Od miesiąca gorąco robiło się wszystkim na myśl o klasyku ligi francuskiej – meczu pomiędzy Paris Saint-Germain a Olympique Marsylia. Warto było czekać na to starcie, ponieważ stało ono na bardzo dobrym poziomie. Poza emocjonującymi derbami Francji w 12. kolejce Ligue 1 ciekawie było również m.in. w Lille, gdzie podopieczni Rudiego Garcii pokonali świetną obronę Brestu, oraz w Nancy na Stade Marcel Picot, gdzie wysoką wygraną odnieśli piłkarze AS Monaco. Swoją pierwszą wygraną zanotował beniaminek AC Arles Avignon.
Auxerre nie dało rady wygrać z Sochaux
Po trzech zwycięstwach z rzędu (dwa w Ligue 1, jedno w Lidze Mistrzów) piłkarze Auxerre wydawali się podążać dobrą ścieżką, która miała doprowadzić ich do coraz wyższych lokat. W meczu z Sochaux początek należał właśnie do drużyny Jeana Fernandeza, która w 24. minucie za sprawą Frederica Sammaritano objęła prowadzenie. Kolejne minuty pokazywały jednak, że na Sochaux jedna bramka to może być za mało, i rzeczywiście tak się stało. W 82. minucie gry gola głową strzelił Modibo Maiga, który ostatecznie zapewnił remis swojej ekipie. Warto dodać, że w tym meczu lepsze wrażenie sprawiali gospodarze, jednak nie przełożyło się to na wynik. Po tej kolejce Auxerre zajmuje czternastą lokatę, natomiast Sochaux piętnastą.
Wielkie zaangażowanie beniaminka daje upragniony trumf
Elana wreszcie pokonany, podobnie jak Brest (fot. l’equipe.fr)
Przez jedenaście kolejek Arles Avignon nie potrafiło zwyciężyć w premierowym dla siebie sezonie Ligue 1. W dwunastej ich dobra gra i ogromne zaangażowanie zostało wynagrodzone w postaci trzech punktów, które zostały zdobyte jednak po trudnym starciu z Caen. Zaczęło się lepiej dla gości z Normandii, bo już w 10. minucie ósmego gola w sezonie zdobył niezawodny Youssef El Arabi, który przy okazji awansował na pierwsze miejsce ex aequo z Dimitrim Payetem. Radość ekipy Francka Dumasa trwała krótko. W 24. minucie wyrównał Gael Germany. Jeszcze w pierwszej połowie zabłysnął Kaba Diawara – późniejszy bohater meczu, który wyprowadził gospodarzy na prowadzenie. Odpowiedź z Caen przyszła w 66. minucie, a na listę strzelców wpisał się Kandia Traore. To było jednak za mało na grających bardzo ambitnie i solidnie zawodników beniaminka, który w 76. minucie zadał decydujący cios. Rzut karny pewnie został wykonany przez Diawarę i „Lwy” mogły cieszyć się z pierwszej wygranej na pierwszoligowych boiskach.
Bordeaux nie sforsowało obrony Valenciennes
Valenciennes znane jest od kilku sezonów z dobrej gry defensywnej. Po raz kolejny podopieczni Philippe Montaniera udowodnili, że są w tym elemencie naprawdę mocni. W konfrontacji z Bordeaux goście przez cały prawie mecz bardzo się bronili, a mimo to zdołali strzelić bramkę. Po ładnym kontrataku świetnym rajdem popisał się aktywny Gregory Pujol, który znakomicie dostrzegł nadbiegającego Ducourtiouxa, a ten nie dał szans na skuteczną interwencję Cedricowi Carrasso. Gdy wydawało się, że Valenciennes ogra „Żyrondystów”, wtedy gola strzelił rezerwowy Moussa Maazou. Remis nie może zadowalać Bordeaux, tym bardziej po dobrym meczu, jednak taki jest futbol – nie zawsze lepszy wygrywa.
