Cezary Wilk: Chcę jak najdalej odejść od „piłkarskiego pudelka” [WYWIAD]


Czy awans do Ligi Mistrzów był możliwy? Jak będzie wyglądał kanał na YouTube? – m.in. o tym opowiedział Cezary Wilk

29 marca 2021 Cezary Wilk: Chcę jak najdalej odejść od „piłkarskiego pudelka” [WYWIAD]

Grając w Wiśle Kraków, był o krok od Ligi Mistrzów. Jego gola z rewanżowego meczu z APOEL-em wielu kibiców „Białej Gwiazdy” wspomina do dziś. Cezary Wilk jako jeden z nielicznych trafił z ekstraklasy do Hiszpanii. Z legendarnym Deportivo La Coruna grał w LaLiga i świętował na Camp Nou. Po trzecim w ciągu dwóch lat zerwaniu więzadeł stawu kolanowego postanowił zawiesić buty na kołku. Dzisiaj jest triathlonistą i youtuberem. Jego kanał „Wilka piłka” przyciąga coraz więcej widzów.


Udostępnij na Udostępnij na

Na początek chciałbym Cię zapytać, kiedy masz zamiar wystartować w następnych zawodach triathlonowych?

Teoretycznie 12–13 lipca w szwajcarskim Thun. Zawody pod egidą IronMana. Jednak to, czy się odbędą, to jedna wielka niewiadoma. Wszystkie zawody, jakie miały się odbyć w maju i czerwcu, zostały przełożone. Nawet te przełożone z poprzedniego roku zostały odwołane. Czekamy, zobaczymy, co się będzie działo.

W ciągu dwóch lat trzykrotnie zerwałeś więzadła w kolanie. Czy te kontuzje nie przeszkadzają Ci w uprawianiu sportu po zakończeniu kariery?

Obciążenia na staw kolanowy w triathlonie są zupełnie inne niż w piłce nożnej. Staw najbardziej wytężony jest przy startach, zwrotach, kiedy pracuje w różnych płaszczyznach, ekstremalnych dla stawu kolanowego. Natomiast w bieganiu, pływaniu czy jeździe rowerem to kolano nigdzie nie ucieka na boki. Jest to bardzo bezpieczne. Gdybym teraz chciał wyskoczyć na boisko piłkarskie i nawet rekreacyjnie pokopać, mogłoby to się źle skończyć. Nie miałbym pewności, że staw wytrzyma wszystkie te obciążenia.

Przejdźmy do piłki. Wisła Kraków to była drużyna o największej jakości piłkarskiej, w jakiej grałeś?

Myślę, że pod względem kadry najlepsze było Deportivo w sezonie, gdy byliśmy w Primera Division. W tamtym czasie dysproporcja pomiędzy Segunda a Primera była wielka. Wtedy drużyna jakościowo była najlepsza, w jakiej byłem, choć nie do końca przekładało się to na grę zespołu. Jeżeli spojrzymy na drużynę jako na całość, to Wisła szczególnie za Roberta Maaskanta, jak i ta Kazimierza Moskala, mogła mieć największą jakość.

Przechodząc z Korony Kielce do Wisły Kraków, byłeś już jednym z wyróżniających się piłkarzy na swojej pozycji. Kwota transferu okazała się jednak wyjątkowo niska. Czy wiesz, dlaczego Wisła zapłaciła tak mało?

To był okres kiedy wybuchła afera korupcyjna. Kluby zaczęły przyjmować kary z pokorą i Koronie przyszło zagrać sezon na zapleczu ekstraklasy. To był moment, kiedy przedłużyłem kontrakt z klubem z Kielc, który zawierał kwotę odstępnego. Jeżeli dobrze pamiętam, opiewała ona na 600 tysięcy złotych. Po awansie do elity i pierwszym sezonie w ekstraklasie zgłosiła się Wisła i tę kwotę wpłaciła. Czy to było dużo, czy mało? Trudno mi stwierdzić.

