Powiedzieć o tym meczu „angielski klasyk”, to jak nie powiedzieć nic. Jedno z najbardziej emocjonujących spotkań, prawdziwy szlagier, którego po prostu żaden fan Premier League nie może odpuścić. Dziewiąty w tabeli Arsenal podejmował u siebie siódmy w ligowej klasyfikacji Liverpool i mimo że nie było to spotkanie na szczycie, to wszyscy liczyli na ogrom emocji.
Arsenal w tym sezonie gra bardzo, ale to BARDZO chimerycznie. To nie podlega żadnej dyskusji. Po słabym początku podopieczni Artety nie potrafią ustabilizować formy mimo w miarę imponującej gry. Świadczy o tym chociażby lokata w tabeli, w której „Kanonierzy” nie potrafią wskoczyć na zadowalające ich miejsce.
Wszystko to chciał wykorzystać Liverpool. Liverpool, który w tej edycji Premier League również potrafi wznieść się na satysfakcjonujący swoich kibiców poziom. Sporą rolę w słabej dyspozycji „The Reds” odgrywają bez wątpienia kontuzje doskwierające głównie formacji defensywnej, ale i nie tylko.
Dlatego ten mecz był swego rodzaju starciem dwóch podrażnionych dum. Dwóch wygłodniałych lwów czekających tylko na okazję, aby wrócić na należyte dla nich miejsce. Spotkanie zapowiadało się więc nader emocjonująco.
Arsenal nie umie grać w obronie
Tak przed meczem mógł odpowiedzieć każdy fan „Kanonierów”. Piłkarze Artety jeszcze przed meczem z Liverpoolem odnotowywali bardzo niechlubną serię, a dla wielu wręcz żałosną…
Arsenal nie potrafił zachować czystego konta przez ostatnich 12 spotkań, biorąc pod uwagę wszystkie rozgrywki. Brzmi wręcz dramatycznie? Nie do końca. Taka seria dziwi, ponieważ „The Gunners” nie wyglądają źle pod względem straconych bramek na tle ligowym. Golkiper ekipy ze stolicy kapitulował w tej edycji Premier League 32 razy. Nie jest to co prawda wyśmienity wynik, ale taki sam posiadają drugi w tabeli Manchester United czy trzecie Leicester City.
Niemniej jednak Arsenal chciał przerwać tę serię. Oczywiście priorytetem w tym pojedynku było zwycięstwo, ale zachowanie czystego konta mogłoby dodatkowo podbudować morale zawodników Artety. Wszystko wyglądałoby pięknie, gdyby nie to, że ich najbliższym przeciwnikiem miał być ofensywnie grający Liverpool, z Mane, Salahem i Roberto Firmino w formacji ofensywnej…
Powrót Firmino
Rotacja w składzie to niemalże podstawowy element w futbolu na najwyższym poziomie, zwłaszcza w Premier League. Mikel Arteta w meczu z Liverpoolem również postanowił dokonać kilku zmian w stosunku do starcia z West Hamem.
Hiszpański szkoleniowiec postawił na cztery roszady. Do formacji ofensywnej dołączyli Rob Holding i Calum Chambers kosztem Davida Luiza oraz Cedrica Soaresa. Dani Ceballos wraz z Nicolasem Pepe także wystąpili od pierwszej minuty przeciwko „The Reds”, przez co na ławce znaleźli się Bukayo Saka i Granit Xhaka.