Wspaniałe rozpoczęcie sezonu przez Saint-Etienne musiało po rozegraniu większej liczby meczów odbić się czkawką. „Zieloni” nie wygrali już piątego meczu z rzędu, tym razem przegrywając na Stade Geoffrey-Guichard z Lorient. Goście objęli prowadzenie po golu Gameiro w 22. minucie. Przy tej sytuacji świetnym dośrodkowaniem popisał się Morgan Amalfitano. Saint-Etienne zdołało wyrównać po trafieniu rezerwowego Bakary’ego Sako. To nie był jednak koniec. Zdecydowanie bardziej mecz chcieli wygrać goście, co udowodnili w kolejnych minutach, a decydującą sytuację wykorzystał świetnie dysponowany tego dnia Kevin Gameiro, który jest ostatnio w świetnej formie. Podsumowując, Saint-Etienne ma problem, a Lorient musi się cieszyć, że ma takiego egzekutora.
Rennes na remis z Lyonem
Początek meczu zapowiadał świetne widowisko. Pięknym golem w 5. minucie popisał się Jires Kembo Ekoko. 22-letni skrzydłowy trafił idealnie w okienko bramki, nie dając żadnych szans Hugo Llorisowi. Lyon rzucił się do odrabiania strat, jednak Gomis nie wykorzystał świetnej szansy i nadal nic się nie zmieniło. Później swoje okazje miało Rennes m.in. Romain Danze, którego strzał z linii bramkowej wybił Kallstrom. Pod koniec pierwszej połowy Szwed mógł zostać bohaterem, ale w sytuacji ofensywnej. Rzut wolny z 30 metrów został bardzo dobrze wykonany przez pomocnika, jednak piłka nie zatrzepotała w siatce, a jedynie zatrzymała się na słupku. Trochę lepszą celnością wykazał się Michel Bastos. Brazylijczyk w 54. minucie strzelił fantastycznie z 25 merów i wyrównał stan gry. Później obie ekipy zadowoliły się remisem i nie doczekaliśmy się goli.
Przerwana passa Brestu, Lille w pierwszej piątce
Każde kolejne spotkanie dla rywali Brestu, którzy jak wiadomo przewodzili w tabeli i grali świetnie w defensywie, było trudne. Tym razem to jednak nie oni zasłużyli na pochwały, ponieważ znacznie lepiej pod każdym względem grało Lille. Motorem napędowym w tym meczu był Eden Hazard, który brał udział w każdej bramkowej akcji. Zaczęło się pod koniec pierwszej połowy. Rozpędzony na lewej stronie Belg uruchomił Emersona, Brazylijczyk wrzucił w pole karne do Sowa, który wykorzystał niefrasobliwość obrońców i bramkarza, strzelając gola. Po przerwie znów świetna akcja Lille została zakończona bramką. Trójkąt Frau – Sow – Hazard świetnie rozegrał akcję, którą sfinalizował Gervinho. Po godzinie gry na tablicy wyników niespodziewanie było 2:1, bo Brest zaskoczyło jedną sytuacją. Mądrze wykonany przez Lickę rzut wolny został zakończony trafieniem Poyeta. Doczekaliśmy się w tym meczu jeszcze odpowiedzi ze strony „LOSC”. Zasłużoną bramkę strzelił najlepszy na boisku Hazard, choć znów źle w defensywie zachowali się goście, tym razem Baysse i Elana, którego passa czystego konta został zakończona po 832 minutach. To zwycięstwo przesunęło Lille na piątą lokatę, natomiast Brest dzięki szczęśliwym wynikom utrzymał się na fotelu lidera.