Śledzisz aktualne wyniki zarówno Wisły, jak i innych polskich klubów?

Staram się być na bieżąco z ekstraklasą. Na pewno nie do tego stopnia jak z ligą hiszpańską, w której praktycznie wszystkie mecze w kolejce staram się obejrzeć. W polskich rozgrywkach są to pojedyncze spotkania raz na jakiś czas i kontrola aktualnego stanu tabeli. Zawsze jest jednak tak, że z chęcią śledzisz kluby, w których byłeś. Jest to jakaś cząstka ciebie. Tak samo jest z Wisłą Kraków.

Nawiążę jeszcze do drużyny Maaskanta. Jak myślisz, czy ta Wisła byłaby w stanie obecnie zdobyć mistrzostwo Polski?

Strasznie trudne są takie pytania. Nie sposób odnieść futbolu sprzed prawie 10 lat do obecnego. Wydaje mi się, że jakość w tym zespole była. Nawet ci obcokrajowcy, których mieliśmy na tamte czasy dużo, byli – delikatnie mówiąc – na lepszym poziomie techniczno-taktycznym niż obecni. Wisła była pierwszym zespołem, który poszedł w tę stronę. Zdarzały się mecze, w których tylko jeden Polak był w wyjściowej jedenastce. Nie jestem w tej kwestii obiektywny, ale wydaje mi się, że oni wszyscy bronili się swoją jakością. To była mocna ekipa. Natomiast jak ona wyglądałaby w dzisiejszych realiach? Trudno stwierdzić. Legia dzisiaj też wygląda obiecująco, ale weryfikacją zawsze są puchary. Nas też sprowadziły one na ziemię. Liga Mistrzów okazała się zbyt wysoko zawieszoną poprzeczką. Pozostawała nam gra w Lidze Europy, ale patrząc na poczynania dzisiejszych klubów, to była jakimś osiągnięciem. Mimo wszystko unikałbym takich porównań. To jest wróżenie z fusów.

Wspominając ten bliski awans do Ligi Mistrzów… Bramka z APOEL-em to najładniejsza, jaką strzeliłeś?

Umówmy się, nie było ich wiele (śmiech). Policzylibyśmy je na palcach obu rąk. Na pewno najbardziej niespodziewana. Strzał sytuacyjny nawet z niedużą wiarą, że się zakończy golem. Zaskoczeni byli wszyscy, łącznie ze mną i bramkarzem, więc to taka duża niespodzianka. Chyba najbardziej wartościowy to był gol, a mógł być jeszcze bardziej, gdyby się wtedy udało utrzymać wynik w końcówce.

Patrząc z perspektywy czasu, APOEL był do przejścia? Czego zabrakło, żeby ten mecz w Nikozji zakończył się pomyślnie?

Każda drużyna jest do przejścia. Oczywiście APOEL się bardzo dobrze prezentował. Grał dobrą piłkę, zdecydowanie lepszą od nas, szczególnie w tym meczu rewanżowym. Cypryjczycy awansowali zasłużenie. Szczególnie w Nikozji nas zdominowali, zdemolowali i nawet ten gol dla nas nie wynikał z jakiegoś mocnego, frontalnego ataku. Indywidualna sytuacja. Ivica Iljew fajnie się zachował, wykorzystał swoje wielkie umiejętności. Ja natomiast wszedłem, wykorzystałem element zaskoczenia czy przypadku, do tego trochę szczęścia i umiejętności. To nie wynikało z naszej dobrej ofensywnej gry. Jak dobrą drużyną był wtedy APOEL, niech świadczy fakt, że w tej edycji Ligi Mistrzów dotarł do ćwierćfinału, w którym odpadł z Realem Madryt. To była naprawdę dobra drużyna.

