Dopiero w ostatniej minucie spotkania Paris Saint-Germain zapewniło sobie awans do 1/16 finału Pucharu Francji, a przeciwnikiem było piątoligowe Locmine z Bretanii. Dziś do grona przegranych w Ligue 1 dołączyła Tuluza, odpadając z korsykańskim GFCO Ajaccio.
Mimo że paryżan czekał w 1/32 finału Coupe de France mecz z piątoligowym Saint-Colomban, to cieszył się on olbrzymim zainteresowaniem. Był to w końcu debiut na francuskich boiskach trenera Carlo Ancelottiego. Włoch zastąpił na tej posadzie Antoine’a Kombouarego, który z końcem poprzedniego roku porozumiał się z klubem w sprawie zakończenia współpracy.
Po dość nieszczęśliwej porażce w Katarze w towarzyskim spotkaniu z Milanem podopiecznych byłego szkoleniowca Milanu czy Chelsea miała czekać znacznie łatwiejsza przeprawa. Nic bardziej mylnego.

Przeniesiony ze względu na spore zainteresowanie na stadion w Lorient mecz od samego początku nie przypominał walki giganta z kopciuszkiem. Gospodarze nie przestraszyli się grubych milionów, którymi zapłacono za sprowadzenie na Parc des Princes ich rywali i mężnie stawiali im czoła, czasem wręcz ośmieszając ich nieporadność.
Ancelotti z niedowierzaniem patrzył na poczynania swoich piłkarzy. Do przerwy nie zdołali oni ani razu pokonać fantastycznie tego dnia grającego golkipera Erwanna Flegeo. Wyśmienite okazje strzeleckie marnowali co rusz Guillaume Hoarau i Javier Pastore. Do przerwy był więc bezbramkowy remis, choć o krok od zmiany wyniku był napastnik Locmine, Gariga Abdou Maiga. Reprezentant Beninu przy jednym z kontrataków pomylił się minimalnie i trafił w spojenie słupka z poprzeczką.
Gdy niedługo po zmianie stron udało się nareszcie Pastore przy dużym udziale szczęścia pokonać Flegeo, wydawało się, że wszystko wraca do normy. Przewidywania znów poszły jednak w łeb, gdyż ambitny przeciwnik za wszelką cenę pragnął w tym meczu zaistnieć. Pracujący na co dzień w zupełnie innych zawodach piłkarze, niesieni tego wieczoru gorącym dopingiem, dokonywali cudów. Jeden z nich nastąpił w 72. minucie, gdy rywala w polu karnym powalił Mamadou Sakho i Pascal Vileo nie miał innego wyjścia jak tylko wskazać na „wapno”, które bez problemu na bramkę zamienił Maiga i sensacja, którą bez wątpienia byłaby dogrywka, była bliska realizacji.
Rzeczywiście, do samego końca przyjezdni grali bez przekonania i polotu. Nieco na siłę próbowali stworzyć zagrożenie w „szesnastce” Saint-Colomban, wielokrotnie dając się złapać w pułapki ofsajdowe. Aż przyszła trzecia minuta doliczonego czasu gry. Szykujący się na kolejne 30 minut emocji kibice przeżyli szok, gdy do dośrodkowania w pole karne doszedł Diego Lugano i posłał futbolówkę obok bezradnego Flegeo.












