AH: Skowyt


29 kwietnia 2013 AH: Skowyt

Był taki poemat Allena Ginsberga, właśnie pod tytułem „Howl” (po polsku „Skowyt”). Rzecz była to skandalizująca jak na owe czasy ogromnie i dała podwaliny pod całe pokolenie bitników i nurt w literaturze amerykańskiej z nimi związany. Skowytem rannego zwierzęcia dogorywającego na zielonej murawie gdzieś w północno-wschodniej Anglii była także gra Newcastle w meczu przeciwko Liverpoolowi. Alan Pardew dokonał rzeczy wiekopomnej, a zarazem unikatowej – z chytrego srebrnego lisa stał się wyliniałym czworonogiem w potrzasku. Na jego szczęście jest jeszcze w tej lidze Harry Redknapp i pewna piękna historia z przestrogą w morale, a zakończona spektakularnym kataklizmem…


Udostępnij na Udostępnij na

Jeśli sparafrazujemy amerykański sen „od zera do bohatera”, to adekwatnie bohaterem angielskiego snu był w zeszłym sezonie Alan Pardew. Białowłosy szkoleniowiec perfekcyjnie poukładał powierzone mu klocki, a to, co z nich wykreował, przeszło oczekiwania absolutnie wszystkich, w tym właściciela Newcastle Mike’a Ashleya. Pardew niczym mityczny król Midas zamieniał wszystko w złoto, a „Sroki” zakończyły sezon na rewelacyjnym piątym miejscu, prześcigając w tabeli liverpoolskich bliźniaków oraz ociekający złotem dwór cara Romana. Jak mawia kulinarna maksyma: apetyt rośnie w miarę jedzenia, więc jeśli „Sroki” zajęły w zeszłej kampanii piątą lokatę, to naturalnym tokiem rozumowania wydawał się progres, czyli Liga Mistrzów.

Od bohatera do zera

Alan Pardew
Alan Pardew (fot. skysports.com)

Współczuję Alanowi Pardew. Jak spaść, to z wysokiego konia, ale aż takiej apokalipsy nie spodziewał się na St James’ Park nikt. Drużyna, która wydawała się śmiało kandydatem do walki o Ligę Mistrzów, walczy w tym momencie o… bezpieczne utrzymanie. Oczywiście los jest nieprzewidywalny, ale wątpię, by „Sroki” spadły, to już byłoby za dużo wiatru w oczy jak na jeden raz. Oczywiście nie znaczy to absolutnie, że fani z St James’ Park mają się z czego cieszyć. Obecny sezon należy uznać za stracony, a rannego wykurować, by był gotowy w wakacje na nową bitwę. Aby tak się jednak stało, trzeba wyjść z twarzą i dokończyć obecne potyczki.

Sam właściciel klubu Mike Ashley zapowiedział głośno – zostawiając sobie awaryjną furtkę – jeśli „Magpies” spadną z ligi, on sprzedaje klub. Wszyscy Geordies wstrzymali oddech, mając w pamięci kwarantannę w The Championship sprzed trzech lat. W samym centrum zdarzeń znalazł się oczywiście Pardew, który nigdy do końca nie miał dobrego PR-u na St James’ Park. Wiadomo – zastąpił ulubieńca kibiców Chrisa Hughtona. W zeszłym sezonie Pardew wkupił się nieco w łaski fanów z północno-wschodniej Anglii, jednak w obecnej kampanii demony powróciły – i zrobiły to ze zdwojoną siłą. Zły szeląg znów spędził sen z oczu białowłosego Alana.

Francuza kupię

W styczniu zawrzało. Newcastle przechrzczono z francuska na „Nouveau Chateau”, „Sroki” bowiem wykazały się chytrością typową dla tego gatunku ptaków, podkradając paru niezłych graczy znad Sekwany, w dodatku z kończącymi się niebawem kontraktami. Wszyscy się podpalili. Nie było w tym nic dziwnego, nazwiska pozwalały bowiem wlewać gorący żar optymizmu w serca fanów – na St James’ Park stawił się cały zaciąg najlepszych speców z Legii Cudzoziemskiej: Sissoko, Gouffran, Yanga-Mbiwa czy Debuchy. Kibice i media w Anglii krytykowały jednak Pardew i Ashleya, że kupują samych Francuzów, odzierając ten typowo angielski klub z jego brytyjskiego charakteru.

