Bruk-Bet Termalica swój spadek przypieczętowała na ostatnim wyjeździe przeciwko GKS-owi Katowice w spotkaniu przegranym aż 5:1. W ostatnią niedzielę „Słonie” podejmowały drużynę Marka Papszuna w domowym spotkaniu na stadionie sportowym Bruk-Betu. Po ciężkiej połowie gospodarze schodzili do szatni przy wyniku 0:1. Na drugą połowę zawodnicy weszli już w dużo lepszej dyspozycji, jednak pomimo dominacji, brakowało im skuteczności w wykończeniu akcji, a spotkanie zakończyło się wynikiem ustalonym już w pierwszej części gry.
Przebieg sezonu
Dla kibiców z Niecieczy spadek jest bolesny, choć poniekąd przewidywalny. Pomimo wybitnego wejścia w sezon, kiedy to rozgromili Jagiellonię na wyjeździe aż 4:0, wydawałoby się, że w tym sezonie Termalica może być czarnym koniem ligi. Po dwóch przeciętnych spotkaniach ponownie udało im się zwyciężyć – tym razem wyszarpując zwycięstwo z rąk Górnika Zabrze na stadionie im. Ernesta Pohla.
Po pierwszych kolejkach kibice mogli mieć wrażenie, że w tym sezonie ich zespół powalczy o coś więcej niż tylko utrzymanie. Optymizm nie trwał jednak zbyt długo, kiedy to fala porażek i remisów szybko ostudziła pozytywne nastroje kibiców. Do przerwy zimowej rzeczywistość nie była kolorowa. Zespół uplasował się na 17. lokacie w strefie spadkowej, a klub musiał działać w zimowym okienku w celu zapobieżenia spadkowi.
W zimę do klubu z Niecieczy za kwotę szacowaną na około 100 tysięcy euro dołączył środkowy napastnik Ivan Durdov. Chorwat przyszedł do Polski ze słoweńskiego NK Olimpija, w którym przed obecnym sezonem w 16 spotkaniach strzelił siedem goli. Zawodnik miał wzmocnić ofensywę drużyny i być bezpośrednim wsparciem Kamila Zapolnika, który w tym sezonie jest kluczowym ogniwem zespołu.
Według stanu na 32. kolejkę PKO BP Ekstraklasy Chorwat w 14 ligowych spotkaniach zdobył dwie bramki i zaliczył asystę, co może nie do końca satysfakcjonować kibiców oraz działaczy. Do klubu dołączył również środkowy obrońca oraz młodzieżowy reprezentant Polski U-21 Miłosz Matysik, sprowadzony z cypryjskiego Arisu Limassol. Przy braku innych wzmocnień, zespół dalej znajdował się w kryzysie.
***
Powrót na boisko po zimowej przerwie okazał się rozczarowujący. Zespół własności Krzysztofa Witkowskiego nie wygrał aż ośmiu spotkań z rzędu, co w kibicach budziło jeszcze większą frustrację, a widmo spadku stawało się coraz bardziej przejrzyste. Po wygranym meczu domowym z Piastem Gliwice pojawił się promyk nadziei, który szybko zgasiło wyjazdowe starcie w Łodzi. Widzew, również walczący o utrzymanie, wykorzystał czerwoną kartkę Arkadiusza Kasperkiewicza i w ostatnich minutach meczu strzelił zwycięską bramkę na 1:0. W tamtym momencie spadek został praktycznie przesądzony.












