Uzależnione od Zlatana Ibrahimovicia Paris Saint-Germain przegrało przed własną publicznością ze Stade Rennais 1:2. Warto dodać, że od 52. minuty goście grali w dziewięciu, po czerwonych kartkach dla Costila i Makouna.
Potyczka paryżan z Stade Rennes zapowiadała się bardzo ciekawie. PSG to od zawsze czołowa drużyna ligi francuskiej, a ostatnio po katarskim zastrzyku finansowym jest klasą samą w sobie. Goście po słabym początku sezonu podnieśli się i nie dość, że ich gra zdecydowanie się poprawiła, to przede wszystkim zaczęli zdobywać arcyważne punkty. Paris Saint-Germain przystępowało do tego spotkania bez Zlatana Ibrahimovicia, pauzującego za czerwoną kartkę sprzed dwóch tygodni, oraz bez typowego prawego obrońcy z powodu nieobecności Jalleta i van der Wiela. Do składu powrócił za to Nene, najlepszy strzelec zespołu z poprzedniego sezonu.
Od 1. minuty PSG miało niewielką przewagę, ale co z tego, skoro to Rennes w 13. minucie wyszło na prowadzenie. Znakomite podanie wykorzystał Alessandrini, który strzałem z pierwszej piłki skierował futbolówkę w dolny róg bramki PSG obok bezradnie interweniującego Sirigu.
Paryżanie rzucili się na swoją ofiarę jak zdenerwowany lew. Rolę króla stada zainkasował Nene, który dwoił się i troił, aby jak najszybciej zmienić ten niekorzystny rezultat. Wreszcie w 21. minucie się udało. Javier Pastore przejął piłkę w środku pola i prostopadle podał do Nene, który nie miał problemu z pokonaniem Benoita Costila, tym samym zdobył swoją pierwszą bramkę w obecnym sezonie Ligue 1. Golkiper gości tak się zdenerwował, że kilka minut później brutalnie sfaulował pędzącego na bramkę Meneza i wyleciał z boiska. Wydawało się, że jest po meczu – PSG na fali i w przewadze jednego zawodnika. Nic bardziej mylnego, 34. minuta i 2:1 dla Rennes po perfekcyjnie wykonanym rzucie wolnym przez Fereta. Gospodarze, podłamani takim przebiegiem spotkania, nie dość, że nie potrafili narzucić swojego stylu gry, to na dodatek zaczęli się kłócić. Carlo Ancelotti zareagował błyskawicznie, zmieniając charakternego Meneza, który zszedł z murawy prosto do szatni. Pierwsza połowa zakończyła się niespodziewanym prowadzeniem gości i przeraźliwymi gwizdami paryskich kibiców.
Druga odsłona spotkania rozpoczęła się bardzo podobnie do pierwszej. Znów PSG zaatakowało, ale nie przyniosło to upragnionego gola. W 52. minucie Makoun ułatwił zadanie gospodarzom, faulując Nene. Fredy Fautrel za to przewinienie ukarał piłkarza Rennes drugą żółtą kartką i przyjezdni musieli grać dziewięciu na jedenastu.
Paris Saint-Germain mimo niekorzystnego wyniku było w bardzo dobrej sytuacji, ale nie potrafiło tego wykorzystać. Brak pomysłu na grę, bezsensowne długie podania i chaos sprawiły, że Stade Rennes nie oddało zwycięstwa i zdobyło bardzo ważne trzy punkty. Co do PSG – taka gra jak dziś na pewno nie zapewni mu mistrzostwa. Obecnie idealnym określeniem paryżan jest ostatni tytuł „l’Equipe” „dependant Ibrahimovic”, czyli po prostu uzależnieni od Ibrahimovicia. Lider w Paryżu już nie na długo.