Lens odnosi ważne zwycięstwo
Bardzo mądrą taktykę zastosowali piłkarze Lens w meczu z Montpellier. Szybko zdobyty przez Hermacha gol ustawił gospodarzy na grę z kontry, która w drugiej połowie przyniosła skutek w postaci drugiej bramki. Zawodnicy Montpellier grali jak dzieci we mgle, nie potrafiąc przedrzeć się przez defensywę rywali. Podopieczni Rene Girarda nie mogą zaliczyć tego spotkania do udanych. W zeszłym sezonie wielokrotnie udowadniali, że mogą znacznie lepiej grać. Natomiast Lens dzięki tej wygranej trzyma się w tym tłoku na dole, z którego w każdej chwili może wyjść, ale nie wszystko od nich zależy.
Nicea dobija słabo grającą Tuluzę
Andre-Pierre Gignac najlepszy z marsylczyków na Parc de Princes (fot. l’equipe.fr)
Dobry start Tuluzy w pewnym momencie dawał dużo nadziei na jeszcze lepszą grę teamu Alaina Casanovy. Cóż z tego, skoro od przegranego meczu z Rennes nie jest dobrze zarówno w liczbie zdobytych punktów, jak i stylu gry. Na Stade du Ray z Niceą kolejny już raz zespół z południowo-zachodniej Francji zawiódł. I nie chodzi tylko o porażkę, ale szczególnie o zaprezentowaną na boisku formę. Zdecydowanie lepiej grała Nicea, która w 18. minucie zdobyła gola po stałym fragmencie gry. Rzut wolny Mouniera został szczęśliwie wykorzystany przez Ljuboję. Niegrająca nic Tuluza jeszcze w 86. minucie osłabiła się, ponieważ czerwoną kartkę otrzymał Argentyńczyk Gunino. W doliczonym czasie gry padł drugi gol dla zawodników Erica Roya. Była to bramka szczególnie urodziwa. Z lewej strony popędził Mounier, podał do Ben Saady, a ten z 25 metrów uderzył wspaniale w górny róg siatki Tuluzy i przypieczętował zwycięstwo gospodarzy. Dzięki tej wygranej Nicea zajmuje 12. pozycję, a Tuluza spadła na miejsce siódme.
Monaco imponuje skutecznością
Przed tą kolejką Monaco miało na swoim koncie tylko dziewięć strzelonych bramek. Po spotkaniu z Nancy na Stade Marcel Picot w rubryce strzelonych goli widnieje liczba 13, gościom udało się bowiem cztery razy pokonać Damiena Gregoriniego, nie tracąc przy tym żadnej bramki. Wszystko rozpoczęło się w drugiej połowie. Najpierw siłę uderzenia swojemu byłemu klubowi zaprezentował Chris Malonga, co zaowocowało niefortunnym golem Gavanona. Drugie trafienie także zostało strzelone przez piłkarza Nancy, tym razem pechowo na listę strzelców wpisał się Jordan Loties. Pozostałe dwa gole zostały zdobyte po indywidualnych wyczynach Chu Young Parka, który w 87. minucie gry ustalił wynik meczu na 0:4.
Wielki klasyk ligi dla paryżan
Na to od miesiąca czekali wszyscy kibice we Francji, bo mniej więcej wtedy zaczęto już zapowiadać głośno ten mecz. Mimo tego, że kibice Marsylii nie zostali wpuszczeni na to spotkanie, to warto było być w niedzielny wieczór na Parc de Princes. Zapowiadane widowisko już w 8. minucie przyniosło pierwszą bramkę autorstwa Mevluta Erdinga. W 20. minucie zanosiło się na pogrom, gdy wynik podwyższył Hoarau. Mocne zapędy gospodarzy ostudził chwilę później Lucho Gonzalez, dobijając piłkę „wyplutą” przez Apoulę Edela. Po tej sytuacji drużyny troszkę zwolniły tempa, które zadawało się być mordercze. Na kolejne akcje musieliśmy czekać do drugiej połowy, jednak ani niewidoczny Remy, ani Nene nie potrafili strzelić bramki. W tym spotkaniu najlepszym graczem w zespole Marsylii był Andre-Pierre Gignac, który jako jedyny może być zadowolony ze swojej postawy. W zespole Antoine’a Kombouare’a pozytywne wrażenie wywarli z pewnością Clement Chantome w pomocy oraz Guillaume Hoarau i Mevlut Erding w ataku. Mimo starań poczynionych w końcówce meczu przez marsylczyków, wynik nie uległ zmianie i oczekiwane zwycięstwo PSG stało się faktem. Ta wygrana jest pierwszym od sześciu lat triumfem paryżan z Marsylią na swoim obiekcie. Trzy punkty zdobyte po dobrej grze bardzo pomogły drużynie ze stolicy, która zajmuje obecnie najniższy stopień podium, a Marsylia spadła na czwarte miejsce.