Śledź Bloody Football! na Facebooku

Niemniej jednak – dokładając zakupionego przed sezonem szalenie uniwersalnego Holendra Vurnona Anitę – można było się spodziewać, że runda rewanżowa pójdzie jak z płatka, a rumak w poprzeczne czarno-białe pasy ruszy z kopyta w poszukiwaniu przygód oraz punktów. I rzeczywiście – wyniki nie były najgorsze, jednak w końcu coś pękło. Apogeum rozpaczy, miernoty i żenady okazał się weekendowy mecz z „The Reds”, w którym „Sroki” dały się wypatroszyć bez jakiejkolwiek walki 0:6.

Per aspera ad astra?

Słowa te stanowią zapewne optymistyczne motto kłębiące się obecnie w głowie Alana Pardew, jednak jako kontrapunkt tej powszechnie znanej łacińskiej sentencji podajmy nasze polskie i jakże życiowe porzekadło: „myślał kurczak o niedzieli, a w sobotę…” i tak dalej, i tak dalej. Nie wiadomo, jak potoczą się losy „Srebrnego Lisa”. Nie jest trudno domyślić się, że naturalną koleją rzeczy po tak nieudanym sezonie – ba! niemal antycznej katastrofie – powinny być męskie uściśnięcie dłoni i rozwód. I tutaj zaczynają się schody.

Pardew ma bowiem podpisany… ośmioletni (!) kontrakt. Nie, to nie żart. Podpis Pardew na umowie sygnowanej przed obecnym sezonem kosztować będzie Mike’a Ashleya w sumie 25 milionów funtów, więc możemy się domyślać, że angielski menedżer sam z posady nie odejdzie. Istnieje co prawda klauzula mówiąca o tym, że w razie zwolnienia Pardew otrzyma „zaledwie” roczne pobory, jednak godzi to w nowo przyjętą politykę ciągłości oraz stabilizacji, a zwolnienie bossa „Srok” mogłoby wprowadzić niepotrzebny chaos i zamieszanie. Jest także inna opcja. Można obecny sezon uznać za mały żart i Alan Pardew ruszy ostro od nowego sezonu z carte blanche w swej talii.

A imię jego 260, czyli Alanów dwóch

Alan Pardew apeluje do swych graczy o rozsądek
Alan Pardew apeluje do swych graczy o rozsądek (fot. Skysports.com)

Jest jedna osoba, z której opinią na St James’ Park liczą się wszyscy – od stewardów po małe zwierzątka czające się w zakamarkach stadionu. To oczywiście legenda klubu i dwustuprocentowy Geordie, czyli Alan Shearer. Najlepszy strzelec w historii Premier League (vide tytuł akapitu) po ostatniej klęsce przeciwko „The Reds” nie pozostawił suchej nitki na graczach „Srok”:

Ta porażka była straszna, tchórzliwa, wstydliwa, ale przede wszystkim – bardzo martwiąca. Można mieć zły dzień w pracy w biurze, ale drugie takie kolejne spotkanie u siebie, cóż… wielu nawet nie pojawiło się w tym biurze… kończył Shearer, znów używając retoryki korporacyjnej.

Legenda „Srok” była za to nieco bardziej łagodna w stosunku do Alana Pardew. Nie zapominajmy jednego – Alan Shearer był tymczasowym menedżerem, kiedy Newcastle spadło z ligi w 2009 roku. Nie wiadomo, ile w tym empatii spowodowanej własnymi przeżyciami, niemniej jednak jeden Alan ma w dalszym ciągu duży kredyt zaufania u drugiego Alana. Shearer nie ma wątpliwości:

Uważam, że po tym, czego dokonał rok temu, Pardew ma wciąż wielki kredyt zaufania w banku i zasługuje na następną szansę. Jest obecnie pod wielką presją i jeśli się ona utrzyma przez wakacje, pojawi się jeszcze więcej chętnych na jego głowę.

Konkluzja

Postanowiłem prześledzić nieoficjalne serwisy fanów Newcastle, zarówno te angielskie, jak i polskie. Opinie o szkoleniowcu „Srok” i grze samej drużyny w zdecydowanej większości  nie nadają się na przytoczenie ich tutaj. Jedno jest pewne – nadchodzi wysoka fala i tylko od Alana Pardew i jego podopiecznych zależy, czy ją okiełznają. Anglicy mawiają: „it’s time to separate the men from the boys”. Menedżer Newcastle powinien powiesić sobie nad łóżkiem ku przestrodze zdjęcie smutnego Harry’ego Redknappa, tonącego na łajbie wartej dziesiątki milionów funtów. Ale to już inna historia, którą opowiemy tutaj niedługo…

Artykuł ukazał się także na Bloody Football! Blog

Komentarze
~hjghk,yguj (gość) - 13 lat temu

dawaj pardew !

Najnowsze