Real Madryt po przeciętnym meczu wygrał z Schalke 04 na Veltins Arena w 1/8 finału Ligi Mistrzów 2:0. Gole dla „Królewskich” zdobyli Cristiano Ronaldo i Marcelo. Tym samym drużyna Carlo Ancelottiego może być raczej spokojna o wynik rewanżowej konfrontacji na Santiago Bernabeu.
Pierwszym rywalem drużyny Carlo Ancelottiego w fazie pucharowej w drodze po obronę tytułu sprzed roku było dzisiaj Schalke 04 Gelsenkirchen. W poprzedniej odsłonie Ligi Mistrzów na tym etapie rozgrywek „Blancos” wygrali z Niemcami w dwumeczu 9:2. Oczywiste jest, że w dzisiejszym spotkaniu podopieczni Roberto Di Matteo byli żądni rewanżu. Real na dodatek musiał dzisiaj radzić sobie bez pięciu kluczowych zawodników w układance Ancelottiego: Khediry, Coentrao, Modricia, Ramosa i Jamesa. Natomiast w zespole Di Matteo nie zagrali: Draxler, Faehrmann, Obasi, Kolasinac, Goretzka, Farfan i Giefer. W wyniku absencji tego ostatniego na pozycji bramkarza zespołu z Zagłębia Ruhry wystąpił 19-letni Timon Wellenreuther.
Już od pierwszych minut zawodnicy „Królewskich” starali się przejąć inicjatywę w tym spotkaniu i narzucić własne tempo gry. Jednak dobrze zorganizowana defensywa ekipy z Gelsenkirchen skutecznie rozbijała ataki rywala. Wszyscy przed meczem zastanawiali się, jak tak naprawdę wygląda sytuacja z Cristiano Ronaldo, który przed tym spotkaniem miał serię trzech pojedynków zakończonych bez trafienia.
Portugalczyk odpowiedział krytykom najlepszym możliwym sposobem, czyli pokonując bramkarza rywali. Warta uwagi była tutaj także asysta Daniego Carvajala, prawego obrońcy, który fantastycznie dośrodkował swoją teoretycznie gorszą nogą. Oddzielną kwestią jest jednak to, czy na takim poziomie możemy w ogóle mówić o takim pojęciu.
Jakby tego było mało, kolejną sytuacją, która przyprawiła Di Matteo o ból głowy, była kontuzja Huntelaara. Holender po zderzeniu z Varanem był zmuszony opuścić boisko. Według pierwszych, jeszcze niepotwierdzonych informacji Holender mógł złamać kość strzałkową, co może oznaczać długą przerwę. To zadziałało negatywnie na Schalke, które zaczęło grać coraz mniej pewnie, popełniając przy tym proste błędy. Real zaś złapał wiatr w żagle, jednak do gwizdka sędziego Atkinsona oznaczającego przerwę nic nie zdołał wskórać. Piłkarzom z Gelsenkirchen na pewno nie można było odmówić ambicji oraz chęci, jednak pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć. Tym bardziej, gdy gra się tak defensywnym ustawieniem.