Gracz kolejki: Eden Hazard
Belgijski skrzydłowy niejednokrotnie udowadniał, że mimo młodego wieku jest jednym z najważniejszych graczy Lille. W 12. kolejce poprowadził swój zespół do wygranej nad Brestem. Miał udział przy każdym z golu (raz, uruchamiając Emersona, i dwa, świetnie rozgrywając akcję z Frau i Sow) . Sam także wpisał się na listę strzelców, tym samym przypieczętowując swój niezwykle udany mecz.
Jedenastka kolejki:
H. Lloris (Lyon – 2. raz w jedenastce kolejki) – C. Jallet (PSG – 1.) , M. Bisevać (Valenciennes – 2.) , K. Theophile Catherine (Rennes – 1.) , S. Souprayen (Rennes – 1.) – C. Chantome (PSG – 1.) , E. Hazard (Lille – 1.) , J. Kembo Ekoko (Rennes – 1.) – K. Diawara (Arles Avignon – 1.) , A. Gignac (Marsylia – 2.) , G. Hoarau (PSG–- 2.)
Nikt jeszcze nie skomentował tego tekstu. Bądź pierwszy.
Dodaj komentarz
Od miesiąca gorąco robiło się wszystkim na myśl o klasyku ligi francuskiej – meczu pomiędzy Paris Saint-Germain a Olympique Marsylia. Warto było czekać na to starcie, ponieważ stało ono na bardzo dobrym poziomie. Poza emocjonującymi derbami Francji w 12. kolejce Ligue 1 ciekawie było również m.in. w Lille, gdzie podopieczni Rudiego Garcii pokonali świetną obronę Brestu, oraz w Nancy na Stade Marcel Picot, gdzie wysoką wygraną odnieśli piłkarze AS Monaco. Swoją pierwszą wygraną zanotował beniaminek AC Arles Avignon.
Auxerre nie dało rady wygrać z Sochaux
Po trzech zwycięstwach z rzędu (dwa w Ligue 1, jedno w Lidze Mistrzów) piłkarze Auxerre wydawali się podążać dobrą ścieżką, która miała doprowadzić ich do coraz wyższych lokat. W meczu z Sochaux początek należał właśnie do drużyny Jeana Fernandeza, która w 24. minucie za sprawą Frederica Sammaritano objęła prowadzenie. Kolejne minuty pokazywały jednak, że na Sochaux jedna bramka to może być za mało, i rzeczywiście tak się stało. W 82. minucie gry gola głową strzelił Modibo Maiga, który ostatecznie zapewnił remis swojej ekipie. Warto dodać, że w tym meczu lepsze wrażenie sprawiali gospodarze, jednak nie przełożyło się to na wynik. Po tej kolejce Auxerre zajmuje czternastą lokatę, natomiast Sochaux piętnastą.
