Wraca Liga Mistrzów, a wraz z nią na europejskie boiska Wojciech Szczęsny. Tym razem jednak nie w barwach angielskiego Arsenalu, a włoskiej Romy, której w pierwszym meczu przyjdzie się mierzyć z Barceloną. Będzie to ogromne wyzwanie dla polskiego golkipera, który w obecnych rozgrywkach miał już okazję zagrać przeciwko hiszpańskiej drużynie. Przekonajmy się zatem, jak w dotychczasowych spotkaniach z „Dumą Katalonii” radził sobie Szczęsny.
Wojciech Szczęsny w ubiegłych rozgrywkach popadł w konflikt z Arsenem Wengerem. Polak po jednym ze spotkań miał rzekomo palić papierosa pod prysznicem. Od tego momentu bramkarz stał się kozłem ofiarnym szkoleniowca „Kanonierów”. Stracił miejsce w pierwszym składzie na rzecz Davida Ospiny i dane mu było występować tylko w meczach pucharowych. Po sezonie do Wojtka trafiła kolejna zła wiadomość. Do drużyny Arsenalu dołączył Petr Cech. Stało się pewne, że Szczęsny opuści klub albo będzie grzał ławę. Polak podjął najlepszą decyzję, jaką mógł i powędrował na wypożyczenie do Romy, w której z miejsca stał się pierwszym bramkarzem. W dotychczas rozegranych meczach prezentuje bardzo dobrą formę i na pewno nie żałuje takiego rozstrzygnięcia tej sprawy.
Dodatkowym plusem dla bramkarza jest to, że Roma będzie występować w europejskich pucharach, co dla gracza jest sprawą bardzo ważną. W pierwszym spotkaniu grupy E tegorocznej Ligi Mistrzów włoska drużyna zmierzy się z ubiegłorocznym zwycięzcą Champions League, Barceloną. Na pewno nie jest to dla nich dobry traf, bo katalońska ekipa rzadko kiedy schodzi z boiska pokonana. Bardzo prawdopodobne, że pełne ręce roboty w tym spotkaniu będzie miał Wojciech Szczęsny, który przeciwko „Dumie Katalonii” dotychczas rozegrał trzy spotkania.

W sezonie 2010/2011 Barcelona w 1/8 finału trafiła na drużynę z Emirates Stadium. Wszystko wskazywało na łatwą przeprawę hiszpańskiej drużyny. Rzeczywistość okazała się jednak inna, a spory w tym udział miał Szczęsny. Ja osobiście ten dwumecz pamiętam do dziś. Rzadko kiedy spotyka się tak wyrównane spotkania, z tak niesamowitą dramaturgią i obrotem spraw. Pierwszy mecz rozgrywany był w Londynie. Wojtek wystąpił w bramce od pierwszej minuty i chwilę po rozpoczęciu pojedynku musiał wykazać się tym razem jeszcze „bramkarskim szczęściem”, ponieważ znalazł się w pojedynku sam na sam z Messim. Argentyńczyk próbował przelobować bramkarza, ale zrobił to nieskutecznie. Chwilę później filigranowy zawodnik Barcelony chciał w taki sam sposób przechytrzyć polskiego gracza, który zachował jednak zimną krew i bezproblemowo poradził sobie z uderzeniem. Golkiper bardzo dobrze radził sobie na przedpolu, przez co często uniemożliwiał stwarzanie groźnych sytuacji. W tym meczu skapitulował tylko raz po strzale Davida Villi, przy którym nie miał wielkich szans na obronę. Szczególnie dużo sytuacji miał Messi, ale Szczęsny tego dnia był po prostu nie do przejścia. On oraz jego koledzy rozegrali bardzo dobre spotkanie i dzięki temu mogli schodzić z boiska jako zwycięzcy. Wojtek mógł być z siebie bardzo dumny.











