Piąta kolejka Ligue 1 dobiegła końca. Niedzielne spotkania przyniosły kolejne niespodzianki i emocje. Znów rozczarowały Girondins Bordeaux i Olympique Marsylia. Ci pierwsi przegrali na Lazurowym Wybrzeżu 2:1, OM nie potrafił zaś ograć na Stade Velodrome gości z Monako. W derbach Bretanii kibice nie oglądali bramek.
Derby Bretanii bez emocji
Pierwszy raz w historii Ligue 1 doszło do derbów Bretanii, które niestety z żadnego innego powodu nie zostaną zapamiętane. Stad Brest i Lorient nie stworzyły imponującego widowiska, a bezbramkowy wynik w pełni oddaje poziom niedzielnych zawodów. Pierwszą okazję dla przyjezdnych miał Arnold M’Vuemba, lecz jego strzał nie sprawił większych problemów Elanie. Pod drugą bramką nie działo się nic, co zasługiwałoby na uwagę w pierwszych 45 minutach. Gospodarze zaangażowali się w ataki dopiero po przerwie. Najpierw Tomas Micola pomylił się o centymetry, później zaś obrońca Lorient, Franco Sosa, uratował swój klub, blokując strzał Richarda Soumah.
Remis okazał się sprawiedliwym wynikiem, lecz żadna z drużyn nie schodziła z murawy zadowolona. Po podziale punktów obie drużyny pozostaną w dolnej części tabeli.
Żyrondyści znów zawodzą

Lazurowe Wybrzeże nie okazało się gościnne dla piłkarzy Jeana Tigana. Po bardzo słabym meczu w ich wykonaniu Nicea wygrała 2:1. Pierwsza połowa zdecydowanie należała do gospodarzy. W 27. minucie strzał z woleja Juliana Sable został wybroniony przez Cedrica Carasso, lecz osiem minut później bramkarz Bordeaux był bez szans. Po szybko wykonanym rzucie wolnym przez Antoniego Mouniera szansy nie zmarnował Mouloungui. Piłkarz z Gabonu najpierw ograł środkowego obrońcę, a następnie wpakował piłkę do siatki rywali.
Po zmianie stron gra „Żyrondystów” nie zmieniła się znacząco. Ich akcje były bardzo niemrawe, a dopiero w 70. minucie wywalczyli pierwszego rożnego. Po drugiej stronie boiska dogodnej okazji nie wykorzystał strzelec bramki, kiedy w pojedynku z Carasso jego strzał w krótszy słupek został wybroniony. Swoich sytuacji nie mogli zakończyć bramką dla Nicei ani Traore, ani Civelli. Niewykorzystane sytuacje lubią się mścić i tak też mogło być tym razem. Jednak bramkarz gospodarzy, David Ospina, popisał się fantastyczną interwencją po strzale Gouffrana. Decydujące chwile przyszły w samej końcówce meczu. W 94. minucie rezerwowy, Habib Bamogo, podwyższył prowadzenie Nicei i pogrzebał nadzieje Bordeaux na korzystny rezultat. Mimo to goście nie złożyli broni. Po dośrodkowaniu Tremoulinasa piłkę ręką zagrał Civelli. Miało to jednak miejsce w obrębie „szesnastki” i chwilę później Anthony Modeste umieścił piłkę w bramce po strzale z jedenastego metra. Niestety, okazało się, że było to ostatnie zagranie w tym spotkaniu. Zaraz po wykonanym karnym sędzia odgwizdał koniec meczu i kolejna porażka mistrzów Francji sprzed dwóch lat stała się faktem. Po tej kolejce Bordeaux uplasuje się w strefie spadkowej, Nicea zaś będzie tracić do lidera już tylko trzy punkty.