Wielkie zaangażowanie beniaminka daje upragniony trumf
Elana wreszcie pokonany, podobnie jak Brest (fot. l’equipe.fr)
Przez jedenaście kolejek Arles Avignon nie potrafiło zwyciężyć w premierowym dla siebie sezonie Ligue 1. W dwunastej ich dobra gra i ogromne zaangażowanie zostało wynagrodzone w postaci trzech punktów, które zostały zdobyte jednak po trudnym starciu z Caen. Zaczęło się lepiej dla gości z Normandii, bo już w 10. minucie ósmego gola w sezonie zdobył niezawodny Youssef El Arabi, który przy okazji awansował na pierwsze miejsce ex aequo z Dimitrim Payetem. Radość ekipy Francka Dumasa trwała krótko. W 24. minucie wyrównał Gael Germany. Jeszcze w pierwszej połowie zabłysnął Kaba Diawara – późniejszy bohater meczu, który wyprowadził gospodarzy na prowadzenie. Odpowiedź z Caen przyszła w 66. minucie, a na listę strzelców wpisał się Kandia Traore. To było jednak za mało na grających bardzo ambitnie i solidnie zawodników beniaminka, który w 76. minucie zadał decydujący cios. Rzut karny pewnie został wykonany przez Diawarę i „Lwy” mogły cieszyć się z pierwszej wygranej na pierwszoligowych boiskach.
Bordeaux nie sforsowało obrony Valenciennes
Valenciennes znane jest od kilku sezonów z dobrej gry defensywnej. Po raz kolejny podopieczni Philippe Montaniera udowodnili, że są w tym elemencie naprawdę mocni. W konfrontacji z Bordeaux goście przez cały prawie mecz bardzo się bronili, a mimo to zdołali strzelić bramkę. Po ładnym kontrataku świetnym rajdem popisał się aktywny Gregory Pujol, który znakomicie dostrzegł nadbiegającego Ducourtiouxa, a ten nie dał szans na skuteczną interwencję Cedricowi Carrasso. Gdy wydawało się, że Valenciennes ogra „Żyrondystów”, wtedy gola strzelił rezerwowy Moussa Maazou. Remis nie może zadowalać Bordeaux, tym bardziej po dobrym meczu, jednak taki jest futbol – nie zawsze lepszy wygrywa.
Saint-Etienne przeżywa zrozumiały kryzys
Wspaniałe rozpoczęcie sezonu przez Saint-Etienne musiało po rozegraniu większej liczby meczów odbić się czkawką. „Zieloni” nie wygrali już piątego meczu z rzędu, tym razem przegrywając na Stade Geoffrey-Guichard z Lorient. Goście objęli prowadzenie po golu Gameiro w 22. minucie. Przy tej sytuacji świetnym dośrodkowaniem popisał się Morgan Amalfitano. Saint-Etienne zdołało wyrównać po trafieniu rezerwowego Bakary’ego Sako. To nie był jednak koniec. Zdecydowanie bardziej mecz chcieli wygrać goście, co udowodnili w kolejnych minutach, a decydującą sytuację wykorzystał świetnie dysponowany tego dnia Kevin Gameiro, który jest ostatnio w świetnej formie. Podsumowując, Saint-Etienne ma problem, a Lorient musi się cieszyć, że ma takiego egzekutora.
Rennes na remis z Lyonem
Początek meczu zapowiadał świetne widowisko. Pięknym golem w 5. minucie popisał się Jires Kembo Ekoko. 22-letni skrzydłowy trafił idealnie w okienko bramki, nie dając żadnych szans Hugo Llorisowi. Lyon rzucił się do odrabiania strat, jednak Gomis nie wykorzystał świetnej szansy i nadal nic się nie zmieniło. Później swoje okazje miało Rennes m.in. Romain Danze, którego strzał z linii bramkowej wybił Kallstrom. Pod koniec pierwszej połowy Szwed mógł zostać bohaterem, ale w sytuacji ofensywnej. Rzut wolny z 30 metrów został bardzo dobrze wykonany przez pomocnika, jednak piłka nie zatrzepotała w siatce, a jedynie zatrzymała się na słupku. Trochę lepszą celnością wykazał się Michel Bastos. Brazylijczyk w 54. minucie strzelił fantastycznie z 25 merów i wyrównał stan gry. Później obie ekipy zadowoliły się remisem i nie doczekaliśmy się goli.
