W najciekawszym z ćwierćfinałów Pucharu Ligi we Francji Olympique Lyon pokonał u siebie mistrzów kraju 2:1, grając większość spotkania w osłabieniu. Na boisku w drugiej połowie pojawił się Ireneusz Jeleń, lecz niewiele wniósł dobrego.
Spotkanie Lyonu z Lille bez wątpienia było hitem ćwierćfinałowych pojedynków Coupe de la Ligue. Wczoraj do najlepszej czwórki awansował obrońca tytułu, czyli Marsylia. Dziś było wiadomo, że któryś z wielkich faworytów pożegna się z rywalizacji.

Padło na Lille, choć po pierwszych 45 minutach wydawało się, że będzie zupełnie inaczej. Nie dość że już w 11. minucie pochopną decyzję o wyrzuceniu z boiska Mouhamadou Dabo podjął arbiter (Laurent Duhamel już nie pierwszy raz daje o sobie znać na murawie), to grę w przewadze goście wykorzystali już kwadrans później. Po niedokładnym wyprowadzeniu piłki przez Kima Kallstroma przejął ją Eden Hazard i fenomenalnie podał zewnętrzną częścią stopy do wychodzącego Joe Cole’a, a Anglik nie miał już problemów z pokonaniem Hugo Llorisa.
Jednak ambitni gospodarze doprowadzili jeszcze przed przerwą do remisu. Po strzale z rzutu wolnego Michela Bastosa piłkę wypluł rezerwowy bramkarz „Les Dogues”, Vincent Enyeama i najszybszy w tej sytuacji Szwed zrehabilitował się za wcześniejszy błąd. Mimo tego, zdawało się, że grający w przewadze podopieczni Rudiego Garcii wyjdą ponownie na prowadzenie w drugiej odsłonie.
Zagrali jednak w tej części meczu o wiele gorzej, z rzadka tylko zagrażając bramce OL. Znacznie lepiej za to zachowali się „Les Gones”, którzy nie tylko dojrzale się bronili, ale również byli w stanie w odpowiednim momencie wyprowadzać groźne kontry. Największa w tym zasługa dwóch ofensywnych piłkarzy, wspomnianego Bastosa oraz ikony Lyonu, kapitana Lisandro Lopeza. To Argentyńczyk właśnie podwyższył wynik spotkania po wtargnięciu prawym skrzydłem Brazylijczyka, który w ten sposób po raz drugi wypracował sytuację partnerom.
Szansę poprawy gry swoich kolegów dostał na ponad pół godziny Ireneusz Jeleń. Co prawda nie miał zbyt wielu okazji strzeleckich (strzał głową minął o dwa metry słupek bramki), ale większa była chyba w tym wina kolegów. Jeszcze przed zakończeniem zawodów siły się wyrównały, gdy drugą żółtą kartkę obejrzał Mathieu Debuchy. Nie miało to jednak większego wpływu na przebieg meczu i w ten oto sposób mistrzowie Francji po raz drugi z rzędu żegnają się z Pucharem Ligi na szczeblu ćwierćfinałowym. Przed rokiem pogromcę odnaleźli w ekipie Montpellier.
Obraniak dopingował z trybun
Warto przy tej okazji wspomnieć, że do Lyonu wraz z całą kadrą „Les Dogues” udał się Ludovic Obraniak. Reprezentant Polski był jednak jednym z dwóch zawodników, którzy do osiemnastki się nie załapali i można go było zobaczyć tylko na trybunach Stade Gerland. Możliwe, iż jest to związane z doniesieniami prasowymi, które mówią o jutrzejszym sfinalizowaniu transferu Obraniaka i testach medycznych w Bordeaux. Jaka jest prawda, dowiemy się niebawem.