Rozwiązałeś kontrakt z Wisłą i przeniosłeś się do Hiszpanii. Jaka była Twoja pierwsza myśl na ofertę z Deportivo La Coruna, które nie jest nawet dla przeciętnego widza anonimowym klubem?

Po odejściu z Korony razem z moim menedżerem, Jarkiem Kołakowskim, planowaliśmy, że następnym krokiem będzie transfer za granicę. To był mój cel od samego początku i doskonale wiedzieliśmy, że musimy do tego doprowadzić. Gdyby wtedy ktoś mi powiedział, że kierunkiem będzie Hiszpania, na pewno bym się zdziwił i pukał w czoło, że to absolutnie nie jest miejsce dla zawodnika mojego pokroju. Później w perspektywie dwóch, trzech sezonów pojawiły się zapytania z kierunku portugalskiego. Z czasem stawał się on coraz bardziej realny. Konkretna oferta z Deportivo pojawiła się 2–3 tygodnie przed samym transferem. Przede wszystkim zdziwienie, ale i wielka radość, że będzie okazja zagrać w takim klubie, w takiej lidze, w takim kraju i posmakować piłki zupełnie innej niż u nas.

Zagrałeś zarówno w Segunda, jak i w Primera Division. Jest jakiś zawodnik, który zapadł Ci w pamięć, że to był Pan Piłkarz przez duże P?

Miałem okazję być w Deportivo z Manuelem Pablo. W La Corunii to postać legenda. Pamiętam jego boje z wielkim Milanem tutaj na Riazor. Absolutnie genialny zawodnik bazujący głównie na przygotowaniu motorycznym. Do tego dokładał technikę, chociaż nie była ona „hiszpańska”. Ofensywnie grający obrońca bazujący na motoryce i odpowiednim ustawieniu. Zdawał sobie sprawę ze swoich walorów i umiał to świetnie wykorzystać. Do tego to bardzo ciepła, sympatyczna postać przywiązana do barw klubowych. Na pewno zapamiętam go na długo. Jest Jeszcze jeden zawodnik. Nie miałem okazji z nim zagrać. Jest to osoba niezwykle związana z La Corunią. Mam tu na myśli Juana Carlosa Valerona. Nawet kiedy nie było go już w Deportivo, zjawiał się w szatni. Miałem okazję grać przeciwko niemu i rzeczywiście jego swoboda gry, kultura, naturalna technika i wizja rozegrania akcji to było coś wyjątkowego.

Będąc w temacie LaLiga, nie mogę nie zapytać, kto zostanie mistrzem?

Cały czas twierdzę, że Atletico. Mówiłem tak pięć, sześć czy dziesięć kolejek temu i nadal to podtrzymuję. Mimo że w czołówce robi się coraz ciaśniej i Barcelona oraz Real grają od Atletico lepiej, co trzeba sobie otwarcie powiedzieć. Natomiast Atletico ma tę umiejętność wygrywania spotkań, nie grając dobrego futbolu, a nawet prezentując futbol brzydki, nieatrakcyjny, ale przede wszystkim skuteczny. To jest coś, co Simeone potrafi niesamowicie wykrzesać ze swoich zawodników. Dlatego myślę, że Atletico nie wypuści już tytułu z rąk. Wszyscy zachwycają się obecną Barceloną, a w perspektywie całego sezonu jest on jednym z gorszych zarówno dla Barcelony, jak i Realu. Dziwne byłoby, gdyby drużyny niegrające na początku na miarę swoich możliwości sięgnęły po mistrzostwo. Wierzę w Atletico. Czuję sympatię do Diego Simeone i gdzieś tam podskórnie mu kibicuję.

Wiele osób mówi o kryzysie LaLiga. Czy te opinie nie są Twoim zdaniem na wyrost?

