Przed mundialem mówiło się, że reprezentacja Senegalu jest najlepszą w historii afrykańską drużyną. Żadna reprezentacja z Czarnego Lądu nigdy nie przebiła granicy ćwierćfinału. Magiczna bariera, o którą ma powalczyć Senegal w Katarze. Mistrzowie Afryki ze swoją największą gwiazdą z pewnością mogliby zajść nawet do strefy medalowej. Bez zawodnika Bayernu to jednak taki pączek bez lukru. Wciąż dobry, ale brakuje kogoś, kto zrobi prawdziwą różnicę, i pokazał to mecz otwarcia.
Mecz z Holandią zakończył się wynikiem 0:2 i udowodnił, jak solidną drużyną jest Senegal. Uwypuklił też ich problemy, ale należy pamiętać, z kim się mierzyli. „Lwy Terangi” postawiły się „Oranje”, czyli jednemu z faworytów, i nawet przez moment nie poczuliśmy, że to Holendrzy mają walczyć o rzeczy wielkie w Katarze. Zespół Aliou Cisse grał jak równy z równym, miał swoje sytuacje, z minuty na minutę rozpędzał się, ale brakowało tej wisienki na torcie i zespół z Europy wykorzystał swoje sytuacje.
Wielu spodziewało się, że Senegal to wcale nie będzie taki łatwy przeciwnik. W końcu to drużyna, która w lutym zdobyła mistrzostwo Afryki i już od wielu lat jest potentatem na Czarnym Lądzie. Zaskoczeniem jednak była ogromna solidność, jaką zaprezentowała reprezentacja Senegalu. Postawili się Holendrom i to grając bez swojej największej gwiazdy. Nie miniemy się z prawdą, gdy napiszemy, że ta drużyna jest groźna, a strach pomyśleć, jak gryzłyby lwy z Sadio Mane.
Szamani nie pomogli – Senegal gra bez Sadio Mane
Kontuzja najważniejszego gracza zespołu na chwilę przed mundialem musi być szokiem. Sadio Mane to wielka postać futbolu. W plebiscycie Złotej Piłki wybrany na drugiego najlepszego zawodnika globu. Reprezentacja Senegalu opierała się na nim. Mimo że jest tam wielu dobrych zawodników, to Mane był kimś, kto robił różnicę i nadawał zupełnie inny charakter tej reprezentacji. Był tym lukrem na pączku, który nadaje odpowiedni smak.
Trzy bramki i dwie asysty w Pucharze Narodów Afryki to nie wszystko. Zawodnik Bayernu Monachium po prostu brał na bary całą presję, jaka ciąży na zespole. Odciążał innych, ściągał z nich presję, dzięki czemu mogli błyszczeć. Zrobiono wszystko, aby postawić go na nogi. Nie udało się nawet szamanom, a więc przed resztą zespołu postawiono bardzo trudne zadanie – zastąpić Mane.
– Mamy graczy, którzy mogą zastąpić Sadio Mané. Pytanie brzmi, czy będą w stanie poradzić sobie z presją na swoich barkach. Kiedy Mané jest na boisku, zdejmuje presję z reszty zespołu, więc będą musieli się nauczyć, jak sobie z tym radzić – mówił na łamach „The Guardian” jeden z senegalskich dziennikarzy.
Brakowało właśnie gościa, który by to wziął na swoje barki. Zwłaszcza w ofensywie. Senegal dochodził do swoich sytuacji, ale w najważniejszym momencie brakowało tego decydującego zagrania, które zaskoczyłoby dość niepewną poniedziałkowego wieczoru holenderską defensywę. Jedną z większych zagadek przed mistrzostwami było to, jak „Lwy Terangi” poradzą sobie bez Mane. Mecz z Holandią chyba negatywnie zweryfikował zespół Aliou Cisse.