Przerwana passa Brestu, Lille w pierwszej piątce
Każde kolejne spotkanie dla rywali Brestu, którzy jak wiadomo przewodzili w tabeli i grali świetnie w defensywie, było trudne. Tym razem to jednak nie oni zasłużyli na pochwały, ponieważ znacznie lepiej pod każdym względem grało Lille. Motorem napędowym w tym meczu był Eden Hazard, który brał udział w każdej bramkowej akcji. Zaczęło się pod koniec pierwszej połowy. Rozpędzony na lewej stronie Belg uruchomił Emersona, Brazylijczyk wrzucił w pole karne do Sowa, który wykorzystał niefrasobliwość obrońców i bramkarza, strzelając gola. Po przerwie znów świetna akcja Lille została zakończona bramką. Trójkąt Frau – Sow – Hazard świetnie rozegrał akcję, którą sfinalizował Gervinho. Po godzinie gry na tablicy wyników niespodziewanie było 2:1, bo Brest zaskoczyło jedną sytuacją. Mądrze wykonany przez Lickę rzut wolny został zakończony trafieniem Poyeta. Doczekaliśmy się w tym meczu jeszcze odpowiedzi ze strony „LOSC”. Zasłużoną bramkę strzelił najlepszy na boisku Hazard, choć znów źle w defensywie zachowali się goście, tym razem Baysse i Elana, którego passa czystego konta został zakończona po 832 minutach. To zwycięstwo przesunęło Lille na piątą lokatę, natomiast Brest dzięki szczęśliwym wynikom utrzymał się na fotelu lidera.
Lens odnosi ważne zwycięstwo
Bardzo mądrą taktykę zastosowali piłkarze Lens w meczu z Montpellier. Szybko zdobyty przez Hermacha gol ustawił gospodarzy na grę z kontry, która w drugiej połowie przyniosła skutek w postaci drugiej bramki. Zawodnicy Montpellier grali jak dzieci we mgle, nie potrafiąc przedrzeć się przez defensywę rywali. Podopieczni Rene Girarda nie mogą zaliczyć tego spotkania do udanych. W zeszłym sezonie wielokrotnie udowadniali, że mogą znacznie lepiej grać. Natomiast Lens dzięki tej wygranej trzyma się w tym tłoku na dole, z którego w każdej chwili może wyjść, ale nie wszystko od nich zależy.
Nicea dobija słabo grającą Tuluzę
Andre-Pierre Gignac najlepszy z marsylczyków na Parc de Princes (fot. l’equipe.fr)
Dobry start Tuluzy w pewnym momencie dawał dużo nadziei na jeszcze lepszą grę teamu Alaina Casanovy. Cóż z tego, skoro od przegranego meczu z Rennes nie jest dobrze zarówno w liczbie zdobytych punktów, jak i stylu gry. Na Stade du Ray z Niceą kolejny już raz zespół z południowo-zachodniej Francji zawiódł. I nie chodzi tylko o porażkę, ale szczególnie o zaprezentowaną na boisku formę. Zdecydowanie lepiej grała Nicea, która w 18. minucie zdobyła gola po stałym fragmencie gry. Rzut wolny Mouniera został szczęśliwie wykorzystany przez Ljuboję. Niegrająca nic Tuluza jeszcze w 86. minucie osłabiła się, ponieważ czerwoną kartkę otrzymał Argentyńczyk Gunino. W doliczonym czasie gry padł drugi gol dla zawodników Erica Roya. Była to bramka szczególnie urodziwa. Z lewej strony popędził Mounier, podał do Ben Saady, a ten z 25 metrów uderzył wspaniale w górny róg siatki Tuluzy i przypieczętował zwycięstwo gospodarzy. Dzięki tej wygranej Nicea zajmuje 12. pozycję, a Tuluza spadła na miejsce siódme.
