Ostatnie spotkanie przed dużym turniejem w zamyśle powinno odgrywać rolę próby generalnej. Anglikom pojedynek z Belgią pokazał jednak, w jak trudnej są sytuacji. Tylko wynik się zgadzał.
Korespondencja z Wembley
Skromne zwycięstwo 1:0 należy przyjąć na spokojnie, choć daje sporo powodów do optymizmu. Belgowie to najlepszy możliwy rywal na ostatnie starcie przed finałami mistrzostw Europy. Najlepszy zespół z tych, które się nie zakwalifikowały, pełen indywidualnych talentów, które w pojedynkę mogą zadecydować o losach meczu. W przeciwieństwie do innych finalistów Euro „Czerwone Diabły” nie odstawiały nogi, nie oszczędzały siebie ani rywali.

Taka gra mogłaby powodować wyraźne obawy o potencjalne urazy w relatywnie ogranych kadrach Niemiec, Holandii czy Hiszpanii, Anglia to jednak nadal drużyna w budowaniu, możliwie najbardziej chaotycznie przygotowana do finałów Euro spośród wszystkich innych uczestników. Basil Fawlty z angielskiego serialu „Hotel Zacisze” nie powstydziłby się bałaganu, który musi uporządkować Roy Hodgson. – Naprawdę nie chciałem tego, jest mi bardzo przykro – kajał się po meczu Dries Mertens, który w pierwszych minutach spotkania popchnął Gary’ego Cahilla na Joe Harta, powodując przemieszczenie szczęki u tego pierwszego. Obrońca Chelsea, pewniak do wyjściowej jedenastki przeciwko Francji, dołączył do długiej listy Anglików, którzy na Euro nie pojadą.
Poszukiwany łowca bramek
Hodgson nadal się waha nad wyborem napastników. Wobec zawieszenia Wayne’a Rooneya na pierwsze dwa mecze na szpicy mogą pojawić się Andy Carroll bądź Danny Welbeck. Pierwszy zagrał w spotkaniu towarzyskim przeciwko Norwegii, drugi – przeciwko Belgii. W obu meczach wspierał ich Ashley Young. Co ciekawe, możliwe, że właśnie na pozycji fałszywego napastnika pojawi się Wayne Rooney w ostatnim grupowym meczu przeciwko Ukrainie, jeżeli któryś z dwójki Welbeck – Carroll zabłyśnie we wcześniejszych spotkaniach. Wówczas Young zostałby przesunięty na lewe skrzydło podziurawionej pomocy.
Plan na pierwsze dwa mecze przeciwko Szwecji i Ukrainie przyniósł owoce już w 36. minucie meczu z Belgami, kiedy Young świetnie asystował przy otwierającej wynik spotkania bramce Welbecka. Zestresowany Hodgson wreszcie mógł się uśmiechnąć. Kiedy w drugiej połowie na boisku pojawili się Jermain Defoe oraz Wayne Rooney, Hodgson wypróbował gwiazdę Manchesteru United w roli cofniętego napastnika. Rooney nie był jednak na tej pozycji tak efektywny jak Young, często sfrustrowany machał rękoma na zbyt daleko grającą od niego linię pomocy. Co ciekawe, z wszystkich napastników najlepsze wrażenie zrobił Defoe, który dynamicznie otwierał sobie wolną przestrzeń na boisku. Być może, gdyby podania do niego posyłał Young, a nie Rooney, rozmiary zwycięstwa nad Belgami byłyby bardziej efektowne.