Staram się regularnie zerkać na mecze Premier League. Ta liga jest dla Primera Division nie do doścignięcia. Tempo spotkań jest tam jeszcze szczebel wyżej. Może nie ma tam tej techniki do podziwiania, ale po prostu nie ma na to czasu. Gdyby przenieść zawodnika z LaLiga jeden do jednego do Premier League, to zanim by się rozejrzał, pomyślał, gdzie zagrać, to tam byłyby już trzy akcje w jedną i w drugą stronę. Problemem LaLiga jest duża różnica między czołówką a dołem tabeli. Jest wielka trójka, potem za nią wiecznie czwarta Sevilla, później mamy ekipę pościgową: Betis, Sociedad, Valencia, no i dół: Elche, Eibar czy Getafe. Bezpośrednia gra tych ostatnich przestała się komukolwiek podobać. Różnica jest tak duża, że grając z drużynami walczącymi o utrzymanie, nie musisz grać na 100%. Przez to się nie rozwijasz. W Premier League idziesz na maksa z każdym z 19 przeciwników.

Na Twoim kanale ukazała się ostatnio analiza powołań Luisa Enrique. Czy ta grupa mocno się zmieni do czerwca, kiedy to Hiszpanie zagrają z nami na Euro?

Może się drastycznie zmienić. Bardzo cenię Luisa Enrique za jego niezależność. To trener wybierający piłkarzy o wysokiej formie w danym momencie. Jeżeli do formy wróci Jesus Navas, to pojedzie, jeżeli Dani Carvajal wyzdrowieje, też zapewne znajdzie się w kadrze. Można tak wymieniać i wymieniać, bo kandydatów do gry Hiszpanie mają mnóstwo. MARCA opublikowała jedenastkę niepowołanych i wiele reprezentacji chciałoby mieć w wyjściowym składzie takich piłkarzy, jakich Luis Enrique pominął. Nie wszyscy z obecnie powołanych utrzymają też formę do czerwca. Sporo zmian zapewne jeszcze będzie.

Wybierasz się do Bilbao obejrzeć ten mecz?

Zobaczymy. Od mojego miejsca zamieszkania mam do Bilbao całkiem blisko. Jeżeli pewien osobnik, którego nazwa przewija się cały czas, a nie chcę jej wymieniać, pozwoli, to chciałbym zobaczyć to od środka.

Obserwujesz polskich i hiszpańskich piłkarzy, czego się więc spodziewasz po meczu z „La Furia Roja”?

Patrząc merytorycznie, na dziesięć meczów z Hiszpanami osiem przegramy, raz zremisujemy i raz przy furze szczęścia uda nam się wygrać. Nie powiem tu nic odkrywczego. Mamy jakościowo słabszych piłkarzy. Nawet odwołując się do tej jedenastki dziennika MARCA, wszyscy ci piłkarze, no może poza dwiema, trzema pozycjami, od razu wskoczyliby u nas do wyjściowego składu. To mówi samo za siebie. Z drugiej strony to jest futbol. Jak mówią Hiszpanie „futbol es asi”, czyli taki jest futbol. To pozostawia w nas nutkę nadziei.

Mając tak szerokie pole manewru co do wyboru składu, Luis Enrique powinien dotrzeć na Euro co najmniej do finału?

Chyba sami Hiszpanie tak wysoko nie oceniają swojej reprezentacji. Ludzie mają tutaj wielki respekt do drużyny, która zdominowała rozgrywki międzynarodowe i też wiedzą, że ta ekipa ma braki w stosunku do tamtej. Oni posmakowali tego najwyższego poziomu. Teraz, oglądając drużynę Enrique, wiedzą, że na tym etapie rozwoju (Luis Enrique cały czas buduje tę drużynę) ona nie może być tak mocna jak kadra zbudowana na piłkarzach nieosiągalnej wtedy Barcelony. Obecna „La Furia Roja” cały czas się przeobraża. Dochodzą zawodnicy wychowani w innej kulturze piłkarskiej. To będzie ciekawy miks doświadczenia Ramosa czy Busquetsa z młodą falą typu Pedri. Moim zdaniem będzie to drużyna licząca się w walce o medale.