Monaco imponuje skutecznością
Przed tą kolejką Monaco miało na swoim koncie tylko dziewięć strzelonych bramek. Po spotkaniu z Nancy na Stade Marcel Picot w rubryce strzelonych goli widnieje liczba 13, gościom udało się bowiem cztery razy pokonać Damiena Gregoriniego, nie tracąc przy tym żadnej bramki. Wszystko rozpoczęło się w drugiej połowie. Najpierw siłę uderzenia swojemu byłemu klubowi zaprezentował Chris Malonga, co zaowocowało niefortunnym golem Gavanona. Drugie trafienie także zostało strzelone przez piłkarza Nancy, tym razem pechowo na listę strzelców wpisał się Jordan Loties. Pozostałe dwa gole zostały zdobyte po indywidualnych wyczynach Chu Young Parka, który w 87. minucie gry ustalił wynik meczu na 0:4.
Wielki klasyk ligi dla paryżan
Na to od miesiąca czekali wszyscy kibice we Francji, bo mniej więcej wtedy zaczęto już zapowiadać głośno ten mecz. Mimo tego, że kibice Marsylii nie zostali wpuszczeni na to spotkanie, to warto było być w niedzielny wieczór na Parc de Princes. Zapowiadane widowisko już w 8. minucie przyniosło pierwszą bramkę autorstwa Mevluta Erdinga. W 20. minucie zanosiło się na pogrom, gdy wynik podwyższył Hoarau. Mocne zapędy gospodarzy ostudził chwilę później Lucho Gonzalez, dobijając piłkę „wyplutą” przez Apoulę Edela. Po tej sytuacji drużyny troszkę zwolniły tempa, które zadawało się być mordercze. Na kolejne akcje musieliśmy czekać do drugiej połowy, jednak ani niewidoczny Remy, ani Nene nie potrafili strzelić bramki. W tym spotkaniu najlepszym graczem w zespole Marsylii był Andre-Pierre Gignac, który jako jedyny może być zadowolony ze swojej postawy. W zespole Antoine’a Kombouare’a pozytywne wrażenie wywarli z pewnością Clement Chantome w pomocy oraz Guillaume Hoarau i Mevlut Erding w ataku. Mimo starań poczynionych w końcówce meczu przez marsylczyków, wynik nie uległ zmianie i oczekiwane zwycięstwo PSG stało się faktem. Ta wygrana jest pierwszym od sześciu lat triumfem paryżan z Marsylią na swoim obiekcie. Trzy punkty zdobyte po dobrej grze bardzo pomogły drużynie ze stolicy, która zajmuje obecnie najniższy stopień podium, a Marsylia spadła na czwarte miejsce.
Gracz kolejki: Eden Hazard
Belgijski skrzydłowy niejednokrotnie udowadniał, że mimo młodego wieku jest jednym z najważniejszych graczy Lille. W 12. kolejce poprowadził swój zespół do wygranej nad Brestem. Miał udział przy każdym z golu (raz, uruchamiając Emersona, i dwa, świetnie rozgrywając akcję z Frau i Sow) . Sam także wpisał się na listę strzelców, tym samym przypieczętowując swój niezwykle udany mecz.
Jedenastka kolejki:
H. Lloris (Lyon – 2. raz w jedenastce kolejki) – C. Jallet (PSG – 1.) , M. Bisevać (Valenciennes – 2.) , K. Theophile Catherine (Rennes – 1.) , S. Souprayen (Rennes – 1.) – C. Chantome (PSG – 1.) , E. Hazard (Lille – 1.) , J. Kembo Ekoko (Rennes – 1.) – K. Diawara (Arles Avignon – 1.) , A. Gignac (Marsylia – 2.) , G. Hoarau (PSG–- 2.)