Generalnie jest takie stwierdzenie, powiedzenie, którego używamy, kiedy chcemy określić coś żałosnego, godnego politowania – dno i metr mułu. Trudno tym stwierdzeniem oddać to, co fani Premier League czują po zbrodniach, jakich kluby z Wysp dopuściły się tego sezonu w Lidze Mistrzów. Dlatego sięgnęliśmy z naszym stwierdzeniem nieco głębiej. Dosłownie.
Przed meczem na stadionie Stade Louis II brytyjska gazeta „The Daily Telegraph” zrobiła szybką i prostą ankietę – czy zdaniem fanów Arsenal przejdzie francuskiego rywala, czy się potknie i wypadnie za burtę. Na ponad dwa tysiące ankietowanych 56% osób było zdania, że podopieczni Wengera zdołają odrobić fatalny wynik na Emirates (1-3) i awansują do kolejnej fazy Ligi Mistrzów. Cóż, jak się okazało, nadzieja matką głupich.
Z drugiej strony jednak wiadomo, to piłka nożna, teoretycznie wszystko może się zdarzyć. Nieco wyświechtany i już nieco nudny frazes, ale to nie oznacza, że nieprawdziwy.Wiadomo było, że mimo dość jednostronnego wyniku w północnym Londynie sprawa dwumeczu ciągle była otwarta. Co było na niekorzyść gości? Spora garść statystyk przede wszystkim. Po pierwsze, Arsenal od pięciu lat nie jest w stanie przejść fazy 1/8 finału, nie udało się i tym razem, co sprawia, że klub z Wysp coraz bardziej przypomina pod tym względem niechlubny rekord Realu Madryt rozpoczęty jeszcze w poprzedniej dekadzie.
Dodatkowo dość imponująco wygląda gra obronna piłkarzy z Księstwa na własnym stadionie. Widzieliśmy to zresztą w fazie grupowej tegorocznej edycji Ligi Mistrzów, w której to podopieczni Leanardo Jardima stracili zaledwie dwa gole. Na Emirates co prawda jednego gola stracili, ale mimo to imponowali organizacją, charakterem, dobrym ustawieniem i dyscypliną w formacji obronnej.










