Jeszcze rok temu gdy rywale patrzyli w terminarz i widzieli nadchodzące spotkanie z Atletico Madryt wiedzieli, że szykuje się brudna robota. W której nie będzie miejsca na radość z gry w piłkę. I w zależności od umiejętności rywala albo dostosowanie się do tych warunków i stworzenie kibicom „piłkarskich szachów”, albo często bezskuteczna próba ostrzeliwania bramki Oblaka. Wczoraj Bayern Monachium totalnie obalił stwierdzenie, które przez ostatnie lata regularnie słyszeliśmy, „że z Atletico gra się ciężko”
Już nie. Czy wczoraj piłkarze Hasniego Flicka nie czerpali przyjemności z gry? Czy cierpieli na boisku? Czy mieli jakiekolwiek problemy? To pytania tak bardzo tendencyjne, że bez zająknięcia odpowiedziałby każdy kto obejrzał choć 5 minut tego spotkania. Strzelić Atletico 4 bramki to kiedyś rzecz nie do pomyślenia. Nie było drugiej takiej drużyny w Hiszpanii czy też w Lidze Mistrzów, która bardziej zaniżały średnią goli na mecz niż oni. Czasami mogliśmy mieć wręcz wrażenie, że Diego Simeone woli zremisować 0:0 niż wygrać 5:4.
Zaczęło się wcześniej
Wczorajsza porażka była jednak dopiero pierwszą w sezonie. Ale patrząc na jej rozmiary i styl, nie powinna być traktowana jako wypadek przy pracy. To było zatracenie swojej tożsamości, której stracić nigdy nie możesz. A co gorsze, przesłanki, że jest źle były już wcześniej.
Wystarczy spojrzeć na poprzedni sezon Ligi Mistrzów, by wiedzieć, że problem jest głębszy. Wydawało się wówczas, że Atletico ma autostradę do finału, wylosowało lepszą część drabinki i ze wszystkich drużyn w tej połówce zdecydowanie największe doświadczenie. Jednak wyłożyło się już na pierwszym podejściu, w odpadnięciu z Lipskiem nie było cienia przypadku. To zespół Nagelsmanna był lepszy, a rozmiary zwycięstwa nie mówią wszystkiego.
Drugim sygnałem ostrzegawczym, że coś jest nie tak było miejsce w tabeli na koniec poprzednich rozgrywek. Do tego, że Atletico jest za Realem i Barceloną przywykliśmy. Ale, że wyprzedza ich jeszcze ktoś więcej już nie. I pal licho, że była to Sevilla która w tamtym czasie imponowała wszystkim.
Znaleźli się i tacy, którzy próbowali podważać słuszność powyższych teorii mówiąc, że na poprzednim sezon ze względu na pandemie należy patrzeć z dystansem. Jednak jeśli jesteś w formie to jaki wpływ ma na ciebie pandemia co najlepiej pokazuje przykład Bayernu. Grali świetnie przed nią i grają tak sam w trakcie. Więc ten argument jest tak bardzo nietrafiony jak strzały, które wczoraj oddawali piłkarze Atletico Madryt.











