczowych stanowiskach. Funkcję prezesa przestał pełnić Michał Mazur, a jego miejsce zajął Remigiusz Jezierski. Ze stanowiskiem pożegnał się również dyrektor sportowy Dariusz Sztylka, którego zastąpił Rafał Grodzicki. Mimo dużych zmian w zarządzie klubu w samej kadrze Wrocławian nie doszło do rewolucji, choć kilku ważnych odejść nie zabrakło.

Z klubu odszedł kapitan Serafin Szota, który był istotnym elementem zespołu Ante Šimundžy. Pożegnano również Jakuba Jezierskiego, który przeniósł się do SK Sigmy Ołomuniec, oraz Besara Halimiego, z którym rozwiązano kontrakt. Sam Śląsk Wrocław nie pozostawał jednak bierny na rynku transferowym i przeprowadził trzy ważne transfery. Do klubu na zasadzie transferu definitywnego trafili Michał Mokrzycki z ŁKS Łódź oraz Lamine Ba z chorwackiego NK Varaždin. Wypożyczono także Timoteja Jambora z FC Rapidu Bukareszt, który wcześniej współpracował już z trenerem Šimundžą.

Transfery Mokrzyckiego i Ba szybko okazały się kluczowe dla drużyny. Śląsk wyraźnie zyskał na jakości, co najlepiej pokazały wyniki osiągane w rundzie wiosennej. Duże znaczenie miała również zmiana ustawienia, która wniosła do zespołu potrzebny powiew świeżości. Drużyna odzyskała pewność siebie i w końcu zaczęła grać na miarę swojego potencjału, dzięki czemu we Wrocławiu mogą teraz świętować awans. WKS poradził sobie z wieloma problemami dzięki zmianom oraz nowemu spojrzeniu na funkcjonowanie klubu. Jednak jedna kluczowa osoba pozostała na swoim miejscu — trener pierwszego zespołu.

Ante Šimundža uczynił Śląsk znowu wielkim

Po słabym początku rundy wiosennej wydawało się, że kadencja Ante Šimundžy w Śląsk Wrocław dobiega końca. Wyniki przez długi czas nie spełniały oczekiwań, a presja wokół klubu stale rosła. W mediach społecznościowych coraz częściej pojawiały się głosy domagające się zmiany trenera, szczególnie po meczu z Miedź Legnica. Ostatecznie władze Śląska postanowiły jednak zaufać Šimundžy i dać mu czas na wyjście z kryzysu. Na efekty nie trzeba było długo czekać, bo już tydzień później Śląsk wygrał i rozpoczął swoją imponującą serię bez porażki.

Kluczowa okazała się również zmiana podejścia samego szkoleniowca. Nowe ustawienie i większe skupienie na organizacji gry defensywnej sprawdziły się bardzo dobrze. Obrońcy Śląska zaczęli prezentować znacznie wyższy poziom niż jeszcze pod koniec 2025 roku, a cały zespół wyglądał zdecydowanie pewniej. System z wahadłami okazał się strzałem w dziesiątkę i przyniósł dużo więcej korzyści niż gra oparta na klasycznych skrzydłowych. Krzysztof Kurowski, Michał Rosiak i Marc Llinares w wielu spotkaniach należeli do najważniejszych zawodników drużyny i wszyscy mają za sobą bardzo udaną rundę.

Ante Šimundža rozwiązał największe problemy zespołu i sprawił, że Śląsk stał się drużyną znacznie lepszą niż był jeszcze kilka miesięcy temu. Zadanie, które przed nim postawiono, z pewnością nie należało do łatwych. Powrót do ekstraklasy już rok po spadku udaje się naprawdę rzadko, a w XXI wieku Śląsk został dopiero szóstym klubem, któremu udała się taka sztuka. Trener Šimundža wypracował sobie ogromny szacunek we Wrocławiu, a jego kadencja, choć jeszcze niedawno niepewna, dziś nabiera zupełnie nowego kształtu.

Nieoczywiści, którzy bardzo pomogli

W kontekście Śląska Wrocław najwięcej mówi się przede wszystkim o piłkarzach, którzy dali drużynie najwięcej w tym sezonie. Kapitan Piotr Samiec-Talar najprawdopodobniej zostanie wybrany najlepszym zawodnikiem zespołu i trudno się temu dziwić. Jego liczby oraz wpływ na grę Śląska były ogromne. Awans do ekstraklasy nie jest jednak sukcesem pojedynczych zawodników, a całego zespołu. Dużą rolę odegrali także piłkarze, o których mówi się zdecydowanie mniej, choć bez nich Śląsk mógłby nie osiągnąć swojego celu.

