Oscar Cardozo poprowadził Benficę do zwycięstwa w derbach Lizbony. Na własnym stadionie Sporting przegrał 1:3. W tym spotkaniu było niemal wszystko – niezły poziom gry, sporo goli, a nawet czerwona kartka oraz bohater meczu, za którego bez wątpienia można uznać paragwajskiego napastnika.
Patrząc na ligową tabelę, wydawało się, że zdecydowanym faworytem był wicelider, czyli Benfica, która w tym sezonie w portugalskiej ekstraklasie jeszcze nie przegrała. Z kolei Sporting jest jednym z największych rozczarowań i po dziesięciu kolejkach z dorobkiem jedenastu punktów zajmował dziewiątą lokatę. Również w europejskich pucharach zdecydowanie gorzej poradzili sobie „Zielono-biali”. Zajęli ostatnie miejsce w grupie G Ligi Europy, w której za rywali mieli KRC Genk, FC Basel i FC Videoton. Także goście tego meczu zawiedli, zajmując trzecie miejsce w fazie grupowej Ligi Mistrzów – za Barceloną i Celtikiem Glasgow. Derby rządzą się jednak swoimi prawami, więc żaden wynik nie byłby zaskoczeniem.

W pierwszych minutach dominował… chaos. Piłkarze chyba byli nieco zbyt podenerwowani, co skutkowało wieloma niedokładnymi podaniami oraz częstym przebywaniem piłki w powietrzu. Delikatną przewagę miała Benfica, ale to gospodarze jako pierwsi sprawdzili umiejętności bramkarza rywali. Artur Moraes sparował za linię końcową potężne uderzenie Emiliano Insui z rzutu wolnego. Od tego wydarzenia to piłkarze Sportingu zaczęli naciskać, ale golkiper gości przez pewien czas nie musiał już interweniować. Gra nadal w głównej mierze toczyła się w środku pola, a zawodnicy prezentowali się coraz ostrzej. Sędzia powinien zareagować szybciej, ale pierwszą żółtą kartkę pokazał dopiero w 20. minucie.
Przez kolejne dziesięć minut nie wydarzyło się nic godnego uwagi. Nastąpiło jednak wydarzenie, które dało nadzieję na to, że spotkanie się rozkręci. Diego Capel dośrodkował z lewej strony w pole karne, a tam Ricky van Wolfswinkel ubiegł obrońcę i ładnym strzałem z woleja pokonał bramkarza Benfiki. Chwilę później próbował odpowiedzieć Lima, ale jego mocny strzał z kilku metrów o kilkanaście centymetrów minął lewy słupek bramki strzeżonej przez Ruiego Patricio. W kolejnej akcji groźnego dośrodkowania Oscara Cardozo nie przeciął żaden z jego kolegów. Benfica wyraźnie się rozpędzała. Lima kapitalnie rozegrał piłkę z Cardozo i bardzo mocny strzał zza pola karnego tego drugiego obronił na raty Patricio. Paragwajczyk był najaktywniejszym zawodnikiem swojej drużyny. W dobrej sytuacji znalazł się też na trzy minuty przed przerwą, kiedy to główkował w polu karnym, ale futbolówka minęła słupek. Ostatecznie pierwsza połowa zakończyła się jednobramkowym prowadzeniem Sportingu.
Pierwszy mocniejszy akcent drugiej połowy to przejęcie piłki przez Limę i strzał zza pola karnego. Brazylijczyk pomylił się niewiele. Świetną szansę na podwyższenie prowadzenie miał Elias. W sytuacji sam na sam lepszy od pomocnika Sportingu okazał się Artur Moraes. Chwilę później bramkarz gości fantastycznie interweniował po rzucie rożnym i strzale van Wolfswinkela z czterech metrów. W 58. minucie było 1:1. Wymiana ciosów zakończyła się golem dla Benfiki. Ola John wrzucił w pole karne, źle głową uderzył Cardozo, piłka odbiła się od murawy i zupełnie przypadkowo do siatki wpakował ją walczący z Paragwajczykiem obrońca gospodarzy, Marcos Rojo. Benfica poczuła, że Sporting na pewno da się pokonać, i coraz bardziej naciskała. Kilka minut po wyrównaniu dośrodkowania z rzutu wolnego omal na gola nie zamieniał Ezequiel Garay. Futbolówka po jego strzale głową odbiła się od słupka i wyszła poza boisko.












