Za nami siódma seria spotkań francuskiej Ligue 1. W ten weekend na boiskach najszyższej klasy rozgrywkowej we Francji było bardzo ciekawie i nie obyło się bez kilku sensacji. Liderem wciąż są piłkarze Bordeaux, którzy tym razem pokonali Rennes.
Na początek siódmej kolejki na Stade Abbe Deschamps, naprzeciw siebie stanęły ekipy Auxerre i Grenoble. Podopieczni Jeana Fernandeza chcieli koniecznie zwiększyć swój skromny dorobek bramkwy, a potyczka z Grenoble była do tego wyśmienitą okazją. Bramki dla drużyny z Burgundii miał strzelać Ireneusz Jeleń, niestety, nasz reprezentant już w 21. minucie meczu wyleciał z boiska po czerwonej kartce otrzymanej za przepychanki z Davidem Jemmallim. Na szczęście dla gospodarzy, brak Polaka nie przeszkodził w zdobyciu trzech punktów. Bramki Benoit Pedrettiego i Cedrica Hengbarta dały zwycięstwo Auxerre, a Grenoble zanotowało siódmą, kolejną porażkę i coraz bardziej pogrąża się na dnie ligowej tabeli.
Bardzo intersująco zapowiadał się także mecz w bretońskim Lorient. Na Stade Yves Allainmat było ciekawie, ale tylko do przerwy. Podopieczni Christiana Gourcuffa w 40. minucie objęli prowadzenie, ale nie udało im się utrzymać go nawet do końca pierwszej połowy, bo w doliczonym czasie gry do bramki Fabiena Audarda trafił Guillaume Hoarau. Druga połowa nie przyniosła już wielu emocji, a wynik remisowy utrzymał się do końcowego gwizdka sędziego.
Do sporej niespodzianki doszło na Stade Luis II w Monaco. Świetnie grający ostatnio piłkarze Guya Lacombe’a mierzyli się z przeciętnym Saint-Etienne i dość niespodziewanie spotkanie przegrali. Mecz wyśmienicie rozpoczęli goście, którzy już w 3. minucie wyszli na prowadzenie po golu Sanogo. Monaco wyrównało w drugiej połowie za sprawą Sebastiena Puygreniera, ale trzy punkty ostatecznie zdobyli „Les Verts”. Kiedy wydawało się, że dojdzie do podziału punktów, w doliczonym czasie gry do bramki Ruffiera trafił Bergessio, dla którego była to druga bramka w sezonie.
Jeszcze większa sensacja miała miejsce na Stade Nungesser w Valenciennes. Podróż przez całą Francję chyba zaszkodziła graczom Marsylii, bo niespodziewanie w drogę powrotną jadą bez punktów. Chociaż we francuskich mediach wiele mówiło się o fatalnej passie „Les Phoceens” na stadionie Valenciennes. To nikt chyba naprawdę nie wierzył, że podopieczni Didiera Deschampsa mogą to spotkanie przegrać. Mecz na Stade Nungesser był niezwykle ciekawy i toczony w bardzo szybkim tempie. Wynik otworzył w 13. minucie Fernando Morientes, ale kilka chwil później już był remis po trafieniu Bisevaca. Odpowiedź marsylczyków była błyskawiczna, po zaledwie minucie znów prowadzili po golu zdobytym przez Mamadou Nianga. Piłkarze Valenciennes nie pozostawali jednak dłużni i jeszcze przed upływem pół godziny gry doprowadzili do remisu. Autorem bramki David Ducoutioux. Na kolejnego i, jak się miało później okazać, decydującego gola, kibice musieli czekać aż do 84. minuty, kiedy wynik spotkania na 3:2 dla gospodarzy ustalił Rafael Schmitz. Valenciennes niespodziewanie pokonali pretendentów do mistrzowskiej korony, a co ciekawe, wszystkie gole dla gospodarzy w tym meczu strzelali obrońcy.