Na szczególne wyróżnienie zasługuje Krzysztof Kurowski, który regularnie zaczął występować dopiero w rundzie wiosennej. Od początku roku utrzymuje bardzo wysoką formę i obecnie stanowi jeden z najważniejszych elementów drużyny. W wielu spotkaniach dawał zespołowi spokój, jakość oraz dużą intensywność, a jego rozwój w ostatnich miesiącach był naprawdę imponujący. Jeszcze kilka miesięcy temu trudno było przewidzieć, że stanie się aż tak istotnym zawodnikiem w układance trenera Ante Šimundžy.

Z dobrej strony pokazał się również Luka Marjanac. Po przeciętnej rundzie jesiennej wielu kibiców miało wobec niego spore wątpliwości, jednak wiosną wyraźnie podniósł swój poziom. Bardzo szybko wywalczył miejsce w podstawowym składzie i potrafił dawać drużynie konkretne argumenty w ofensywie. Miewał spotkania wręcz znakomite, jak chociażby mecz z Polonią Warszawa, ale przede wszystkim przez większość rundy prezentował równą i solidną formę.

Największym wygranym tej rundy wydaje się być jednak Yegor Matsenko. Ukrainiec przeżywał w tym sezonie bardzo trudne chwile i w pewnym momencie wydawało się niemal przesądzone, że opuści klub. Ostatecznie został we Wrocławiu, a z czasem wyrósł na bardzo ważny element defensywy Śląska. Z meczu na mecz wyglądał coraz pewniej i dziś trudno wyobrazić sobie tę drużynę bez niego. Wiele wskazuje na to, że Matsenko nadal będzie odgrywał istotną rolę już na poziomie PKO BP Ekstraklasy.

Jaka będzie przyszłość Śląska w ekstraklasie?

Śląsk Wrocław wraca do ekstraklasy już po roku przerwy i z pewnością wie, czego może się spodziewać na najwyższym poziomie rozgrywkowym. Sama liga od czasu spadku Śląska nie zmieniła się diametralnie, dlatego klub powinien być dobrze przygotowany do realiów Ekstraklasy. Mimo to we Wrocławiu potrzebne będą kolejne wzmocnienia, szczególnie po to, aby poszerzyć kadrę i zwiększyć rywalizację w zespole. Obecna jakość piłkarska drużyny wydaje się solidna, dlatego trudno spodziewać się wielkiej rewolucji kadrowej. Bardziej prawdopodobne są punktowe transfery mające podnieść poziom zespołu oraz dać trenerowi większe możliwości rotacji.

Znacznie ważniejszą kwestią pozostaje jednak ewentualna prywatyzacja klubu, o której mówi się we Wrocławiu od wielu lat. Bez niej Śląsk może mieć problem z pełnym wykorzystaniem swojego potencjału. Miasto regularnie wspiera klub finansowo poprzez miejskie dotacje, jednak w dłuższej perspektywie taki model funkcjonowania wydaje się niewystarczający. Tym bardziej że część wydawanych środków w poprzednich latach nie przynosiła oczekiwanych efektów sportowych, co tylko pogłębiało problemy organizacyjne oraz finansowe.

WKS od dawna uchodzi za klub mocno uzależniony od miejskich pieniędzy i wielu kibiców właśnie w tym upatruje przyczyn sportowego regresu z ostatnich lat. Dziś, po wywalczonym awansie, takich głosów słychać zdecydowanie mniej, ponieważ uwagę skupiają przede wszystkim sukces drużyny oraz praca wykonana przez piłkarzy i sztab szkoleniowy. W dłuższej perspektywie Śląsk będzie jednak musiał znaleźć stabilniejszy model rozwoju i stopniowo uniezależniać się od miejskich spółek. Powrót do Ekstraklasy może być dla Wrocławia ogromną szansą, ale bez odpowiedniego zarządzania klub ponownie może znaleźć się w sytuacji, która jeszcze rok temu zakończyła się spadkiem.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze