Przed nami trzecia kolejka Premiership. Póki co jedynym niepokonanym zespołem jest Chelsea Londyn i wydaje się, że i po tej kolejce ten fakt się utrzyma. Seria spotkań zostanie rozpoczęta w Blackburn, gdzie miejscowy zespół podejmie faworyzowany Arsenal Londyn.
Blackburn – Arsenal
Zdecydowanym faworytem tego spotkania wydaje się Arsenal. Podopieczni Arsena Wengera udanie zainaugurowali sezon i zamierzają podtrzymać tą tendencje. „Kanonierzy” zaczęli od remisu z silnym Liverpoolem, by w kolejnej kolejce zdemolować Blackpool. Pozytywne wrażenie pozostawia po sobie zwłaszcza ofensywa londyńczyków. Za to gospodarze weszli w sezon ze wszech miar średnio. Najpierw zwycięstwo z Evertonem, później porażka z Birmingham i miejsca w środku tabeli, czyli praktycznie miejsce, które staje się rokrocznie udziałem Rovers. Obaj trenerzy raczej nie cierpią na ból głowy związany z kontuzjami czy kartkami podopiecznych, więc możemy spodziewać się optymalnych składów obu drużyn. Biorąc pod uwagę wszystkie aspekty inny wynik niż zwycięstwo gości byłby dla mnie sporą niespodzianką.
Manchaster United – West Ham
Podopieczni sir Alexa Fergusona zawiedli swoich kibiców w ostatnim pojedynku. Mimo prowadzenia 2:0 umożliwili przeciwnikom (Fulham) wyrównanie w dramatycznych okolicznościach. Po takiej wpadce piłkarze na pewno zrobią wszystko by nie dopuścić do kolejnej i to tydzień po tygodniu, dlatego można spodziewać się szturmu na bramkę West Hamu. W ekipie popularnych „Młotów” nie dzieje się zbyt dobrze i trener Avram Grant ma poważny ból głowy związany ze swoim zespołem. Porażki z Aston Villa (0:3) i Boltonem (1-3) na pewno nie przynoszą chluby londyńczykom. Dodatkowo zawirowania finansowe wprowadziły sporo chaosu, który nie przysłuży się wyjściu z kryzysu. Dodając do tego fakt, iż United wygrali pięć ostatnich pojedynków między tymi zespołami (w czym większość w okazałym stylu) raczej wątpliwym jest by West Ham sprawił jakieś problemy swoim rywalom.
Chelsea Londyn – Stoke City
śród dyskusji na temat tego spotkania głównym pytaniem wydaje się “ile?”, a nie „czy?”. Oczywiście chodzi o ilość bramek zdobytych przez „The Blues”, bo raczej mało kto wyobraża sobie by po tak imponującym początku sezonu Chelsea nie pokonała „kopciuszka” ze Stoke. Dwa rewelacyjne spotkania zakończone wynikami po 6:0 rozbudziły apetyty fanów gospodarzy i zapewne rozmyślają o tym czy doczekamy się dwucyfrowego wyniku. W cieniu wielkich oczekiwań wobec potentata znajdują się goście. Przyjezdni nie mają zbyt wielu powodów by spodziewać się innego wyniku niż kolejna porażka. Nie dość, że nie zdobyli jeszcze ani jednego punktu w tym sezonie (porażki 1:2 z Wolves i Tottenhamem) to jeszcze mają w pamięci pogrom z zeszłego sezonu, gdy Chelsea wygrała 7:0. Carlo Ancelotti zapowiadał, że jego piłkarze nie zlekceważą rywali i jeśli tylko dotrzyma słowa możemy spodziewać się gradu bramek i uszczęśliwionych min kibiców zgromadzonych na stadionie.
Tottenham Hotspur – Wigan Athletic
Wigan rozpoczęło sezon najgorzej jak tylko mogło. Jeszcze porażkę z Chelsea, lub sam jej fakt można zrozumieć tak druzgocąca klęska w pojedynku z Blackpool 0:4 była wyraźnym sygnałem, iż w zespole gospodarzy nie dzieje się dobrze. Zdecydowanym faworytem wydaje się, więc Tottenham, lecz nie upatrywałbym tego faktu w sile zespołu gospodarzy, a w słabości przyjezdnych. „Koguty” również zdążyły zaliczyć już wpadkę. Porażka z Young Boyus Berno była nie lada sensacją, zwłaszcza jeśli dodamy do tego fakt, iż podopieczni Harryego Redknappa przegrywali już 0:3. W rewanżu byli jednak bezlitośni aplikując rywalom cztery bramki. Podobnej ilości bramek powinni spodziewać się piłkarze Wigan, gdyż w obecnej formie i tak mogli by uznać to za sukces.










