Na cztery kolejki przed końcem sezonu Athletic Bilbao traci zaledwie punkt do miejsca dającego prawo gry w europejskich pucharach. W Kraju Basków wierzą, że uda im się wyprzedzić Villarreal na ostatniej prostej. Powrót do europejskich pucharów po pięciu latach byłby idealnym zwieńczeniem pracy Marcelino Torala na San Mames.
Dzisiejsze spotkanie z Valencią będzie kluczowe w kontekście walki o 7. miejsce w tabeli La Liga. Athletic Bilbao pod wodzą Marcelino jeszcze nie wygrał z ekipą „Nietoperzy”. W Kraju Basków liczą na zwycięstwo na własnym terenie. Trzy punkty w starciu z Valencią będą niezwykle istotne. Bezpośredni rywal w walce o europejskie puchary – Villarreal – dzień później zmierzy się z walczącą o wicemistrzostwo Sevillą.
Cisza medialna
Na próżno szukać w mediach wielu tekstów pochwalnych na temat Athleticu Bilbao. „Los Leones” w ostatnich latach przestali liczyć się w walce o najwyższe cele. Wyjątkiem były rozgrywki Pucharu i Superpucharu Hiszpanii, w finale którego Athletic przegrał z Realem Madryt. Ostatni raz miejsce gwarantujące prawo do gry w europejskich rozgrywkach Athletic zajął w sezonie 2016/2017. Szkoleniowcem klubu był wówczas Ernesto Valverde. Następni szkoleniowcy nie potrafili powtórzyć tego wyniku.
Najbliżej był Gaizka Garitano, który zajął 8. miejsce dwa sezony później. Z takiego obrotu spraw w Kraju Basków nikt nie był zadowolony. Dość powiedzieć, że kosztem Athletic do europejskich pucharów zakwalifikował się Espanyol, a do piątego Getafe zabrakło sześciu punktów. Bilbao zawiodło w końcówce sezonu. Remis z Alaves i porażki z Realem Valladolid i Sevillą nie pozwoliły zająć siódmego miejsca.
W kolejnych dwóch kampaniach wyniki były jeszcze gorsze. Athletic stał się niejako ofiarą swojej konserwatywnej polityki. Mimo że na San Mames płacą ogromne pieniądze jak na warunki La Liga, tak trudno o sensowne wzmocnienia, jeśli nie możesz sprowadzać zawodników bez baskijskiego pochodzenia. Od lat Athletic Bilbao ma ten problem, że o sile zespołu stanowią zawodnicy, którzy gdyby nie byli Baskami, nigdy nie zagraliby na poziomie La Liga.
Zespół cierpi na brak gwiazdy. Kapitan zespołu, Iker Muniain, to zawodnik wyróżniający się na poziomie La Liga, ale daleko mu do największych gwiazd ligi. Jest jeszcze Inaki Williams, który wciąż śrubuje rekord kolejnych występów w czerwono-biało-czarnych trykotach. Wydaje się jednak, że trzeba się w końcu pogodzić z tym, że Inaki nigdy nie będzie goleadorem i najznamienitszą gwiazdą. Brak europejskich pucharów i gwiazd sprawia, że o Athleticu jest cicho w mediach.











