Arsenal jest w tym sezonie niesamowity i po dziewięciu meczach ma na swoim koncie 24 punkty. Przegrał tylko raz i zajmuje fotel lidera w Anglii, chociaż Manchester City nie odstępuje go na krok. Natomiast Liverpool od startu rozgrywek ma ogromne problemy i po ośmiu meczach ma zaledwie dziesięć „oczek”. Do wspomnianego Arsenalu traci więc aż 14 punktów i to jeszcze przed 10. kolejką. Tutaj przedstawiamy parę przemyśleń po tym meczu.
„The Gunners” po świetnym widowisku okazali się lepsi od Liverpoolu, który uległ im 2:3. Chciałoby się powiedzieć, że drużyna Mikela Artety umacnia się na pozycji lidera, ale ma tylko punkt przewagi. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, aby myśleć, że Arsenal powalczy o mistrzostwo.
Z kolei Liverpool wygrał jak dotąd tylko dwa spotkania w lidze i zajmuje 10. lokatę. Ekipa Juergena Kloppa ma naprawdę poważne problemy i musi zacząć wygrywać, bo możliwe, że jeśli ten stan rzeczy nie ulegnie zmianie, ktoś pomyśli o jego zwolnieniu. Oczywiście Niemiec zrobił dla tego klubu ogrom dobrej roboty i my zdecydowanie nie jesteśmy za tym, aby go zwalniać.
Jednak spójrzmy czysto matematycznie: na chwilę obecną średnia punktów Liverpoolu na mecz w tym sezonie Premier League wynosi 1,25. Jak łatwo obliczyć, po 20 spotkaniach to będzie 25 punktów. A przypomnijmy sobie, że był czas za Kloppa, gdy Liverpool po 20 meczach miał tych „oczek” chociażby 54. Owszem, „The Reds” są w kryzysie, z drugiej jednak strony w tym roku kalendarzowym przegrali w lidze dopiero dwa mecze. Dajmy więc czas Niemcowi na wyjście ze sporego dołka, lekko mówiąc.
Arsenal i boki obrony
To, co w świetnej grze Arsenalu warto wyróżnić, to sposób, w jaki Mikel Arteta gospodaruje bokami obrony. Jeżeli skupiamy się na tym aspekcie, to warto najpierw wymienić, kogo w ogóle nominalnie ma na tę pozycję Hiszpan. Tak więc na lewej stronie jest to Oleksandr Zinchenko wraz z Kieranem Tierneyem, na prawej zaś Takehiro Tomiyasu z… Cedrikiem. Wiadomo też, że z usług Portugalczyka należy korzystać najrzadziej, jak to możliwe.
Oto dzisiejsze zestawienie obrony „Kanonierów” (od prawej): White, Saliba, Gabriel oraz Tomiyasu. Arteta w obliczu sytuacji, w której do klubu wrócił Saliba i przyszedł Zinchenko, na początku sezonu posadził Tierneya oraz Tomiyasu, którzy prezentowali się wyśmienicie w zeszłej kampanii. Oczywiście Japończyk wyszedł dzisiaj na lewej obronie od pierwszej minuty, ale było to spowodowane urazem Zinchenki. Niemniej jednak zaprezentował się bardzo dobrze na tle Liverpoolu.











