Dziś w nocy doszła do nas informacja, że Arkadiusz Milik podpisał kontrakt z Bayerem Leverkusen. Czy przejście do „Aptekarzy” to dobry ruch ze strony 18-letniego napastnika? Czy uda mu się przebić do pierwszego składu tak szybko jak Robertowi Lewandowskiemu, będzie musiał nieco poczekać na swoją szansę jak Artur Sobiech, czy raczej pójdzie śladami Mateusza Klicha i będzie grał zaledwie w rezerwach?
Na początku trzeba się zastanowić, czy to dobra decyzja wyjeżdżać akurat teraz. Oczywiście znajdą się zarówno przeciwnicy, jak i zwolennicy tej opcji. Już przy spekulacjach o przejściu Milika do innego klubu mówiono, że zawodnik Górnika Zabrze jest za młody. Powinien okrzepnąć, nabrać nieco doświadczenia, ustabilizować formę, stać się niekwestionowaną gwiazdą naszej ligi. Inni doradzali 18-latkowi jak najszybszy wyjazd za granicę, twierdząc że w Polsce nic już nie jest się w stanie nauczyć i nawet siedzenie na ławce rezerwowych w dobrym, zagranicznym klubie będzie lepsze, niż gra w Górniku. Biorąc pod uwagę Bayer, decyzja o wyjeździe była o wiele lepsza. W Leverkusen nie ma aż takiej konkurencji jak w Stuttgarcie czy Dortmundzie.

Raczej nie ma co liczyć, że Milik niczym Lewandowski od razu wskoczy do pierwszego składu. Co prawda były gracz Lecha Poznań na początku występował na pozycji ofensywnego pomocnika, ale 18-latek nie powinien się na to nastawiać. Absolutnie niepodważalna jest pozycja Stefana Kiesslinga, który obecnie jest najlepszym strzelcem Bundesligi (12 goli). Również nikogo za nim Milik nie jest w stanie zastąpić. Andre Schürrle i Gonzalo Castro to postacie kluczowe dla taktyki Bayeru. Niesamowicie wybiegani i agresywni są pierwszymi obrońcami zespołu. To pierwsza rzecz, której będzie musiał się nauczyć polski napastnik – walka o piłkę już na połowie rywala. Poza tym, wracając do tercetu ofensywnego Bayeru, to jego akcje ofensywne wyglądają naprawdę efektownie. Zawodnicy grają bardzo szybko, z pierwszej piłki, są niezwykle ruchliwi. Milikowi zapewne zabierze trochę czasu, aby dopasować się do tego stylu.
Przygoda Arka może być podobna do tej Artura Sobiecha. Mimo ogromnej konkurencji piłkarz Hannoveru już kilka razy na dłużej gościł w pierwszym składzie. Teraz znowu częściej siedzi na ławce, ale nadal się rozwija. Milik w Bayerze konkurencję ma o wiele mniejszą. Oprócz wspomnianego Kiesslinga jest właściwie tylko Junior Fernandes. Chilijczyk przyszedł przed sezonem za niemal 5 milionów euro z Universidad Chile. Nie gra jednak za dużo, bo do tej pory ma na swoim koncie zaledwie 50 minut. Nawet jeśli Polak na chwilę obecną jest nieco słabszy od Fernandesa (w co wątpię), to powinien szybko te braki nadrobić. Niech bierze przykład od swoich starszych kolegów z reprezentacji, którzy ciężko pracują i stają się coraz lepszymi piłkarzami.