To nowe pokolenie w hiszpańskim futbolu będzie jeszcze lepsze niż poprzednie?

Trudno to stwierdzić. Zawodnicy jak Pedri, Bryan Gil czy Pau Torres nie mieli zderzenia z piłką seniorską, w której kibice są na trybunach. Młody zawodnik może wyglądać zupełnie inaczej, gdy obserwuje go kilka osób, niż gdy na Camp Nou patrzy na niego 80 tysięcy ludzi. Poczekajmy. Na pewno mają olbrzymi talent, ale też sporo rzeczy do poprawy. Imponuje mi Pedri swoim zachowaniem. To nie jest typowy zawodnik młodego pokolenia. Nie spędza czasu chociażby w social mediach. Ludzie byli zdziwieni, gdy po jednym z meczów na Camp Nou wyszedł z szatni i taksówką wrócił do domu. On sam to skwitował zdaniem – a co miałem zrobić? Musiałem jakoś wrócić do domu. Ten jego mental to duży plus.

Porozmawiajmy o twoim kanale na YouTube. Czy masz na niego jakiś plan? Co chciałbyś, żeby tam było, i w którą stronę miałby ten kanał iść?

Na pewno wiem, co chcę, aby się nie działo. Chciałbym jak najdalej odejść od takiego „piłkarskiego pudelka”. Często gdy słyszę hasło anegdoty, gdzieś mnie w środku skręca. Doskonale wiem, że to jest najbardziej chwytliwe i by się najlepiej sprzedawało, ale tego na kanale, na którym opowiadam o różnych rzeczach, się nie znajdzie. Dla mnie sprzedawanie różnych historii, które gdzieś tam miały miejsce, nie jest niczym fajnym. Coś się wydarzyło w jakimś wąskim gronie kolegów, przyjaciół, a ty po kilku latach zaczynasz to sprzedawać dla jakichś własnych korzyści. Tego absolutnie nie będzie. Natomiast wszystko, co związane z piłką i tym, co dzieje się na boisku i to, co może powiedzieć człowiek, który to widział od środka – jak najbardziej. Raz na jakiś czas mogą się pojawić elementy, które się wydarzyły i o jakich chciałbym wspomnieć.

Natomiast trzeba rozdzielić pracę, którą wykonują dziennikarze, od tej byłego piłkarza. Ja nie chcę powielać ich analiz, bo stałbym od razu na straconej pozycji i nie miałoby to żadnego sensu. Dlatego robię coś stricte związanego z piłką. Zwłaszcza spotkania na live’ach po meczach, podczas których dyskutujemy i wymieniamy spostrzeżenia z meczu. Zasięgi, lajki i tego typu rzeczy to nie moja bajka. Chciałbym zaznaczyć, że nie jestem osobą od social mediów. To, że jestem na YouTube, to jedno z większych wydarzeń w moim życiu. Ja chcę po prostu mówić o piłce, bo to mnie fascynuje.

Tworzy się fajna społeczność, w której widzowie nie tylko zadają Tobie pytania, ale też dyskutują między sobą.

Też zwróciłem na to uwagę. Muszę się tego wszystkiego nauczyć. Dla mnie to jest nowość. Czasami czytam po dwa razy jeden komentarz, czasami czytam to, co nie było skierowane do mnie, więc to pewnie nie ma jeszcze takiego tempa czy wydźwięku. Mnie się to podoba. Nawet jeżeli jest tam kilkanaście osób. Pozwala mi to praktycznie z każdym nawiązać kontakt. To jest wielka zaleta. Rozmawiamy o piłce, a nie o tym, co dookoła piłki. Chyba się jeszcze ani razu nie spotkałem z komentarzem odstrzelonym od tematu, w którym jesteśmy. Tego, że ktoś zahaczył o jakiś inny mecz, albo o koszulkę, która z tyłu wisi, nie liczę. Cały czas poruszamy się w kręgu piłkarskim i o to mi właśnie chodziło. Sprawia mi to ogromną frajdę i zawsze czekam na te spotkania.

