Historia zatacza koło. Czy mistrzostwo wróci do czerwono-białej części Madrytu?


W 2021 rok Atletico wchodzi jako główny kandydat do mistrzostwa Hiszpanii. Drużyna Simeone zachwyca swoją regularnością

3 stycznia 2021 Historia zatacza koło. Czy mistrzostwo wróci do czerwono-białej części Madrytu?

Słowo "wywalczony" najtrafniej określa pierwszy krajowy tytuł w trwającej już dziewięć lat erze Diego Simeone. "Los Colchoneros" prezentowali siermiężny, toporny futbol oparty na agresywnej grze obronnej, intensywnym pressingu oraz wykorzystywaniu praktycznie wszystkich okazji do strzelenia bramki. Tytuł zdobyty w sezonie 2013/2014 był jednak jedynym, który udało się wstawić do gabloty.


Udostępnij na Udostępnij na

Cierpliwość fanów na Wanda Metropolitano została wystawiona na próbę. Próbę, która w maju może zostać zaliczona. Po 17 kolejkach Atletico jest liderem Primera Division z dwoma oczkami więcej od rywala zza miedzy, jednocześnie rozegrawszy dwa spotkania mniej. Tym razem do dobrych wyników doszedł też ofensywny styl gry sprawiający, że Atletico jest jedną z najprzyjemniejszych do oglądania drużyn na Półwyspie Iberyjskim. Cholo Simeone zbudował drużynę, jaką kibice „Los Colchoneros” chcieli oglądać.

Gorzej, a lepiej

Rozjeżdżając się na święta Bożego Narodzenia, żołnierze Simeone mogli być z siebie zadowoleni. Atletico było wiceliderem tabeli, mając tyle samo punktów co liderująca w tamtym czasie Barcelona. Piętnaście zwycięstw, jeden remis i jedna porażka były imponującym bilansem. Atletico piętnowało wszystkie słabości swoich rywali, by po objęciu prowadzenia skutecznie zabijać mecz. Grający w środku pola Gabi i Tiago doskakiwali do przeciwnika z piłką, atakując go niczym piranie.

To właśnie linia pomocy była sercem i płucami Atletico. Czwórkę odpowiedzialną za rozegranie stanowili jedynie środkowi pomocnicy. Brak nominalnych skrzydłowych otwierał korytarze przy liniach dla bocznych obrońców. Filipe Luis i Juanfran stwarzali przewagę w ofensywie, a swoją solidnością zapewniali spokojny los stojącemu w bramce Thibaut Courtois.

W obecnym sezonie „Atleti” notuje najlepszą rundę od czasu wspomnianej mistrzowskiej kampanii. Jedenaście zwycięstw, dwa remisy i jedna porażka nasuwają wspomnienia z 2013 roku. Atletico powróciło do regularnego punktowania tydzień po tygodniu. Podopieczni Simeone rozgrywają na swoją korzyść mecze, w których gra nie układa się po ich myśli. Ta umiejętność wyróżnia ich na tle pozostałych pretendentów do zwycięstwa w La Liga.

Zaskakujący jest fakt, że z obecnym wynikiem punktowym Atletico w swoim sezonie mistrzowskim zajmowałoby na obecnym etapie dopiero 3. miejsce w tabeli. Na Wanda Metropolitano przyszła regularność. Regularność, jakiej brakuje Barcelonie czy Realowi. To właśnie ten czynnik pozwala „Atleti” wybić się ponad przeciętność, jaką prezentują pozostali wielcy ligi hiszpańskiej.

Budowa od zera

Nowe Atletico do zdobyczy punktowych dokłada wrażenia wizualne. Obserwujemy drużynę chcącą strzelać jak najwięcej bramek. Kombinacyjne akcje, wymienność pozycji czy dużo pojedynków w bocznych sektorach boiska. Do niedawna Atletico byłoby jedną z ostatnich drużyn, z jakimi skojarzylibyśmy te określenia. Simeone pokazał, że jest trenerem potrafiącym dopasować grę swojej drużyny do tego, jak zmienia się futbol na przestrzeni lat.

W myśl powiedzenia „najlepszą obroną jest atak” wraz ze wzrostem ofensywnego nastawienia poprawiła się gra obronna „Atleti”. W meczach Primera Division Jan Oblak do tej pory jedynie pięć razy musiał wyciągać piłkę z siatki. Jest to najlepszy wynik spośród wszystkich drużyn TOP 5 lig w Europie.

W nowym sposobie gry ze starej gwardii odnalazł się tylko Koke. Drużynę zbudowano wokół sprawdzonych w La Liga piłkarzy, jak: Carrasco, Kondogbia, Hermoso czy Llorente, którego Cholo uczynił jednym z najlepszych pomocników Primera. Dołożono sprowadzonego za rekordowe pieniądze Joao Felixa, którego potencjał sięga najlepszych piłkarzy świata. Ta mieszanka doświadczenia z młodością okazała się kluczem do budowy nowego Atletico.

Napastnik z Katalonii

Szukając analogii w transferach z porównywanych sezonów, dojdziemy do wniosku, że najwięcej emocji wywołują nazwiska David Villa i Luis Suarez. „Duma Katalonii” obu oddała za bezcen, a ci udowadniali, że daleko im do przejścia na drugą stronę rzeki. Były reprezentant Hiszpanii stworzył zabójczy duet napastników z Diego Costą. Szybkość, zwinność czy drybling urodzonego w Valencii napastnika idealnie uzupełniały się z walecznością, siłą czy dobrą grą głową Costy.

Simeone wrócił do tego sprawdzonego modelu gry swoich napastników. Tym razem w buty Villi wszedł Felix, a Diego Costy – Suarez. „El Pistolero” był brakującym elementem tej układanki, co najlepiej widać po dyspozycji Felixa. W ustawieniu z dwójką atakujących Portugalczyk ma dużo więcej swobody. Joao porusza się między formacjami, szukając sobie miejsca, a także wbiega w odpowiednim momencie w „szesnastkę”, dając dodatkową możliwość zagrania swoim skrzydłowym.

Ten tandem prowadzi Atletico do jedenastego tytułu mistrzowskiego. Największym zagrożeniem „Atleti” w tym wyścigu będzie ono samo. „Los Colchoneros” organizacją gry, regularnością oraz stylem przewyższają resztę peletonu. Nawet jeżeli ten peleton spuścił z tonu, to potknięcia najlepszych trzeba umieć wykorzystywać. A kto potrafi zrobić to lepiej niż ekipa Simeone?

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze