W najciekawszym spotkaniu 1/32 finału Pucharu Francji Paris Saint-Germain podejmował u siebie innego pierwszoligowca, Lens. Outsider Ligue 1 nie był w stanie dorównać świetnie naoliwionej, paryskiej maszynie do strzelania goli i skończyło się na porażce aż 5:1.
Obie ekipy w minionym tygodniu rozegrały towarzyskie spotkania w ramach przygotowań do sezonu. Bardziej ze swojej postawy zadowoleni mogli być broniący się przed spadkiem „Czerwono-krwiści”, którzy zremisowali 2:2 z liderem Bundesligi, Borussią Dortmund. Paryżanie zaś nie mogli być szczęśliwi po remisie z marokańską Casablanką, lecz dopiero dzisiejszy mecz miał być pierwszym, poważnym sprawdzianem w nowym roku. Obaj trenerzy potraktowali rywalizację w Pucharze Francji bardzo poważnie i wydelegowali na boisko właściwie najsilniejsze jedenastki. Spotkanie mogło się podobać już od pierwszych minut, gdy zarówno goście, jak i gospodarze starali się narzucić wysokie tempo gry. Lens próbowało przede wszystkim swoich sił w kontratakach i to oni jako pierwsi stworzyli groźniejsze sytuacje w pierwszych minutach. Jednak na posterunku zawsze pojawiał się Apoula Edel i nie mogło być mowy o bramce.
Przewaga w posiadaniu piłki i wielkie ambicje w zdobywaniu bramek przyniosły paryżanom pierwsze warte uwagi okazje. Po kwadransie wykonywali oni dwa rzuty rożne z rzędu i najpierw po krótkim rozegraniu w krótki słupek uderzył Nene, lecz bramkarz piąstkował bez zarzutu, a przy drugim rożnym do piłki doskoczył Hoarau, którego uderzenie głową minęło o centymetry prawy słupek bramki gości. Na gola jednak nie trzeba było długo czekać, gdyż już w 21. minucie piłkę do siatki skierował obrońca PSG, Zoumana Camara. Rzut wolny z bocznego sektora boiska wykonywał Nene, strzał na bramkę oddał zaś najwyżej skaczący Hoarau, lecz końcami palców po piłkę sięgnął golkiper, Hamdi Kasraoui. Niestety, wybił futbolówkę wprost pod nogi Camary, a zdobycie bramki było tylko formalnością. Prowadzenie uskrzydliło podopiecznych Antoine’a Kombouarego, którzy z każdą kolejną minutą zwiększali tempo gry. Zwolnili dopiero w ostatnim kwadransie i wykorzystać to chcieli rywale. Niewiele im zabrakło, by doprowadzić do remisu. Tuż przed przerwą dośrodkowanie z lewej strony przeciął Sebastien Roudet, lecz piłka przeleciała wzdłuż bramki, a strzał z dystansu Hermacha wyłapał Edel.
Wydawało się, iż po zmianie stron zobaczymy wyrównane i szybkie zawody. Rzeczywiście, szybkie to one były, ale tylko z jednej strony. Na boisku od pierwszego gwizdka rządzili gospodarze, którym strzelanie bramek sprawia w tym sezonie mnóstwo radości. Piorunujące dla przyjezdnych stały się trzy minuty, w których nie dość że stracili dwie bramki, to boisko opuścić musiał ich środkowy obrońca, Alaeddine Yahia, który w 52. minucie faulował wychodzącego na czystą pozycję Erdinga. Karnego strzelał Guillaume Hoarau, lecz najpierw, 120 sekund wcześniej, swoją sytuację wykorzystał niezawodny Nene. Wykończył on krótkie dośrodkowanie Ludovica Giuly’ego i z kilku metrów nie dał szans bramkarzowi. To nie był jednak koniec celnych strzałów. W 63. minucie dublet skompletował Hoarau, a asystę zaliczył Nene, podając z rzutu rożnego. Mimo wielkich strat, goście próbowali cokolwiek zmienić. Najlepszą okazję zmarnował Issam Jemaa, którego uderzenie w sytuacji sam na sam przeniósł nad poprzeczką Edel. Paryski bramkarz był jedną z najjaśniejszych postaci w swoim zespole, ale zepsuł trochę ten wizerunek na dziesięć minut przed końcem, gdy po jego faulu gola z rzutu karnego zdobył Eduardo. Cóż z tego, jeżeli pięć minut wcześniej strzałem głową na 5:0 podwyższył wynik, wprowadzony w drugiej połowie, Peguy Luyindula. Zwycięstwo gospodarzy mogło być jeszcze okazalsze, gdyby tylko swoje okazje wykorzystali Giuly i Mevlut Erding. Mimo tego, dzisiejsza wiktoria stołecznego klubu może robić wrażenie, szczególnie na rywalach do mistrzowskiego tytułu.