Angielska telewizja poszła w stronę rozmów na luzie byłych piłkarzy o meczach. Zamiast panów w garniturze wymianę spostrzeżeń przypominającą rozmowę z kumplami. To, co wprowadziłeś na YouTube, jest przyszłością polskiej telewizji?

Mając takie osobowości jak Lineker czy Ferdinand, to nawet gdybyśmy posadzili ich na rower mogłoby być ciekawie. Angielski futbol ma mnóstwo takich postaci. Nie chciałbym jednak iść w stronę, że o piłce mogą mówić jedynie byli piłkarze. Absolutnie nie. To jest złe myślenie. Potrzebne są różne punkty widzenia. Ten byłego piłkarza może być bardzo ciekawy, jednak praca dziennikarza również jest bardzo potrzebna. Na tej scenie miejsce jest dla każdego. Zazwyczaj te angielskie nurty wyznaczają drogi, którymi zmierzają pozostali.

Przeciętnemu widzowi chyba jednak bliżej do wymiany spostrzeżeń niż analizy? Rzadko kogo interesuje, dlaczego obrońca przesunął się kilka metrów w danej sytuacji, czy dlaczego bramkarz piąstkował, a nie łapał piłkę.

Taka forma na YouTube ma jedną kapitalną przewagę nad telewizją. Gdybym ja zaczął w taki sposób analizować zachowania poszczególnych zawodników po drugiej stronie ekranu, ktoś bierze klawiaturę i pisze: „Wilk, co ty gadasz?. Powinien pójść w drugą stronę”. Ja wtedy to łapię i dyskutujemy. Wymieniamy za oraz przeciw i jest interakcja. Moim zdaniem to jest fajniejsze. Oglądając telewizję, jesteś tylko biernym odbiorcą. Nie masz wpływu na to, co się dzieje. Natomiast uczestnicząc w takim spotkaniu live po meczu, w którym liczba uczestników jest do ogarnięcia, stanowisz część tego wszystkiego. Rozmawiasz o piłce w internecie tak jak z kumplami po meczu. Ta interakcja, wymiana opinii jest w tym wszystkim najciekawsza.

To na koniec mały poradnik turystyczny. Kiedy już wróci normalność, który stadion w Hiszpanii polecasz odwiedzić, żeby poczuć tę atmosferę święta futbolu?

Na wszystkich nie byłem, więc nie mam porównania. Odpowiem przewrotnie. Moje oczekiwania były zdecydowanie na wyrost co do Camp Nou. Graliśmy ostatni mecz sezonu. Nam był potrzebny remis do utrzymania. Barcelona miała już zapewnione mistrzostwo. Po spotkaniu my bardziej świętowaliśmy utrzymanie niż Barcelona mistrzostwo. Ta atmosfera mnie uderzyła. Na trybunach większość stanowili turyści. Ludzie niezwiązani z Barceloną. Mimo tego, że mieli koszulki, szaliki bardziej interesowało ich zrobienie zdjęcia Messiemu.

Nie jestem obiektywny, ale ogromny sentyment mam do El Riazor. To połączenie ze społecznością Corunii jest niesamowite. La Romareda jest specyficzna. Kibice są niesamowicie wybredni. W okolicach 5. minuty potrafią gwizdać na podania do tyłu, ale kiedy trzeba, niosą drużynę swoim dopingiem. Najfajniej jednak obejrzeć z trybun mecz w Kraju Basków i w Andaluzji. Kocioł, jaki tworzą kibice zarówno w Bilbao, Sociedad, jak i na obu stadionach w Sewilli, jest niesamowity. Camp Nou i Santiago Bernabeu to stadiony, które każdy musi zobaczyć.

Dziękuję bardzo za rozmowę.

Dzięki również i pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze