AH: Targowisko rozmaitości


14 maja 2013 AH: Targowisko rozmaitości

Jechałem kiedyś nocnym pociągiem do Kijowa. Przyjazd planowany był na 9:42, ale gdzieś w okolicach godziny 6:00 nad ranem obudził mnie straszliwy raban, krzyki i muzyka. Rozsunąłem zasłony w oknie i… przeniosłem się w czasie. Wszystko wyglądało jak obrazki wyjęte żywcem z polskiej prowincji sprzed 30 lat. Kobiety sprzedawały kozy, wąsaci chłopi oferowali zboże w workach i magnetofony kaseciaki. Oglądając ten specyficzny targ na stacji kolejowej, pomyślałem – o zgrozo, zboczenie zawodowe – o Premier League. Był akurat sierpień i targi piłkarskie trwały w najlepsze. Tegoroczny sezon zbliża się ku końcowi, a jarmark zwany oknem transferowym już niedługo znów otworzy swoje podwoje.


Udostępnij na Udostępnij na

Nie będę pisał o sir Aleksie Fergusonie, gdyż temat ten został już tak rozwałkowany w prasie, że brakuje chyba tylko opinii papieża Franciszka o genialnym szkockim menedżerze. SAF odchodzi w cień, przychodzi Moyes. Wybór najlepszy z możliwych, niezaburzający ciągłości manchesterskiej dynastii i dawno temu przyjętej polityki. Dziwnie toczą się te trenerskie losy. Dwa tygodnie temu wydawało się jeszcze, że sir Alex jest wieczny, a Mancini może spać spokojnie pod niebieską kołderką haftowaną w petrodolary. David Moyes mógł co najwyżej pomarzyć o pracy w Bundeslidze, a tu mija – w skali futbolowego uniwersum – chwilka, mgnienie i menedżer Evertonu trafia trenerską szóstkę w totka.

Alex Ferguson
Alex Ferguson (fot. Marca.com)

Wielkie zmiany w Manchesterach – zarówno jednym, jak i drugim. Nie ma Fergusona, nie ma już Manciniego. Czarę goryczy przelał przegrany finał Pucharu Anglii z Wigan i włoskiemu miłośnikowi gustownych szalików powiedziano „arrivederci” ku wielkiej dezaprobacie fanów. Faworytem bukmacherów do objęcia schedy po Roberto jest ponoć Manuel Pellegrini. „El Ingeniero” na razie spuszcza zasłonę milczenia, enigmatycznie mówiąc, że jego przyszłość wyjaśni się w ciągu kilku najbliższych dni. Czyli witamy na Etihad Stadium. Na miejscu włodarzy City wstrzymałbym się jednak z wyborem, gdyż na rynku dostępny jest Franciszek Smuda.

A teraz całkiem serio. Piękno futbolu polega przede wszystkim na tym, że jest nieprzewidywalny, także w finansowym aspekcie. Sukces Wigan znacząco zakrzywił rzeczywistość, pokazując, że w futbolu istnieje jeszcze miejsce na romantyzm, a o zwycięstwie na murawie nie decydują pieniądze, ale ludzkie mięśnie, rozum i wola walki. Zwycięstwo to jest być może łabędzim śpiewem „The Latics”, jednak  monumentalnym i nikt go im już nigdy nie odbierze. Takich underdogów jak Wigan było w tym sezonie całkiem sporo, a z graczy pozyskanych tanio lub za darmo można by złożyć całkiem niezłą jedenastkę. O takie zestawienie pokusił się właśnie angielski „The Sun”.

W skład drużyny weszli:

Piłkarze pozyskani za darmo – Jussi Jaaskelainen, Claudio Yacob, Mohamed Diame

Gracze wypożyczeni – Sascha Rieter, Danny Rose, Jonathan de Guzman, Romelu Lukaku

Bardzo tanie transfery (w nawiasie kwota w milionach funtów) – James Collins (2,5), Chico Flores (2), Michu (2), Arouna Kone (2,7).

Cała jedenastka kosztowała mniej niż 10 milionów funtów. Nieźle, prawda? Najlepiej wyszły na tym „Młoty”, za cenę 2,5 miliona funtów kupiły bowiem praktycznie cały szkielet drużyny – mającego genialny sezon Jaaskelainena, twardego jak skała stopera Collinsa oraz mającego wielki potencjał środkowego pomocnika Diame. WBA zrobiło świetny interes, ściągając argentyńskiego defensywnego pomocnika Claudio Yacoba oraz wypożyczając Romelu Lukaku. Belgijski czołg niczym burza parł przez cały sezon, ale słowa te poprzyjmy danymi, a nic nie jest lepszą wizytówką napastnika niż gole. Liczba 14 widniejąca obok nazwiska Lukaku jest imponująca.

Polub Bloody Football! na Facebooku

Sir Alex Ferguson i Roberto Mancini
Sir Alex Ferguson i Roberto Mancini (fot. Skysports.com)

Ciekawy jest także kazus Arouny Kone. Blisko 30-letni obywatel Wybrzeża Kości Słoniowej nigdy nie był jakąś wielką gwiazdą europejskich boisk, ale przygodę z Wigan może uznać za wyjątkowo udaną. Kone w 32 meczach BPL zdobył 11 goli, a przy pięciu innych asystował. Statystyki te nie powalają na kolana, jednak jak na skalę możliwości klubu z DW Stadium i cenę gracza wyniki to ponad normę. Nawet jeśli Wigan nie uniknie degradacji, obywatel Wybrzeża Kości Słoniowej może być pewny, że nie zabraknie chętnych na jego usługi.

Warto zwrócić uwagę także na duet z Liberty Stadium, czyli Chico Floresa oraz Jonathana de Guzmana. Zwłaszcza ten ostatni – wypożyczony z hiszpańskiego spadkowicza Villareal – pokazał się z dobrej strony. Holender ma papiery na ciekawe, kombinacyjne granie i jeśli tylko zostanie na Liberty Stadium, to pod okiem Laudrupa będzie robił dalsze postępy.

Nie napiszę za to nic o Michu, Hiszpan opisywany był bowiem tu z milion razy i już jest legendą Liberty Stadium, a w moim mniemaniu przechwytem tysiąclecia.

Poruszając jednak kwestię Wigan, to gra ono dzisiaj z Arsenalem o życie. Nie kibicuję ani „Kanonierom”, ani „The Latics”, jednak życzę ekipie Martineza z całego serca, aby się utrzymała. Biorąc pod uwagę hart ducha, jaki zaprezentowała w finale FA Cup, spadek byłby nie chichotem losu, ale zwykłym bestialstwem. W ogóle jest coś pięknego w angielskich klubach, za którymi stoją oddana baza kibicowska oraz ekscentryczni, sympatyczni właściciele, ciułający funciaki, jak tylko się da, oraz zadowalający się wszystkim powyżej dziesiątego miejsca w tabeli. To typowo angielskie kluby, w jakiś sposób nie zepsute petrodolarami, lukrowatością rodem z Rublówki i właścicielem autokratą, wyżej ceniącym mamonę niż tradycję. Dlatego właśnie fajne jest Wigan, dlatego właśnie fajny jest Everton.

Romelu Lukaku, West Bromwich Albion
Romelu Lukaku, West Bromwich Albion (fot. skysports.com)

Ptaszki ćwierkają, a nawet nieśmiało twittują, że nowa miotła United nie zapomniała o swoich chłopcach i co najmniej dwóch – a mówi się nawet o trzech – pójdzie w ślad za Moysem, zmieniając Goodison Park na Old Trafford. Chodzi oczywiście o Bainesa, Fellainiego, a także Phila Jagielkę. Zaskoczeni panem numer trzy? Bo ja ani trochę! Jagielka miał świetny sezon i wraz z Leightonem „trzecim z braci Gallagherów” Bainesem zasługują, by w końcu zagrać o coś więcej niż awans do Ligi Europy.

Fellaini gdzieś w styczniu stanął i przestał strzelać, ale to gigant – nie tylko gabarytowo – i każdy klub chciałby go mieć w swoich szeregach. O exodusie z Manchesteru marzy natomiast sam „Wazza”. Były król Old Trafford nie widzi już dla siebie miejsca w czerwonej części Manchesteru i puszcza tym sposobem małe oczko w kierunku innych wielkich europejskiej piłki, jak PSG czy nawet Chelsea. Twardy orzech do zgryzienia przed Moysem. Patrząc na relacje obu panów w przeszłości, nie wiem, czy Szkot będzie akurat negocjatorem na miarę Samuela L. Jacksona.

Okno transferowe otworzy wkrótce swe mosiężne podwoje, a wszyscy ruszą na zakupy. Bracia mniejsi polecą do sieciówek na wyprzedaże, a niektórzy z nich trafią na perełki w stylu Jaaskelainena czy Michu. Ci bardziej mocarni, o nieprzyzwoitej wręcz grubości portfela, ruszą do najbardziej ekskluzywnych salonów mody, szukając okazów najlepszych i najdroższych, a każdą transakcję poprzedzi kilkukrotne oglądanie towaru i skomplikowane negocjacje na targowisku próżności.

Leighton Baines
Leighton Baines (fot. Skysports.com)

Zaczęliśmy od pociągów i pociągami skończymy. Szlag człowieka trafia, gdy oczekiwany pociąg w Polsce spóźnia się o godzinę, dwie… Doszliśmy w naszym kraju do tak absurdalnej sytuacji, że jeśli kolej spóźnia się 10-20 minut, to jesteśmy zadowoleni. Tymczasem co byśmy powiedzieli o szeroko rozumianym wschodzie, to pociągi chodzą tam jak w zegarku.

Przyjazd do Kijowa planowany był na godzinę 9:42 i dokładnie w momencie, gdy ona wybiła, pociąg hamował na dworcu. Niesamowite. Następne, co mnie powitało, to widok tańczącego z małpką faceta, któremu przyklaskiwało dwóch gigantycznych ochroniarzy bez koszulek, jedynie z przewieszonymi przez plecy kałachami, oraz Andrij Woronin wcinający dziesięć metrów dalej pączka i czytający gazetę. Ale to już całkiem inna historia.

Artykuł ukazał się także na Bloody Football! Blog

Komentarze
~Rertrand Bussell (gość) - 13 lat temu

Świetny tekst redaktorze.
P.S. W jakim miejscu w Kijowie był pan dokładnie?

Kuba Machowina (gość) - 13 lat temu

Dziękuję za miłe słowa :)

Co do Kijowa to mieszkałem na ul. Shovkovycznej lub
coś w tym stylu, jeśli mnie pamięć nie myli :)

~Rertrand Bussell (gość) - 13 lat temu

Jak się okazało mieszkaliśmy w zupełnie innym
miejscu w Kijowie.

Jeszcze raz gratulacje za tekst.

~Biker (gość) - 13 lat temu

Witaj. Dopiero dzisiaj przeczytalem Twoj artykul ,
tresciwy i ciekawy...Milo , ze wspomniales w nim o
Arounie Kone , bo ten sezon i przenosiny do Wigan
byly naprawde udane. Jego pobyt w Sevilli to
najgorszy okres w jego karierze...kontuzje , lawka
rezerwowych. Odzyl na wypozyczeniu w Hannowerze , a
prawdziwa forma lubianego przez wielu ivoryjczyka
przyszla w Levante , co pozniej zaowocowalo
transferem do Premier League. Napewno odejdzie z
Vigan , bo Premier Ship to nie miejsce dla czlowieka
o jego umiejetnosciach. Wiesz cos o tym , ktore kluby
nim sie interesuja ? Pozdrawiam.

Kuba Machowina (gość) - 13 lat temu

Siema :)

Dzięki za miłe słowa. A co do Kone to też go
lubię i cenię, ale na razie nic nie słyszałem. Na
pewno Liverpoolem interesuje się Callumem
McManamanem, już kibice "The Reds" mówią na niego
"Macca II" :)

Kuba Machowina (gość) - 13 lat temu

Miało być oczywiście "Liverpool" :)

Pozdrawiam!

Najnowsze